piątek, 11 lipca 2014

Potrzebuję zmian

Niby powinnam być super-hiper-megaszczęśliwa.
Mój mąż jest dobrym człowiekiem, mamy dwóch cudnych synków, o których w dodatku nie musieliśmy się latami starać, mamy gdzie się podziać, nie głodujemy, a nasi rodzice żyją i mają się całkiem nieźle. Ze zdrowiem, szczególnie moim, jest różnie, ale mogę dać drugiemu już synkowi to, co najlepsze, karmiąc go piersią. Z powrotem do wagi sprzed ciąży też nie było kłopotów. Spadło sama nie wiem kiedy i jak.
I ja to wszystko doceniam, ale... ostatnio coraz bardziej duszę się sama ze sobą.
Potrzebuję zmian, ale sama nie wiem, jakich.

Źródło: fabrykamemow.pl
Wygląd?
Niby najłatwiej zacząć od wyglądu, ale jak by się tak zastanowić...
Malować się nie lubię, mam tylko podkład, puder, jeden cień do powiek (którego i tak używam tylko od święta), jeden róż, jedną szminkę i dwa błyszczyki.  I przeważnie używam tylko tych ostatnich.
Włosów dawnych nadal do końca nie przebolałam i tęsknię za lokami, ale cóż, jeśli to ma być cena za Andrzejka, to wolę te swoje proste druty z nim niż sprężynki bez niego. Obcinać też nie chcę. Lubię je takie długie, przyzwyczaiłam się. W końcu polubiłam też nawet swój naturalny kolor i nie chcę go zmieniać. Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek inny lepiej do mnie pasował.

Ciuchy?
Nienawidzę zakupów. A w kwestii stylu jestem niereformowalna. Lubię jednobarwne ubrania w prostych i najczęściej dopasowanych do figury fasonach, innych mam jak na lekarstwo i to najczęściej sprezentowanych przez mamę. Strój "robię" dodatkami - apaszką, torebką, kolczykami.

Aktywność?
Cały czas obiecuję sobie, że kiedy Juluś skończy 4 miesiące zapiszę się z nim na basen. A tymczasem nie mogę dojść do papierniczego po plastelinę.
O ile jeszcze przy Andrzejku dużo czytałam - książek, teraz czytam dużo... blogów mamino-dziecięcych (nie lubię słowa: "parentingowy"). I choć bardzo je lubię, mam wrażenie, że mój mózg powoli ale systematycznie zamienia się w kaszkę bezglutenową na mleku kobiecym.

Praca...
Kiedyś kochałam swój zawód i wkładałam serce i duszę w kręcenie maści, wyłapywanie interakcji, znajdowanie tańszych zamienników i najlepszego sposobu pozbycia się zaparć.
Ale po stażu pracowałam w czterech aptekach i zetknęłam się z brutalnymi wymogami szefostwa: raz nawet usłyszałam wprost, że klient nie może wyjść z apteki bez dokonania zakupu nawet jeśli nie mamy na stanie tego, po co przyszedł. Mam wciskać konkretne produkty (choć inne są lepsze i tańsze), wydawać bez recepty wsio jak leci łącznie z lekami na ciśnienie, antybiotykami i hormonami...
A ja z tych, którzy pierwsi skorzystaliby z klauzuli sumienia. Nie chciałam wydawać pigułek 72h i realizować lewych recept na środki  ubocznie wywołujące poronienie - w tej kwestii tyle. Odmówiłam podbijania się pod psychotropami wydawanymi na lewo w punkcie aptecznym tych samych właścicieli. Nie wydawałam leków na receptę bez recepty. Polecałam to, co sama chciałam i kombinowałam, żeby nie zedrzeć z pacjenta skóry - i zbierałam za to wyrazy sympatii od ludzi na zmianę z reprymendami od naczalstwa.
I teraz już nie wiem, czy, nawet gdyby ktoś zatrudnił mnie po takiej przerwie, chciałabym wrócić do pracy w aptece. Tam już nie ma miejsca dla idealistów.

Wyjścia...
W sumie to i chciałabym i boję się. Albo w ostatniej chwili coś się sypie. Wybierałam się już na dwa spotkania blogowe. Na jedno nie mogłam iść, bo mąż w ostatniej chwili musiał przyjść do pracy, a dzień przed drugim rozchorował się Julek... Ile razy przekładałam już różne kawki ze znajomymi... bo lekarz, bo rehabilitacja, bo to, bo tamto...


A w ogóle to kopnijcie mnie w żopę, bo smęcę ostatnio.

12 komentarzy:

  1. Nie jestes sama. Ja tez potrzebuje zmian i szukam w swoim zyciu miejsca gdzie te zmiany wprowadzic. Wlosy tez lubie dlugie i to co ze garsciami wychodza szkoda mi ich obciac pewnie i tak obetne ale to nie to. Ja chcialabym wrocic do pracy ale nie do banku gdzie caly dzien mysle o tym czy sie nie pomylilam czy kazdy papierek wypelniony itd. Chce czegos swojego w co wloze caly swoj zapal pytanie tylko o co mi chodzí?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to.
      Najchętniej założyłabym wytwórnię stworów z plasteliny. Tylko po co to komu...

      Usuń
  2. Czasem przychodzi taki moment że ma się dość, że chce się nowego... Tylko właśnie od czego zacząć? O co chodzi? Może potrzebujesz trochę czasu dla siebie? Tak tylko dla siebie... może jakiś wyjazd z koleżanką: teatr? spa? kino? co tam lubisz :) Czasem to pomaga bo albo się zrelaksujesz i będzie super, albo będziesz tęsknić i szybko docenisz to jak jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja sama nie wiem, czego właściwie oczekuję. Może po prostu musi mi przejść... Może przejdzie mi, kiedy pojadę na wakacje do moich rodziców, a oni zdejmą mi na trochę z karku Andrzejka... Tam mam też sporo koleżanek, ale... w większości dzieciatych albo w ciąży, więc rozmowa i tak od razu schodzi na dupki, zupki i kupki. Ale zawsze to inne twarze;p

      Usuń
  3. Każdy tak ma.Ale to minie,zobaczysz.
    Nie wiem co Ci poradzić bo samej sobie tez nie umiem w takich chwilach pomóc.Chyba trzeba przeczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację. Spinam cztery litery i czekam na wakacje. Jeszcze tylko 2,5 tygodnia:)

      Usuń
  4. Wiesz co...przeraziłaś mnie, gdyż uświadomiłaś mi, jak wielkiej manipulacji jesteśmy poddawani w aptekach. Niby wiedziałam, że aptekarze są poddawani presji koncernów itd., ale w końcu farmaceuta to zawód zaufania społecznego, spodziewałabym się, że jeśli idę do apteki to zostanę tam uczciwie i ze zrozumieniem potraktowana. W końcu farmaceuta ma niektóre prerogatywy lekarza (mnie się czasem zdarzyło, choć dawno temu, że to aptekarz mi pomógł, nie lekarz). Przede wszysykim spodziewałabym się, że nikt nie będzie chciał działać na moją szkodę. A z tego co piszesz, różnie z tym bywa. Czyżby ten zawód równiez stał się wiotki moralnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym zawodzie masz przekrój społeczeństwa - od wspaniałych i wartościowych ludzi przez zupełnie przeciętnych po zwykłe mendy. Farmaceuci są pot tym względem specyficzni - na studiach wtłacza się im idealistyczne podejście do zawodu. Etos pracy, misję et caetera, et caetera. Wychodzą w większości gotowi zbawiać świat. A potem trafiają do "prywaciarza" i misja, powołanie i potrzeba bycia uczciwym, o ile nie mamy własnej apteki, zderzają się z interesami właścicieli aptek lub sieci aptek. Te na wsiach i w małych miastach mają głównie stałych pacjentów i próbują przetrwać wdając się w konszachty z lekarzami i wydając "znajomym" leki bez recept. Sieciówki w dużych miastach mają z kolei niskie marże, więc każą wciskać jak najwięcej - zwykle tego, co same w dużej ilości kupią od przedstawicieli. Albo organizują chore wyścigi szczurów typu: podstawowa pensja 1200 plus premia dla jednej osoby, która ma największe utargi. Efekt? Wojna o to, kto ma stać przy okienku, a kto pójdzie robić maść albo wprowadzać dostawę.

      Nie tak dawno podłamałam się, słuchając, co moja koleżanka z roku opowiadała o pracy w pewnej dużej sieci aptek. Chciałam tam aplikować po odchowaniu Julka, teraz wiem, że nie będę tego robić - bo albo skończyłabym na kozetce u psychiatry, albo straciła zaufanie i szacunek do siebie. Ta koleżanka, którą zapamiętałam jako miłą, porządną dziewczynę, to w tej chwili kłębek nerwów.

      Jasne, że nie wszędzie tak jest. Spośród czterech aptek, w których pracowałam po stażu w jednej miałam względną swobodę i mogłam pracować w zgodzie z moimi zasadami. Tylko że właśnie tam właściciele rozwiązali mi umowę w 11 tygodniu ciąży z Jędrusiem.

      Usuń
  5. Potrzebujesz chwili dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak. Ale to będzie mi dane dopiero w sierpniu, więc muszę jakoś się przemordować przez lipiec, siedzenie męża w bibliotece i maraton dziecięcych kontroli u lekarzy wszelakich:/

      Usuń
  6. Chyba każdy tak ma, ja też od jakiegoś czasu myślę co by ze sobą zrobić. W jednej rzeczy przynajmniej podjęliśmy z mężem decyzję, pora teraz na mnie. Oby jak najszybciej bo też potrzebuję zmiany. Takiej zwykłej- wyjścia z domu po prostu. Mam wrażenie,że Tobie też tego potrzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Chyba tak. Doleczę łapki, Julka do chusty i wybywam:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...