niedziela, 20 lipca 2014

Pasjomatka:)

Każda matka będąca z dziećmi w domu wie, jak absorbująca i hałaśliwa jest taka właśnie codzienność. Śmiechy, płacze, wrzaski i piski, a kiedy te wieczorem ucichną, szczęk mytych talerzy i syk płomienia pod garnkiem z zupą. W dzień gonitwa i gonitwa wieczorem.

Wiem już, czego mi było trzeba.
Nie zakupów, odświeżenia wizerunku czy pogaduszek.
Mnie trzeba było się wyciszyć.
Udało mi się i od razu mi lepiej.


Nie wiem jak Wy, ale ja najlepiej restartuję się w samotności i skupieniu robiąc coś, co nie wymaga ode mnie myślenia. Mam kilka takich pasji.
Kocham narty. Szum wiatru i skrzypienie śniegu pod nogami. Lekki zawrót głowy po zrobieniu kilku piruetów i radochę ze skoku ze skoczni ulepionej przez lokalne dzieciaki. I to piękne uczucie wolności, kiedy jadę rytmicznym slalomem po kolana w dziewiczym puchu.
Marzenia ściętej głowy - mamy lato...

Uwielbiam rzewne pieśni zza naszej wschodniej granicy, Okudżawę, Germankę, tradycyjne ballady i romanse. Słuchać i... śpiewać, przygrywając sobie na gitarze. Kij z tym, że granie to w moim przypadku parę chwytów na krzyż. Cisza nocna jest, a gitara została w Krośnie.

I na koniec coś mniej nierealnego...



Wczoraj w końcu kupiłam sobie nową plastelinę. Skusiła mnie cena (3,30zł) oraz obietnice na opakowaniu: że eko z woskiem pszczelim i że w czasie lepienia o 8% zwiększa objętość.
Cichaczem otworzyłam, ucisnęłam przez folijkę - mięciuteńka. Wzięłam dwa pudełka - jedno dla mnie, a drugie dla Jędruli, a nuż się skusi i z plastelinką przeprosi.

A ja tymczasem zrobiłam sobie dziś małą rozgrzewkę. Lwia część moich dotychczasowych dzieł na prośbę mojej mamy została w domu w Krośnie. Te, które zrobiłam u nas, padły łupem Jędrusia i zostały unicestwione, zostały mi po nich zdjęcia na blogu i satysfakcja. Dlatego dzisiejsze twory lądują za szybą - może w ten sposób uda im się przetrwać nieco dłużej. Liczę też, że uda mi się częściej wygospodarować jeszcze godzinkę na własne przyjemności:)

Tymczasem zostawiam Was z moimi robalami









PS.1. Ta plastelina świetnie nadaje się dla dzieci. Jest mięciutka, łatwo się skleja i miesza. Jak dla mnie - za łatwo. Ciężko było uniknąć smug innych kolorów na figurkach. Raczej nie nadaje się na wiekopomne dzieła. A pedantów pewnie zdenerwuje to, że brudzi ręce. Bo skoro ręce, to pewnie i ubrania, dywany... Z tego względu trzeba się z nią obchodzić ostrożnie.

PS. 2. Mój mąż zapytał mnie dziś, czemu tych swoich figurek nie sprzedaję. Nie pomyślałam o tym. Robię je - i będę robić nadal, bo lubię i odtruwam się przy tym.
Myślicie, że ktoś w ogóle chciałby coś takiego kupować?

15 komentarzy:

  1. Świetne robale :) Może gdybyś lepiła z modeliny i zapiekała dla trwałości to ktoś chciałby to kupić :) Bo plastelina jest łatwa do zniszczenia. A gdybyś na przykład zrobiła dwie takie biedronki i zawiesiła na uszku - kolczyki jak ta lala :D Rękodzieło jest w cenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lepię z wszystkiego z czego się da. Plastelinę po prostu najbardziej lubię. Mam już nawet trochę kolczyków i wisiorek własnej roboty z modeliny i ciasta solnego, ale o robieniu takich rzeczy na handel nie pomyślałam:)

      Usuń
  2. Nie wiem jak z popytem na robale, ale popyt na blogowy opis (i zdjęcia) jak robale wykonać z pewnością by był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - może raz na jakiś czas wrzucę takiego posta. Te moje twory to w sumie nic skomplikowanego, każdego da się zmontować z kilku kulek lepiszcza:)

      Usuń
  3. Świetna osa! A może właśnie modelina, albo terakota? świątki są w cenie, albo zabawki na choinkę, albo aniołki... aż sama mam teraz ochotę coś ulepić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O terakocie nie pomyślałam. A modelinowe rzeczy też tworzę - głównie właśnie przed świętami na nasza choinkę. Nawet miniaturową szopkę kiedyś zrobiłam.
      Chętnie pooglądam Twoje dzieła:)

      Usuń
  4. Całkiem sympatyczne. Zgadzam się, co do modeliny - figurki byłyby trwalsze. Są nawet takie samo schnące modeliny, a potem można pomalować nabłyszczaczem. Takie manualne zajęcia pozwalają się wyciszyć. Też lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie zazdroszczę talentu do szydełkowania. Podchodziłam parę razy, ale nigdy się nie nauczyłam ani na szydełku, ani nawet na drutach:/

      Usuń
  5. Haha, chciałam sobie zobaczyć jak mi się blog i FP w google pozycjonują, patrze, a tu "Pasjomatka" na "Tupot małych stopek" blogu. Poczułam się prawie jak celebrytka, choć wiedziałam, że post raczej nie o mnie. ;D

    Super te plastelinowe owady. Mam tylko pytanie - utwardzasz je jakoś? Z modeliną nigdy nie było tego problemu, ale plastelina w cieple zawsze mi się rozjeżdżała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Cała przyjemność po mojej stronie. Zajrzałam do Ciebie i będę zaglądać częściej;p
      Nie miałam pojęcia, że kogoś plagiatuję, ale cieszę się, że przyjmujesz to jako komplement:)

      Swoją drogą, sama pierwotnie chciałam nazwać bloga "Tupot małych stóp", ale z drugiej strony pomyślałam, że nieładnie tak zżynać z filmu i tytuł nieco zmodyfikowałam;p A parę miesięcy później odkryłam, że inna mama nie miała takich skrupułów i swojemu blogowi właśnie taki tytuł nadała;p Ciekawe, czy też już kiedyś do mnie trafiła;p

      A plastusiów swoich niczym nie utwardzam, kiedy jedne się niszczą, po prostu lepię nowe:)

      Usuń
    2. Absolutnie nie odebrałam tego jako plagiat, chyba prędzej potraktowałabym tak bloga o tej samej nazwie (chyba, bo jak dotąd widziałam dwa i nie toczę bojów o nazwę), a na pewno - zerżnięty post, ewentualnie z drobnymi zmianami, podany jako swój. Jeśli chodzi o Twój post, to przecież nie odkryłam Ameryki - w końcu matka pasjonatka, to taka PasjoMatka i myślę (a wręcz mam nadzieję), że takich matek z pasjami jest dużo i będzie przybywać. Takich matek, które wśród tych wszystkich oczekiwań jakie stawia im życie znajdują czas dla siebie i swoich pasji, bo nie stają się wtedy narzekającymi na wszystko stereotypowymi "Matkami Polkami". Po prostu wiesz, pojawiło się takie ciche "a może ktoś starszy stażem w blogosferze cię dostrzegł i napisał o tobie kilka dobrych lub krytycznych słów". ;D

      Kurcze, szkoda ich, takie śliczne, dryg do tego masz. Nie myślałaś o modelinie i ręcznie robionych spineczkach? ;D Bo przyznam, że jako mama 14-miesięcznego chłopca, miłośniczka oryginalnych dodatków - gdybym miała córę (do tego w wieku przedszkolnym), to z chęcią sprawiłabym jej takie spineczki, których nie nosi żeńskie pół przedszkola, tylko wyjątkowe jak moje dziecko. Bo każda z nas przecież ma wyjątkowe dziecko. ;)

      Usuń
    3. O spineczkach nie pomyślałam - kto wie, może zacznę:)
      Robiłam za to swego czasu ramki na zdjęcia, świeczniki, serwetniki i tym podobne ozdabiane figurkami z ciasta solnego:)

      A u Ciebie przeczytałam parę postów i czuję się taka malutka, bo u mnie sport leży i już nawet łapkami nie przebiera. Ruchu mam tylko tyle co przy dzieciach:/

      Usuń
    4. Te spineczki to było moje pierwsze skojarzenie z tymi owadami, a jeśli do tego i inne zwierzaczki. ;) Ja troszkę zazdroszczę dziewczynom talentu do takich rzeczy, decoupage, kartek ręcznie robionych, czy do szycia, robienia na drutach lub szydełku, bo moje zdolności do robotek ręcznych najbliższe są np naprawie kranu. ;P

      Jak chcesz ćwiczyć a masz problem z czasem to polecam plank - ćwiczenie może wygląda na łatwe, ale to tylko pozory, nawet poświęcenie na nie czasu nie dłuższego niż 5 minut ma sens. Podrzucam post o nim - na pierwszej grafice widać które mięśnie wzmacnia - a więc dlaczego jest super, a na filmie ładnie opisane jak plankować. Często więc robię je po "rozgrzewce" w formie np. odkurzania mieszkania. ;)

      http://ja-pasjomatka.blogspot.com/2014/05/plank-podejmiesz-wyzwanie.html

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...