wtorek, 8 lipca 2014

Dobry pediatra

Czy muszę kogokolwiek przekonywać, jakim skarbem dla rodziców jest dobry pediatra?

Ja się o tym przekonałam trzy razy - bo trzy panie doktor przerobiłam przy moich chłopakach. I mam nadzieję, że do trzech razy sztuka:)

Pani Doktor nr 1
Zapisałam do niej siebie i Andrzejka zupełnie w ciemno - bo to dawna przyjaciółka mojej teściowej. Dopiero potem popytałam o opinie - wszystkie były świetne, więc się uspokoiłam.
I choć mam do niej drobne zastrzeżenia (przepisała Jędrusiowi maść z antybiotykiem na trądzik niemowlęcy, który i tak ustąpiłby sam) to w obliczu naprawdę poważnej sytuacji (NOP) stanęła na wysokości zadania, bez problemu wypisała potrzebne skierowania i jeszcze pomogła załatwić szybkie terminy.
Gdyby nie przeprowadzka, na pewno byśmy u niej zostali. Przemiła kobieta, z cudownym podejściem do dzieci, dobry diagnosta. Andrzejka co prawda leczyć nie musiała, ale mnie szybko wyciągnęła z zapalenia krtani niedługo po porodzie. No i bardzo wspierała mnie jako mamę karmiącą:)

Pani Doktor nr 2
Też z polecenia teściowej - to jej i męża lekarka rodzinna, męża prowadziła od niemowlaka. Znów razem z Andrzejkiem zapisałam się do niej i ja.
Początkowo byłam nią oczarowana - bardzo elokwentna, traktowała mnie poważnie, a nie jak przewrażliwioną matkę-półdebilkę. Miała doskonałe podejście do Andrzejka i to bez słodzenia i zagłaskiwania. Uwielbiał ją.
Pierwszą chorobę też dobrze mu zdiagnozowała i nie jest jej winą, że antybiotyk, który przepisała, uczulił Jędrusia, tego akurat nie dało się przewidzieć.
Problem zaczął się później, gdy okazało się, że pani doktor bardzo niechętnie kieruje swoich pacjentów do specjalistów, a doproszenie się o skierowanie na badania graniczy z cudem. Przykłady:
  • Kiedy zapisywaliśmy się do niej, Andrzejek był już pod opieką poradni rehabilitacji. Poradnia ta jednak wymaga dostarczania co roku nowego skierowania do kontynuacji leczenia, a tego nasza pani doktor przedłużyć nam nie chciała, bo jej zdaniem Andrzejek był już zdrowy. A że dalej miewał kłopoty ze skokami napięcia mięśniowego - to jej zdaniem był "taki jego urok". Skierowanie wykombinowałam od mojej byłej lekarki rodzinnej z Krosna. 
  • Mój mąż miewa czasem problemy z kolanami. Kiedy pewnego dnia z trudem wstał z łóżka i pierwsze co zrobił, to przekopał szafkę w poszukiwaniu wszystkiego, co mamy na ból, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do pani doktor. Ta po wywiadzie (autoagresja w najbliższej rodzinie) podejrzewała reumatoidalne zapalenie stawów, ale skierowanie na badania dała dopiero wtedy, kiedy w kartotece wyczytała, że ostatnie bezpłatne badania (morfologię) mąż miał robione jeszcze jako nastolatek.
  •  W czwartym miesiącu ciąży z Julkiem wyniki wykonanych profilaktcznie badań hormonów tarczycy wyszły mi na dolnych granicach norm, a anty-TPO i anty-TG wyszły bardzo złe. Pani doktor odmówiła mi skierowania do endokrynologa. Musiałam iść prywatnie. Okazało się, że mam chorobę Hashimoto.
Z diagnozowaniem też było u niej różnie. Kiedyś przywiozłam do niej Andrzejka półprzytomnego od biegunki i gorączki. Młody majaczył i dosłownie lał się przez ręce. A pani doktor przepisała mu antybiotyk na czerwone gardełko. I to taki, który bardzo często ubocznie wywołuje... wymioty i biegunkę.
Właśnie wtedy postanowiłam zmienić lekarza. Mąż zmienić jej nie chciał, ale ja musiałam. Przynajmniej sobie i - przede wszystkim - dzieciom.

I tak po długich poszukiwaniach trafiliśmy do...

Pani Doktor nr 3
Tym razem, zanim zapisałam do niej dziecko, przekopałam wszystkie fora i popytałam mamusie czekające z dziećmi pod jej gabinetem. Nie usłyszałam ani jednego złego słowa. Zaryzykowałam.
I jak do tej pory wychodzi na to, że wreszcie Pana Boga za nogi złapałam.
Obecna lekarka chłopaków jest nie tylko sympatyczna i konkretna, ale przede wszystkim widać, że jest lekarzem z powołania. Przyjmuje do ostatniego pacjenta - nawet jeśli musi zwolnić gabinet, znajdzie jakiś kąt i dziecko zbada.
Nie wymądrza się - nie wiedziała, co jest Julkowi, więc skierowała go na badania. Bezpłatne! Bez proszenia:)
Poważnie traktuje wątpliwości rodziców. Wszystko wyjaśnia, nie sieje paniki. Przykład? W szpitalu, do którego trafił z zapaleniem krtani Jędruś, zmierzono go, umordowanego dusznościami, na pionowej miarce. W efekcie wynik był zaniżony o prawie 10cm i Jędruś został uznany za dziecko nieprawidłowo rosnące - poniżej 3 centyla. Pierwsze, co zrobiła nasza lekarka na kontroli, to wyjaśniła, że na jej oko dzieciak jest normalnego wzrostu, zmierzyła i kazała przyjść do miary jeszcze raz za miesiąc. Okazało się, że Jędrula rośnie jak należy:)
Kiedy jednak faktycznie coś jest nie tak, nasza pediatra umie przekazać to w taki sposób, że rodzic nie czuje się przytłoczony. Tak było wczoraj, kiedy powiedziała mi, że Julek nieprawidłowo się podnosi - odgina rączki do tyłu, a powinien już opierać się na przedramionach. Dodała też, że widać, że mały jest silny, szybko się wyrehabilituje i dogoni rówieśników. Zaleciła podawać mu witaminę B6, dała skierowania na rehabilitację i do neurologa. Wyjaśniła możliwości rehabilitacji metodami Vojty i NDT Bobath i różnice między nimi. Dopiero teraz dowiedziałam się, że Andrzejek był prowadzony tą drugą;p Dała też od razu namiary na przychodnie, w których są najmniejsze kolejki.
Jak na razie - uważam, że nie mogliśmy trafić lepiej.

PS.
Kochane mamy, które słyszycie od lekarza, że dziecko ma jakąś dysfunkcję!
Nie obrażajcie się na lekarza, ani  nie próbujcie podważać jego kompetencji.
Nawet jeśli sposób przekazania tej informacji pozostawiał sporo do życzenia, dla dobra dziecka trzeba te podejrzenia wziąć na klatę - i sprawdzić.
Jeśli się nie potwierdzą - tym lepiej.
Gorzej, gdyby faktycznie były zasadne, a pozostały niewykryte.

Skierowanie na rehabilitację to nie wmawianie Wam, że Wasze dziecko jest gorsze.
Ja wiem to dopiero teraz, kiedy patrzę na mojego niezwykle zwinnego dwulatka. Bez tego zimnego prysznica od lekarki w poradni szczepień Andrzejek mógłby dziś być niepełnosprawny. Dlatego jestem wdzięczna mojej obecnej lekarce, że powiedziała mi o nieprawidłowościach w rozwoju Julka. Dzięki temu w porę trafi w ręce specjalistów i ma znacznie większe szanse na to, że dalej będzie rozwijał się całkowicie poprawnie.

11 komentarzy:

  1. To prawda dobry pediatra to skarb my mamy na razie takiego który nas ratuje z wszystkicvh opresji ale nie ma zbyt dobrego kontaktu z maluchami, nic do nich nie mówi i dzięki takiemu podejściu przez ponad rok wojtek na widok Pani doktor krzyczał przeraźliwie. Ale jako lekarzowi nie mam jej nic do zarzucenia a do lepszych pediatrów daleko poza tym Wojtuś już ją lubi więc tylko teraz kwestia Ali :) Super post dokładnie tak jest że lepiej sprawdzić niż powiedzieć że lekarz gada głupoty bo czasem naprawdę niewiele trzeba a z takim podejściem można zmarnować szanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:O
      U nas szczęśliwie wszystkie trzy panie miały bardzo dobre podejście do Andrzejka. A do jego pierwszej lekarki jeździłam do sąsiedniej miejscowości, bo wolałam ją niż wszystkich "bliższych" razem wziętych:)

      Usuń
  2. My niestety nadal szukamy, u nas w przychodni są dwie panie doktor, które w miarę nam odpowiadają ale niestety rzadko przyjmują i jak dziecko jest chore a ich akurat nie ma to niestety trzeba iść do innego... Tak było jak ostatnio dzieciaki miały ospę i pan doktor i przy Adasiu i przy Anetce niestety zapomniał nas poinformować, że w przypadku ospy nie można podawać nurofenu bo zawiera ibuprofen :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to jest ból. Nie każdy rodzic ma wiedzę pozwalającą kontrolować lekarza.
      Ja, szukając ostatnio lekarza dla siebie i chłopców, zaczęłam po prostu wypytywać pacjentów. Szukałam daleko, a okazało się, że całkiem fajna kobieta przyjmuje po drugiej stronie osiedla.

      Usuń
  3. U nas w przychodni pediatra to jakies nieporozumienie dlatego chodzimy prywatnie w powazniejszych sprawach. Mati tez zle sie unosil rece ciagle mial wzdluz siebie pozno zaczal podnosic sie na przedramionach tez na prywatnej wizycie tego sie dowiedzielismy ale obeszlo sie bez reh. Wtedy w koncu maly zalapal co i jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlaczego jeszcze tkwicie w tej przychodni? Raz w roku lekarza można zmienić bezpłatnie, warto poszukać innego. Ja do tej pierwszej lekarki miałam 15km, a i tak nie chciałam jej zamienić na kogoś z przyjmujących po sąsiedzku.

      Usuń
  4. U nas w przychodni pediatra to jakies nieporozumienie dlatego chodzimy prywatnie w powazniejszych sprawach. Mati tez zle sie unosil rece ciagle mial wzdluz siebie pozno zaczal podnosic sie na przedramionach tez na prywatnej wizycie tego sie dowiedzielismy ale obeszlo sie bez reh. Wtedy w koncu maly zalapal co i jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Juluś właśnie tak robi. On ma też często zaciśnięte piąstki, więc wolimy sprawdzić, może poćwiczymy trochę i problemy miną, a potem ciągła opieka nie będzie już potrzebna - taką mam nadzieję. Z Andrzejkiem były dużo poważniejsze problemy, a teraz chodzi już tylko do kontroli:)

      Usuń
    2. U nas male miasto w drugiej przychodni tez ten pediatra przyjmuje a kolejne za daleko autobus 1 na 2-3godz to za malo dlatego wybralismy najblizsza przychodnie gdybym musiala ísc sama bez meza na jakas pilna wizyte a tak idziemy prywatnie.

      Usuń
    3. Rozumiem.
      Ja miałam trochę podobnie - przed przeprowadzką do Krakowa mieszkaliśmy w małym mieście, ale na szczęście mieliśmy auto, więc mogłam sobie pozwolić na wybór pediatry nieco dalej.

      Usuń
  5. Auto i mamy, ba nawet prawo jazdy mam ale tak panicznie boje sie jezdzic bo ciagle mysle ze cos síe stanie ze maz juz przestal mnie namawíac i on dojeżdza do pracy autem a ja wszedzie pieszo

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...