poniedziałek, 21 lipca 2014

Dlaczego nie będę hejtować lekarzy

To nie tak, że pacjentom nic się nie należy. Należy się, to rzecz jasna i nie powinno się puszczać płazem sytuacji ewidentnie karygodnych.
Mnie samą również coś takiego spotkało i to w najbardziej bolesnym momencie życia. Do dzis sama się sobie dziwię, że nie złożyłam skargi. Może ten "delikatny" pan doktor następnym razem dziesięć razy zastanowiłby się zanim coś powie.

Nie mogę jednak stwierdzić, że jeden cham i jedna nie najlepsza lekarka Jędrusia rzucają cień na całe środowisko. Tak jak jedna położna na pato w Żeromskim dwa lata temu nie była w stanie popsuć mojej opinii o personelu tego szpitala jako całokształcie.
W tym zawodzie - oprócz wcale nie tak licznej jak media podają grupy łapówkarzy i niekompetentnych konowałów - jest bowiem masa ludzi, którym naprawdę się chce. Chce się dokształcać, chce się zostać po godzinach i przyjąć pacjenta w potrzebie, chce się pochylić nad problemem z którym przyszedł.

I choć takie moje spostrzeżenia odnośnie lekarzy w Krośnie można by jeszcze wytłumaczyć tym, że przecież moja mama pracuje w tamtejszym szpitalu od ponad 30 lat i siatkę koleżeńskich kontaktów ma całkiem sporą, o tyle do Krakowa jej macki już nie sięgają.

Jak więc wyjaśnić to, że zupełnie obcy endokrynolog, mimo że kolejki miał trzymiesięczne, zgodził się po całym dniu w pracy przyjąć jeszcze ciężarną z kiepskimi wynikami?
Że pani alergolog, do której poszliśmy z Julkiem, nie tylko przyspieszyła nam termin prywatnej wizyty, ale NIE WZIĘŁA OD NAS PIENIĘDZY?
Że nasza pediatra, kiedy przyszłam do niej z rozpalonym Julkiem, choć była już po swojej zmianie, a gabinet musiała zwolnić kolejnej lekarce, zbadała mojego małego mimo że musiała przez nas zostać ponad pół godziny dłużej i szukać po całej przychodni wolnego pokoju w którym można było rozebrać dziecko?
Że pani doktor od rehabilitacji (ta sama, która trenowała Jędrusia), do której z powodu braku terminów w poradni poszliśmy dziś z Julkiem prywatnie, stwierdziwszy, że Julek jednak rehabilitowany być musi, nie tylko nie przyjęła ode mnie pieniędzy, ale jeszcze załatwiła nam wizytę w poradni NA POJUTRZE?
Że nie wspomnę o moim wspaniałym ginekologu, który każdą swoją pacjentkę traktuje jak królową oczekującą royal baby...

Tak, są tacy. I albo jest ich tak dużo, albo ja ostatnio jakoś często na nich trafiam:)


6 komentarzy:

  1. zazdraszczam szczęścia do lekarzy..mi ostatnio ciężko takowych utrafić ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :/
      Ja w Krakowie nie znałam nikogo, więc, kiedy czegoś potrzebuję, włączam "znanegolekarza" i jadę po kolei zaczynając od najlepiej zaopiniowanych;) Odkąd tak robię, jeszcze się nie zawiodłam

      Usuń
  2. Bo są lekarze i Lekarze . Ja sama trafiałam i na takich i na takich . Nie zamierzam nikogo oceniac po stereotypach ale jednego tylko nie potrafię zrozumieć . Dlaczego lekarz który za specjalizację wybrał pediatrię nie potrafi zrozumiec że Mały człowiek może bać się zwykłego badania stetoskopem tylko drze się na moje dziecko że mu przeszkadza w badaniu ? No chyba że to wyjątek a ja sama miałam strasznego pecha . Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie umiem tego zrozumieć. Nam na trzy panie doktor trafiła się jedna, która leczyła przedpotopowymi metodami i na wszystko chciała dawać antybiotyki, ale wszystkim trzem nie można zarzucić braku podejścia do dzieci. A mój starszak bał się stetoskopu, nie wspominając o patyczku do gardła, na którego widok potrafił krzyczeć "Nie! Nie bij mnie!"

      Usuń
  3. To nie dotyczy tylko lekarzy, lecz również policjantów, księży itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak. Wszystkich.
      Choć akurat do księży też mam farta. Ostatni, o którym mogłabym powiedzieć coś złego, uczył mnie religii w ostatnich klasach liceum:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...