niedziela, 29 czerwca 2014

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" czyli Andrzejek w kościele

Jak już kiedyś wspomniałam (o TU), postanowiłam zacząć prowadzać Jędrusia na Msze do kościoła.
Postanowienie swe po raz pierwszy zrealizowałam tydzień później i - zachęcona rezultatem - kontynuowałam eksperyment.

Jędruś nie ma oczywiście stuprocentowej frekwencji, wybieram niedziele z przyzwoitą pogodą, żeby zawsze można było wyjść i wybiegać dziecia trochę wokół kościoła.
Do chwili obecnej był na kilku "zwykłych", Mszach, Mszy Trydenckiej połączonej z Chrztem Julka i procesji z okazji oktawy Bożego Ciała. I dziś, jeśli się nie rozpada, też do kościoła pójdzie.

Jędruś siada oczywiście ze mną w ławce - czasem obok mnie, czasem na kolanach. Wybieramy miejscówki blisko ołtarza - żeby Andrzejek dobrze widział, ale z brzegu ławki, żeby w każdej chwili można było szybko się ewakuować.
By mały się nie nudził, zabieramy mu kolekcję świętych obrazków albo jedną z kilku kolorowych książeczek z dziecięcymi modlitwami.


A jak Jędruś się zachowuje?
Bardzo różnie. Do kościoła idzie bardzo chętnie, wręcz piszczy z radości, gdy mamy tam iść. Ale tego, jak będzie zachowywał się na miejscu przewidzieć się już nie da.
Za pierwszym razem całą Mszę cierpliwie przesiedział ze mną w ławce. Co chwilę wypytywał tylko "A co to?", "A co robi...", "A dlaczego?".
Za drugim razem byliśmy na Mszy dla dzieci. To był błąd - ja niedługo po cięciu musiałam uganiać się za berbeciem, który z kolei uganiał się za innymi berbeciami. Większą część Mszy spędziliśmy pod kościołem, słyszałam tylko piąte przez dziesiąte. Ledwo wychwyciłam, kiedy klęknąć na Podniesienie czy iść do Komunii.
Po tym chwilowym kryzysie było zupełnie w porządku, czasem nawet Andrzejek łapał, że w kościele trzeba mówić szeptem, i klękał, kiedy ja klękałam. Za to na Mszy po Chrzcie Julka Andrzejkowi bardzo spodobało się wyłażenie na stalle. I uciekanie przed tatusiem, który tego zabraniał. Oczywiście z piskiem dziecięcej radości. Co było, kiedy tatuś postanowił go wynieść - przeczytacie w pierwszej części relacji z Chrztu.
W ten czwartek mama męża zabrała wnusia na procesję  oktawę Bożego Ciała. Mówiła potem, że był bardzo grzeczny. A jakże by inaczej - od kochanej babci dostał dwie nowe książeczki...

A teraz parę kościółkowych kwiatków:

Z pierwszego razu:

"Mamusiu zobac, jaką ksiądz ma ładną sukieeenkę!"
"Ooo, pats, pan na wózku. Nie umie chodzić?"
"Ooo, idą panie z kosyckami!"**

***

Oczywiście od razu reagowałam, tłumacząc synkowi, co i jak. I kiedy później opowiadałam przez telefon mojej mamie o sukience księdza, Jędruś szarpał mnie za spodnie, krzycząc: "Nie mama, ksiądz nie ma sukienki, ksiądz ma sutannę, i albę i ojnat!"

***

Podczas którejś kolejnej Mszy organista zagrał preludium, które w Jędrusiu wzbudziły skojarzenia z tym, co często śpiewa mu tata. I tak wierni zaczęli śpiewać "Otrzyjcie już łzy płaczący", a Andrzejek: "W poniedziałek rano kosił ojciec siano". Dwa wersy zdążył wymiauczeć, zanim zorientował się, że coś jest nie tak;p


***

Na tej samej Mszy:

Ksiądz: Przekażcie sobie znak pokoju
Andrzejek odwraca się, wyciąga rękę do starszego pana siedzącego za nami i mówi: "Ceść"




* to była tzw. niedziela laetare (niedziela radości) w Wielkim Poście i kapłan celebrował Mszę ubrany w różowy ornat
** księża z tacami



6 komentarzy:

  1. hahaha u nas też jest - a gdzie posedł ten pan z kosyckiem :D
    Dopóki ksiądz jest ubrany w szaty to dla Isi jest ksiądz, jak jest tylko w sutannie to jest 'panem carnym' :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że chodzisz z synem do Kościoła :) Z tego co piszesz raczej dobrze znosi Mszę więc masz łatwo, moje rodzeństwo nie jest grzeczne w Kościele i niestety często zostają w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakim wieku masz rodzeństwo?
      U nas jest bardzo różnie - generalnie Andrzejek to niesamowicie żywiołowe dziecko, ale sporo sobie już pozwala wytłumaczyć

      Usuń
  3. Andrzejek jak zawsze wymiata :) my byliśmy parę razy na Mszy z Milenką do tej pory, i było w miarę ok, ale od kiedy chodzi to nie nadążamy za nią, więc albo biegamy po kościele, albo wokół niego. męczy mnie to, bo chciałabym się skupić, a przez to nie mogę, ale ksiądz nam powiedział, żeby jak najwcześniej przyzwyczajać dziecko do kościoła, więc robimy co się da

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Też się za nim naganiałam, ale teraz jest coraz lepiej. Dziś nawet nikt się za nami nie oglądał;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...