poniedziałek, 2 czerwca 2014

Julo (i mama Jula) kontra endokrynolog

Przez blogaska mojego kochanego już od listopada regularnie przewija się temat wariactw mojej tarczycy. Zapyta ktoś może - co ma do tego Julek?
Ano ma. Ma, bo moje stare problemy, które zniknęły w ciąży z jego starszym bratem, ujawniły się na nowo w czwartym miesiącu ciąży z nim.
Na dodatek dopiero wtedy ktoś (mój ginekolog) wpadł na to, by zrobić jeszcze jedno badanie. I to właśnie to badanie, jedno jedyne, które miało być tylko formalnością, wyjaśniło, skąd się szaleństwa mojej tarczycy biorą.
Okazało się, że mam chorobę Hashimoto i - poza może brakiem nadwagi i problemów z cyklem menstruacyjnym - jestem jej książkowym przypadkiem. Aż dziw, że nikt nie wpadł na to, choć na niedoczynność tarczycy leczyłam się od smarkacza.

No nic, teraz jestem już zdiagnozowana. Endokrynolog, który wreszcie diagnozę tę postawił, kazał mi trąbić o tym na prawo i lewo każdemu lekarzowi, którego spotkam na drodze mojej i moich dzieci. I tak też robię - nie ma co, Hashimoto otwiera wiele drzwi. Przykłady? Proszę bardzo;p.
  • Kiedy powiedziałam o tym w szpitalu, do którego trafiłam z zapaleniem płuc - 3 razy dziennie robiono mi KTG, choć we wcześniejszych zaleceniach miałam je tylko raz dziennie. 
  • Kiedy powiedziałam o swojej chorobie zgłaszając się do porodu - krócej czekałam na cięcie - tej nocy do cesarek była cała kolejka pań, a ja niemal na szarym końcu. Kilka dziewczyn w ogóle odesłano do innych szpitali. Potem miałam też robione badania i konsultację endokrynologiczną, w czasie której dostałam zalecenia dawkowania Euthyroxu podczas laktacji.
  • Kiedy poinformowałam o swym niedomaganiu neonatologów po urodzeniu Julka - dwa razy miał zbadane poziomy hormonów i dostaliśmy zalecenia, by mały pokazał się w poradni endokrynologicznej za trzy tygodnie.

Dostać się do endokrynologa dziecięcego w trzy tygodnie - nierealne. Nam, nawet prywatnie, udało się to dopiero po siedmiu tygodniach, a i to tylko grzecznościowo.

Pani doktor Julka obejrzała, w wyniki zajrzała (Julka są w normie), tarczycę zbadała i powiedziała, że ona u niego oznak chorób tarczycy nie widzi, a następne badanie możemy zrobić dopiero kiedy Julcio skończy pół roku. A potem pani doktor zajrzała w moje wyniki i czar prysł... Okazało się, że lekarz, który ustalał mi dawki w szpitalu, trochę z nimi przeszarżował i wpędził mnie z kolei w bardzo dużą nadczynność.
Dostałam nowe dawkowanie - biorę o połowę niższą dawkę niż wcześniej i jak na razie, mój organizm nie może się do niej przyzwyczaić. Znów lecę na pysk, zasypiam wpół zdania, i mam wrażenie, że inteligencją może dorównuję amebie. Następne badanie końcem czerwca, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

6 komentarzy:

  1. Dobrze ze u Julka wszystko w normie, u nas byl ten festyn w przedszkolu, ale jest calkiem fajnie wiec zapraszamy za rok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też kamień z serca spadł.
      A co do festynów - jeszcze za "moich" czasów takie właśnie odbywały się na boisku szkoły "szóstki". Co roku na nich bywałam:)

      Usuń
  2. Myślisz, że po zwykłych badaniach hormonów tarczycowych można się w razie czego zorientować, czy robi się coś dodatkowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Standardowo zaleca się zrobienie TSH i FT4. Po tym można się jeszcze nie zorientować, bo przy chorobie Hashimoto potrafią długo być w normie. Ja miałam tylko trochę podwyższone TSH i FT4 na dolnej granicy normy. Pełen obraz dało mi dopiero badanie poziomu przeciwciał anty-TPO. Tu miałam poziom 4 razy ponad normę - i to wystarczyło do postawienia diagnozy.

      Usuń
  3. Dzięki! Na szczęście zrobiłam komplet, bo była promocja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że wyniki dobre:) A i promocja dobra rzecz;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...