piątek, 27 czerwca 2014

Grzesznie, ale dietetycznie

Źródło: gronkowiec.pl
Przedwczoraj straciłam resztkę złudzeń. Julkowi wyskoczyły na nóżce suche, czerwone placki, które jeszcze przed kąpielą zaczęły pękać jak tandetny lakier do paznokci. Podobne - choć może nawet gorsze miewał Jędruś w czasie swoich zaostrzeń.

A więc kleik lniany do wanienki, Linoderm w ruch przy każdym przewijaniu, a masełko i jajeczka out z (mojego kawałka) lodówki. A razem z nimi sardynki, i kakao, i wszystko, co kwas cytrynowy zawiera, i mleko sojowe... Biedna ja, nawet Jędruś może w tej chwili więcej ode mnie;p

No dobra, dość użalania się, bo najgorzej nie jest: Julek nie ma kolek, więc już jakiś czas temu nieśmiało zaczęłam pozwalać sobie na - o zgrozo! - smażone mięso. Wreszcie czuję, że żyję, choć kefiru, śmietany i serka pleśniowego okropnie mi brakuje. I jajek na twardo też będzie. Chlip...

Nic to. Do obiegu wróciły zamienniki wszelakie. I powiem Wam, że takie jedzenie potrafi smakować zupełnie "normalnie". Na dowód nasze dzisiejsze (dyspensa z okazji święta Najświętszego Serca Pana Jezusa) drugie danie - osoba niewtajemniczona raczej nie zorientowałaby się, że czegoś tu brakuje.

UWAGA! Kaloryczne!


Indyk w cieście

  • 1/2kg fileta z indyka (kurczak też mógłby być)
  • 1/2 kubka mleka roślinnego (użyłam ryżowego z Rossmanna)
  • 1/2 kubka gazowanej wody
  • 1 duża łyżka octu balsamicznego
  • 1 i 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • mąka pszenna
  • czosnek, sól, pieprz ziołowy i imbir do smaku
  • olej rzepakowy do smażenia

filet oczyszczamy z błon i kroimy na kawałki pożądanej wielkości (moje ciut większe niż na gulasz). Przyprawiamy solą i pieprzem ziołowym, odstawiamy do lodówki.
Mleko, wodę, ocet, mąkę ziemniaczana i tyle mąki pszennej, by uzyskać konsystencję jak na racuchy (by kawałki mięsa nie zanurzały się od razu w cieście), mieszamy na jednolitą masę. Doprawiamy do smaku i pozwalamy się trochę "przegryźć" z przyprawami. W cieście zanurzamy kawałki mięsa i smażymy na złoto.

resztka mojej porcji;p
Pycha:)
Chłopaki jedli po ludzku z ziemniakami i surówką, ja wcinałam solo jak czipsy, a dodatki wmuszałam później:)


A to już moja kolacja - bo ciasta wyszło za dużo i żal było wyrzucić;p
Wyszło coś trochę jak pizza, trochę jak węgierski langosz - sama nie wiem, jak to nazwać, ale mnie całkiem smakowało:)

Naleśnikowa pseudopizza eliminacyjna
  • Ciasto pozostałe po smażeniu mięsa
  • sos (zrobiłam z keczupu łagodnego odparowanego z Vegetą natur, słodką papryką i oregano)
  • ulubiona wędlina
  • Kto może - serek żółty do posypania po wierzchu. Ja gdybym mogła, spróbowałabym i z pleśniowym;p

Ciasto wylewamy na patelnię i podsmażamy jak naleśniki (mnie wyszły dwa średnie). Smarujemy dobrze odparowanym sosem, układamy dodatki, można jeszcze posypać ziołami - i do pieca na parę minut.
Smacznego:)

6 komentarzy:

  1. No indyk wygląda smakowicie :)
    Dasz radę na tej diecie, nie wydaje się być trudna, trzeba sobie tylko niektórych rzeczy odmówić i to jest trudne, ale przepisy na smakowite dania są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już raz byłam na diecie beznabiałowej - dałam radę 15 miesięcy, potem już Jędruś zaczął tolerować niewielkie ilości przetworów mlecznych.
      No ale przygotowywałam się na powtórkę i nie jestem rozczarowana

      Usuń
  2. Hmmmm pycha. Kreatywnie. Ja też byłam na diecie bez mlecznej. Na to mleko z Rosska też trzeba uważać, bo jest naszpikowane chemią i dziecko może je źle tolerować. Pyszne jest owsiane robione samemu ale o ile mleko nie jest czasochłonne to samo umycie blendera i reszty może zniechęcać. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Jaka jest chemia w tym rossmannowskim mleku? Ryż, olej, woda, węglan wapnia, cukier, sól morska - dla mnie to zupełnie niegroźny skład. Robić próbowałam - migdałowe, ryżowe i z płatków owsianych, ale wypijałam tego straszne ilości i zwyczajnie mi się nie chciało;p
      A z tych EnerBio najbardziej polubiłam ryżowe właśnie. Lepsze niż mojej roboty:)

      Usuń
  3. Ja tez ciagle na diecie bezmlecznej. Dodtkowo odpadaja mi pomidory i truskawki :/ Nawet jak kupuje ciastka to sprawdzam czy nei maja w skladzie serwatki ;p
    Da sie przyzwyczaic, najgorsze sa imprezy ;) Nie wiem jak Ty ale ja chyba dzieki temu strasznei schudlam po ciazy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pomidory ja sama jestem uczulona - na szczęście tylko na surowe. Truskawek i tak nie jem - bo silny alergen. Teraz odstawiłam już wszystkie podstawowe alergeny (ryby, mleko, kakao, soję, cytrusy, truskawki, mleko, jaja, orzechy, miód). W sierpniu mamy wizytę u alergologa i już pod kierunkiem pani doktor będę próbować, co nam wolno, a czego nie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...