niedziela, 25 maja 2014

W moich dzieciach uwielbiam...



... nie, nie wszystko;p
Wiadomo, dla mnie są najcudowniejsze, bo moje, i kocham je jak każda matka, ale staram się nie być bezkrytyczna.
Obaj chłopcy mają cechy, które mnie denerwują (może kiedyś, jak się na nich wkurzę, to zrobię i takie zestawienie), ale dziś bym ich udusiła z wdzięczności, że nie dali mi popalić:)

A co w nich kocham najbardziej?

Andrzejek wygląda jak cherubinek. Ma złote włoski, wielkie niebieskie oczy, zgrabny nosek i pięknie się uśmiecha. Często jest brany za dziewczynkę - "bo taki ładny". To skóra zdarta z taty. Kiedy patrzę na niego, widzę mojego męża w skali 1:3. Tylko spojrzenie Jędruś ma inne - takie łobuzerskie. Jego oczy pytają: "co by tu jeszcze przeskrobać?". I jest konsekwentny, na błysku w oku nie poprzestaje.
Ma cudny pieprzyk na czole. Zacałowałabym go, ale, jeśli w ogóle da się pocałować, to potem ostentacyjnie ociera czoło nadgarstkiem, mówiąc "fuj";p A potem ze złośliwym uśmieszkiem wyczekuje mojej reakcji. Ten złośliwy uśmieszek też uwielbiam:) I jeszcze uwielbiam jego włosięta. Tak, te trzy na krzyż. Za to, jak potrafi sam się wystylizować przy pomocy Linodermu Plus z Alantoiną i za te śmieszne loczki, które po kąpieli robią mu się na potylicy i czubku głowy.



 Podziwiam jego wyobraźnię. To, że garnek potrafi stać się hełmem, pudełko po herbacie jest garażem dla straży pożarnej, miednica jest łódką pływającą po morzu (w roli morza - podłoga), a w lusterku można się spotkać z kolegą o imieniu Jacek. I że przyciąga sobie krzesło, staje przy przewijaku, kładzie na nim misia, smaruje go fikcyjnym kremem i na niby zakłada mu pieluchę.
Oprócz wyobraźni ma też świetną pamięć. Nowego wierszyka czy tekstu piosenki uczy się na pamięć po kilku powtórzeniach. Potrafi przywołać ze szczegółami wydarzenia  sprzed kilku miesięcy.



Imponuje mi jego duch walki. A ma go chyba od urodzenia. Najlepiej udowodnił to, kiedy w wyniku reakcji poszczepiennej niemal stracił napięcie mięśniowe, a wraz z nim prawie wszystkie wypracowane przez półtora miesiąca umiejętności ruchowe. Ćwiczył do upadłego. Prawie nigdy nie narzekał w czasie rehabilitacji. Dziś nikt nie powiedziałby, że groziła mu niepełnosprawność.
Kocham  jego paplaninę. To, że jego paszcza właściwie się nie zamyka. Nawet kiedy włącza mu się opcja: język marsjański. Udaję wtedy, że nie rozumiem i proszę, żeby mi przetłumaczył - a on tłumaczy;p Jego powiedzonka... ten blog stał się swego rodzaju zeszytem humoru andrzejkowego z przerwami na inne tematy. Nikt inny nie potrafi mnie tak rozśmieszyć.

Ma dobre serce. Coraz lepiej wychodzi mu dzielenie się z innymi, a nam oddałby swoje ostatnie ciastko. Uwierzycie, że Julkowi oddał nawet Misia Zdzisia? Sama byłam w szoku. W ogóle przeszło moje pojęcie to, jak Jędruś przyjął Juliana. Pokochał go całym serduchem. Rozróżnia, kiedy płacze z głodu i wie, kiedy robi kupę. I nie przepuści żadnej okazji, żeby dać mu buzi.

Ja jestem macho...
Julek ma dopiero miesiąc, ale trochę się już poznaliśmy.
W nim kocham to, że jest taki pogodny. Jeśli płacze, to znaczy, że jest już strasznie nieszczęśliwy. O ile nie burczy mu w brzuchu, cierpliwie czeka, aż ktoś się nim zajmie, przypominając tylko nieśmiało o swoim istnieniu. A kiedy ktoś wreszcie do niego przyjdzie, zostaje obdarzony najpiękniejszym bezzębnym uśmiechem.
Wreszcie dziecko, które nie jest niejadkiem. Niesamowicie cieszy mnie, że Juluś ma apetyt i za mleko odwdzięcza się pięknymi przyrostami wagi i kolejnymi fałdkami na nóżkach.
Wzrusza mnie to, jakim jest pieszczochem. Tuliłby się do każdego - do taty, do babci, nawet do Andrzejka. A do mnie najbardziej lubi przytulać się w czasie karmienia. Głaszcze mnie wtedy w bok łapką, którą mnie obejmuje.
Po podobnym do tatusia pierworodnym, Julek wygląda identycznie jak ja w tym samym wieku. Rozczulają mnie jego wielkie oczyska. Ma cudowne, łagodne i wiecznie zdziwione spojrzenie.




Takie samo jak moja mama. Ma jej mimikę.

A zakończę najbardziej banalnie jak się da: najbardziej to ich kocham za to, że po prostu są:)


6 komentarzy:

  1. fajne te Twoje chłopaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny post :)
    A mój Kuba też ostatnio miśkowi zakładał pieluchę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Ja też, jak byłam mała i patrzyłam na mamę oporządzającą mojego brata, przewijałam swoje maskotki:)

      Usuń
  3. Pięknie to napisałaś! Jędruś jest bardzo inteligentny, a Julek - no cóż, po absorbującym Andrzejku nie mogło być inaczej - mały aniołek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      No, bracia ksero to to nie są;p
      Wczoraj nawet włożyłam im takie same bodziaki - w ramach buntu obaj się na nie posikali;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...