środa, 21 maja 2014

Tatuś

Od ponad trzech i pół roku mam męża, którego ponad dwa lata temu obdarzyłam pierwszym, a niedawno również drugim synem. I muszę przyznać, że nie mogę narzekać.
Mój mąż naprawdę mi pomaga. Może nie gotuje i musi się ze mną konsultować w kwestii obsługi pralki, ale za to ojcem jest fantastycznym. Robi przy synkach wszystko, co trzeba. Wie, jak którego pielęgnować. Każdego umie i oporządzić, i uspokoić - ma wspaniały kontakt z oboma chłopcami. Julek uśmiechy rozdziela rodzicom po równo, a zasypia nawet lepiej w ramionach taty.

Jędruś... no właśnie. Jędruś ostatnio jest tylko tatusia.
Kiedy trzeba było jechać do szpitala, pojechał z nim właśnie mój mąż. Na te kilka dni właściwie się tam przeprowadził. Na całym oddziale Jędruś był jedynym dzieckiem, przy którym czuwał tata, a które mama tylko odwiedzała. Mąż nie wstydził się tego. I zajął się nim tak, że Jędruś w szpitalu nie tylko spokojnie przyjmował leki, dawał się inhalować i kłuć, ale nawet twierdził, że w szpitalu jest fajnie.
Kiedy wrócili, zaczęło się. Koniec samodzielnego jedzenia. Karmić może tylko tatuś. Ubierać - też tatuś. Tak samo przewijać i bawić się. Tatuś i tatuś. Wszystko tatuś.
A mama? Mama słyszy ostatnio głównie: "Idź pjec", "a sio", a w najlepszym razie "wyjdź, mamo".
Mamie Jędruś wypowiedział ostatnio jakiekolwiek posłuszeństwo, a nawet złośliwie łamie jej zakazy, co bywa niebezpieczne. Dziś, kiedy byłam z chłopcami sama przez pół dnia, Jędruś omal nie wypadł przez okno, które sam sobie otworzył, wlazł na kuchenny blat i bawił się tam cukrem, solą i wodą mineralną, próbował dobrać się do zupy gotującej się na kuchence, a potem wbiegł na mnie, gdy niosłam zupę dla niego. Skutki sprzątałam przez pół godziny. A prawie wszystko to w czasie, gdy karmiłam albo przewijałam Julka. Dobrze, że Julek większość tego czasu przespał, bo nie wyrobiłabym na zakrętach. Nie pomogło czytanie bajek, śpiewanie piosenek ("Nie śpiewaj mama. Tatuś lepiej to śpiewa"), nawet zapomniane już ciasto solne. Jak to mawia moja ciocia - mamę trzeba dręczyć.

Po którejś akcji dywersyjnej pierworodnego, w akcie desperacji, zabarykadowałam nas w pokoju zastawiając drzwi zwiniętym dywanem - protest słyszała chyba cała Nowa Huta, ale przynajmniej dotrwaliśmy cało do powrotu głowy rodziny. A po rzeczonym powrocie... znów mieliśmy złote dziecko. Tatuś spokojnie je przewinął, najzwyczajniej w świecie nakarmił i nie mógł pojąć, o co w ogóle chodzi.

A czy ja odzyskam kiedyś miłość i autorytet?...

Niewiniątko;p

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam zdjęcia mężczyzn z małymi bobasami coś magicznego :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Unas są takie fazy, albo mama jest 'be' albo tata. I wtedy to drugie nie ma nawet prawa się odezwać do młodej bo zbiera ochrzan ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzyma kciuki, żeby Andrzejkowi też przeszło, ale wolałabym, żeby jednak tak całkiem nie obrażał się na tatę;p

      Usuń
  3. u nas aż takiego buntu nie ma, ale fakt, że przy mnie Milenka dużo bardziej grymasi i kaprysi, niż przy tacie. a najlepiej, jak w domu jestem tylko ja albo tylko mąż - jak jesteśmy w dwójkę, to istny cyrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Milenka to miła i spokojna młoda dama, a tatusia po prostu czaruje:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...