piątek, 23 maja 2014

Położna środowiskowa

Źródło - fb "moich" położnych:)
Położna środowiskowa to bardzo fajna sprawa. Przyjdzie, obejrzy mamę, obejrzy dziecko, zważy, doradzi w problemach. Dobra położna środowiskowa to skarb:)


Ja dzieci mam dwoje i przygody z położnymi środowiskowymi również dwie - zupełnie różne.

Przy Andrzejku do położnej zadeklarowałam się jeszcze w ciąży, ale w przychodni nikt nie poinformował mnie, że już w ciąży należały mi się jakieś wizyty edukacyjne. A należały się - od 21 tygodnia jedna tygodniowo, a od 31b tygodnia - dwie tygodniowo, czyli w sumie 30 bezpłatnych wizyt(!)
Po urodzeniu synka pierwsze dwa tygodnie spędziłam u teściowej, dość daleko od naszego ówczesnego miejsca zamieszkania, ale kiedy już wróciliśmy do siebie, pierwsze kroki skierowałam do przychodni, w której miałam wybraną pediatrę, pielęgniarkę i położną. Zgłosiłam narodziny Andrzejka i potrzebę wizyty położnej.
Dwa dni później na wizytę przyszła pani, ale - jak się okazało - nie położna, a pediatra. Obejrzała, zbadała, wysłuchała wątpliwości, odpowiedziała na pytania, pochwaliła i poszła. Ale przynajmniej wykazała zainteresowanie. Natomiast kiedy po kolejnym tygodniu położna nadal nas nie odwiedziła, ja zaczęłam dzwonić do przychodni, by jej o istnieniu naszym przypomnieć. Zależało mi, bo obawiałam się, że moja rana po cięciu źle się goi, a sama ledwo łaziłam mimo ćwiczeń. Położnej w gabinecie nie zastałam ani raz, zawsze rzekomo była w terenie, a pielęgniarki miały na bieżąco przekazywać jej, że taka jedna dwie ulice dalej mieszkająca średnio dwa razy w tygodniu im się naprzykrza, że położną chce. Nic to nie dało. Sześć tygodni po urodzeniu Andrzejka, nie mając pojęcia jak wygląda moja położna środowiskowa ani nie zamieniwszy z nią choćby słowa przez telefon, zmieniłam przychodnię na drugą, w której pracowała "nasza" pani doktor.

Swoją drugą położną środowiskową poznałam w 33 tygodniu ciąży. Znałam swoje prawa, ale nie czułam już potrzeby konsultowania się z położną dwa razy w tygodniu tym bardziej, że chodziłam do szkoły rodzenia.
Po prostu w ciemno zapisałam się do tej, która obsługuje mój obecny rejon.
Pani okazała się sympatyczna i empatyczna, umiała uspokoić i doradzić. Interesowała się mną, kiedy z zapaleniem płuc wylądowałam w szpitalu i dzień po wypisie przyszła mnie odwiedzić. Wzięła ode mnie numer telefonu i co jakiś czas przysyłała mi zaproszenia na rozmaite spotkania i warsztaty. Właśnie u niej poznałam panią, u której już niedługo będę odświeżać swoje umiejętności wiązania chusty. Dzięki niej skorzystałam też z fizjoterapii i nauczyłam się, jak w ciąży dbać o kręgosłup. To wszystko jeszcze przed porodem.
Tymczasem w ciągu dwóch lat dzielących narodziny moich synów w kwestiach formalnych sporo się zmieniło. W szpitalu już przy wpisie na porodówkę (!) wzięto ode mnie namiar na położną środowiskową, a ta sama z siebie zjawiła się u mnie następnego dnia po naszym wyjściu.
Zaczęła od pochwał, że dobrze sobie radzimy. Obejrzała Julka, a potem zbadała mnie. Zdjęła mi z rany żelowy opatrunek, z którym sama wcześniej mocowałam się dwa dni - nie widziałam go pod zwisającym brzuchem, a odrzucała mnie sama myśl o oglądaniu rany w lustrze. I nie twierdziła, że wydziwiam.
Sumiennie stawiła się u mnie na pięć wizyt. Zawsze badała nie tylko dziecko, ale przede wszystkim mnie. Pytała, jak się czuję i czy mąż mi pomaga. Nigdy mnie nie skrytykowała, nawet jeśli nie dostosowałam się do jej rad (jak np. w kwestii wybudzania na karmienie, o czym TU), uszanowała moją intuicję.
Generalnie na sporo kwestii miałyśmy zupełnie inne zapatrywania - i przeważnie stawiałam na swoim, choć czasem wypróbowywałam i jej sposoby - na przykład za jej radą zaczęłam czyścić pępek spirytusem. I mimo tych różnic, uważam, że kobieta jest super:) Z taką mogłabym nawet rodzić.
Na ostatnią wizytę to my pofatygowaliśmy się do jej gabinetu - wczoraj. Julek został zważony (4720! Od wypisu ze szpitala w 5 tygodni przybrał prawie 1,5kg:D), wyoglądany, przy okazji pobrano nam krew na hormony tarczycy, a potem mieliśmy warsztaty wiązania chusty. Z tych ostatnich niestety skorzystałam niewiele - Julo był zmęczony upałem i co chwilę chciał jeść, a jak się przyssał, to nie było mowy o ćwiczeniu wiązań. Umówiłam się więc z doradczynią, że spotkamy się indywidualnie w jakiś chłodniejszy dzień.

A Panie Położne Środowiskowe z Osiedla Kolorowego w Krakowie pozdrawiam serdecznie i polecam wszystkim pacjentkom:)

2 komentarze:

  1. Tez była zadowolona z położnej środowiskowej, która nas odwiedzała, ale niestety w wielu miejscach, też i w Krakowie jest różnie

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas położna pojawiła się gdy do niej zadzwoniłam i poprosiłam o przyjście. Potem pojawiła się jeszcze trzy razy, za każdym razem na moją prośbę. Bardzo fajna kobieta, doradzała ale stawiała na instynkt matki.
    Środowiskowa nigdy do nas nie przyszła, nikt w ogóle nie dzwonił za nami. A od znajomych (z różnych miast polski) słyszałam, że środowiskowe w jakieś 3 miesiące od porodu same za nimi wydzwaniały i wręcz wpraszały się do domu.
    Ps też jestem z Krakowa )

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...