sobota, 31 maja 2014

Łóżkowe przygody

Nie miała matka problemów (a przynajmniej takich szczególnie dużych), to się za eksperymenty wzięła. No, ale od początku.

Trauma poszpitalna, jeśli tak to w ogóle można było u nas określić, powoli odchodzi w zapomnienie. Andrzejek znów zaczyna sam jeść, próbuje sam się ubierać i daje się, nierzadko z sukcesami, wysadzać na nocnik. Pomyślałam więc, że pora na kolejny krok ku dorosłości.
Jędruś jest już na takim etapie rozwoju, że zaczyna planować przyszłość. Jeśli powie mu się, że coś dostanie lub gdzieś go zabierzemy, to wie, że tak będzie i czeka na to. Postanowiłam wykorzystać ten fakt, włączyłam allegro, posadziłam go przed monitorem i zapytałam, który stoliczek z krzesełkiem podoba mu się najbardziej. Wybrał - tak jak myślałam - zestaw "mammut" z ikei - kwadratowy stolik i krzesełko z oparciem w kolorze niebieskim. Zapytałam, czy chciałby takie mieć. Kiedy potwierdził, adres obrazka wylądował w ulubionych, a ja zabrałam Andrzejka do jego pokoju i głośno zastanawiałam się, gdzie ten piękny stoliczek mógłby stanąć. Zgodnie z przewidywaniami, Andrzejek stwierdził ze smutkiem, że stoliczek się nie zmieści. Wtedy zaproponowałam mu, że można złożyć łóżeczko turystyczne - jeśli to zrobimy, miejsce się znajdzie. Jędruś: "Hujja!!!"*
Potem razem doszliśmy do wniosku, że jeśli chcemy złożyć łóżeczko, to Jędruś musi nauczyć się spać na tapczanie. Postanowienie zostało podjęte.

Realizację tego postanowienia podjęłam dziś, korzystając z wieczornej nieobecności męża**.
Razem z Andrzejkiem uroczyście rozłożyliśmy tapczan, na nim rozścieliliśmy prześcieradło i rozłożyliśmy ulubione poduchy i maskotki. Dopełniliśmy codziennego rytuału, po czym odpaliłam jędrusiową pozytywkę i wyszłam - tak jak robiliśmy to do tej pory. Jest punkt dwudziesta. Czas - start!

Pół godziny później: "Mamusiu, pić mi się chce".  Weszłam, bez słowa dałam picie, wyszłam.

Godzinę później: "Uciekła mi psepiójecka w pjosoooo, a ja za nią niebojacek bosooo!!!..." Obudził Juliana.
Julian w krzyk.
Jędruś staje w drzwiach: "Nie płac, Julecku, ja cię pokołysę". Z niemałym trudem mu to wyperswadowałam, odprowadziłam do wyrka, utuliłam, wyszłam, spacyfikowałam Juliana.

Chwilę później przyszła mama męża - pomóc mi w kąpieli młodszego. Uwinęłyśmy się raz dwa, w tym czasie Andrzejek zawodził piosenkę o tym, jak to siostrzyczka i brat jadą drogą i podziwiają wieś sielską i anielską. W końcu, słysząc, że znów jesteśmy w pokoju, zmienił płytę na: "Mamusiu, psecytaj mi bajkę". Mama bajki nie przeczytała, ale nakarmiwszy młodsze, do starszego dziecia poszła, utuliła, ucałowała i znów wyszła.

Mija kolejne pół godziny. Andrzejek nadal śpiewa, tym razem o ułanie, co to stoi na widecie. Julo dalej nie chce spać, nie chce też jeść i resztkami sił i pomysłowości staram się powstrzymać go od marudzenia. Wraca mąż. Zagląda do Andrzejka. Pyta, czy nie chciałby usnąć w swoim łóżeczku. Skutek był natychmiastowy -  nie, on chce na kanapie, bo wtedy złożymy łóżeczko i będzie miejsce na stoliczek niebieski śliczny. I w RYK.

Poszłam do wrzaskuna. Pacyfikowałam go bitą godzinę, a w tym czasie mąż jakimś cudem uśpił Juliana.
U nas nie pomagały zmiany lokalizacji pozytywki wedle kolejnych poleceń Jędrusia, opowiadanie bajki (bo na czytanie było za ciemno), niezawodne kiedyś pieśni legionowe (kiedy tylko przerwałam, myśląc, że śpi, Jędrula dośpiewywał dalszy ciąg i trzeba było zaczynać od nowa) i tulenie z głaskaniem łepetyny. Nie wiem, jak, ale w końcu Jędrula zasnął kiedy po prostu siedziałam cicho obok, w ogóle go nie dotykając. Chyba padł ze zmęczenia - była już 23.40.

Przyznaję się do porażki. Stworzyłam potwora.
Ku mojemu jednak zdziwieniu, mąż chce kontynuować ten eksperyment - per analogiam do naszej walki ze spacerówką, która ostatecznie zakończyła się naszym zwycięstwem i samodzielnym zasypianiem synka w łóżeczku. O tym, jak to było pisałam TU, TU i TU.
Jutro więc walki ciąg dalszy. I jeśli uda się doprowadzić do tego, że Andrzejek będzie sam szybciutko zasypiał na tapczanie, za kilka dni przy skrócie posta pewnie zobaczycie zdjęcie pokoju Andrzejka z błękitnym stoliczkiem Ikea "mammut" w miejscu kojca.
A na razie idę zbierać siły.



* Andrzejek wstawia "j" w miejsce "r"
** Już dawno chciałam namówić męża na takie próby, ale nie chciał się zgodzić. A teraz wywiało go na 10-lecie matury, więc miałam sporo czasu.

4 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za owocną naukę ! Na pewno następne noce będą lepsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jesteś sprytna. Zapamiętam sobie na przyszłość Twój sposób. :-)
    Według mnie warto kontynuować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Długo to obmyślałam, mam nadzieję, że się uda.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...