niedziela, 4 maja 2014

Mądra Polka przy drugim dziecku;p

 -2012-


Mama pakuje torbę do szpitala. Dla dziecka wrzuca same najładniejsze bodziaki i pajace w rozmiarze 56. Po porodzie przynoszą jej synka - jest ubrany w spranego szpitalnego pajaca rozmiaru 62 - rękawy są ciut za długie, nogawki dobre, ale na szerokość zmieściłby się tam jeszcze drugi taki Jędruś.

??? przecież nie jest jakimś olbrzymem - dziwi się mama, na co położna przynosi linijkę i każe mamie zmierzyć małemu stopy.
9,5cm...
W domu mama sprawdziła wszystkie pajace i śpiochy w rozmiarze 56. Wszystkie okazały się nie do użytku:(

***

Drugi dzień po wyjściu ze szpitala. Andrzejek już trzecią godzinę wisi na piersi, z brodawki razem z mlekiem tryska krew, druga pierś przepełniona do bólu, a on ledwie ruszył tę pierwszą... Matka, łykając łzy, dzwoni pod otrzymany od kuzynki numer do doradczyni laktacyjnej.
Pani przyjechała, zobaczyła jak sobie (nie) radzimy, po czym wsunęła małemu palec do buzi i zaczęła masować jego język i podniebienie. Po chwili Jędruś pięknie ssał jej palec. Wtedy położna kazała mi pogłaskać brodawką "rynienkę" pod noskiem małego, a kiedy szeroko otworzył paszczę, wsunąć mu tam brodawkę z otoczką. Nauczyła mnie też korygować ułożenie warg małego tak, żebym nie musiała zabierać mu piersi za każdym razem, kiedy źle chwyci. Od tej pory miałam dziecko jedzące książkowo co trzy godziny:)

***

Jędruś kończy dwa tygodnie, a jego oczko zachodzi żółtą wydzieliną przypominającą ropę. Matka pakuje dziecko do auta i pędzi do pediatry, która stwierdza, że to zatkany kanalik łzowy i każe przemywać oko solą fizjologiczną. No więc matka przemywa, a oko zachodzi coraz bardziej. Po trzech dniach bez poprawy matka dzwoni do lekarki, a ta, że to normalne, cierpliwości, odetka się samo, a jeśli do tygodnia się nie odetka, to konieczne będzie udrażnianie mechaniczne u okulisty.
Tydzień później dziecko ma już zarezerwowany termin zabiegu, a ropą zachodzą oba oczka. I wtedy przyjeżdża niezastąpiona Babcia Gosia, która pokazuje matce, jak zatkane kanaliki MASOWAĆ i wypisuje krople z antybiotykiem do zakrapiania oczek 6 razy dziennie. Po jednym dniu masowania i zakrapiania okulista i jego drut okazał się zbędny:)

***

Andrzejek ma trzy tygodnie i od paru godzin pręży się i zanosi od płaczu. Mamina diagnoza - kolka - okazała się słuszna, ale nie pomagało NIC poza ciepłą kąpielą. Wszyscy mówili - trzeba przeczekać. Więc matka czekała i momentami wyła razem z dzieckiem. Wcześniej zdążyła już odstawić absolutnie wszystko, co mogłoby wzdymać i w jej diecie pozostał właściwie tylko kurczak z ryżem i gotowaną marchewką, a z przypraw sól i kminek - bo działa wiatropędnie.
A co się okazało? Że akurat u Jędrusia kolki powodowała rozwijająca się skaza białkowa i pomogłą dopiero dieta beznabiałowa, a wszystkie wcześniejsze poświęcenia i godziny noszenia na rękach matka mogła sobie rozbić o kant czterech liter.

***

Andrzejek ma na twarzy wypryski, które do złudzenia przypominają to, co miała na buzi jego mama, nastolatką będąc, tylko że w skali mini. Jego policzki pokrywają małe czerwone pryszczyki z białymi czubkami - takie typowe ropniaczki.
Mama nie miała pojęcia, skąd to się wzięło. Miała wyrzuty sumienia, że zaniedbała, że za rzadko myła. Poszła do pediatry, a ta orzekła "trądzik niemowlęcy". Powiedziała, że to od hormonów w moim mleku, że po trzecim miesiącu powinno zniknąć samo, ale... i tak przepisała mi maść z antybiotykiem i kazała smarować dwa razy dziennie przez dwa tygodnie. I tak matka przez dwie niedziele smarowała dziecko antybiotykami. Póki smarowała, było ciut lepiej - pryszczyki szybciej się goiły, a nowych było mniej. Za to po zakończeniu kuracji policzki Andrzejka wróciły do stanu poprzedniego, a zmieniło się to... z końcem trzeciego miesiąca, kiedy w ciągu kilku dni wszytkie krostki znikły, pozostawiając śliczną, gładką buzię.
I po co ten cholerny antybiotyk?!

***

W świeżo wyrosłych brewkach Andrzejka matczysko dostrzegło żółte łuski. A że akurat chwilowo nie było kogo zapytać, zajrzała matka do internetu, który kazał jej natrzeć zmienione miejsce oliwką, a po godzinie wyczesać dziecięcą szczoteczką i umyć.
Metoda okazała się skuteczna, ciemieniucha zniknęła raz na zawsze - ale podrażniona skóra buźki, dla której nawet bardzo delikatna dziecięca szczoteczka okazała się za ostra, wymagała potem specjalnych względów jeszcze przez kilka dni. 

-2014-


Matka już wie, że szpital daje ciuszki na pobyt, ale do torby pakuje jedną czapeczkę, jedne skarpetusie, jeden pajac i jedno body w rozmiarze 62 - tak na zapas, gdyby okazało się, że w środku nocy trzeba dziecko przebrać.
Tym razem stopy okazują się wymiarowe (8,2cm), ale za to nogi są bardzo długie. Pajace i śpiochy w rozmiarze 56 znów odpadają;p

***

W szpitalu Julian zasysa jak odkurzacz i je co półtorej godziny. Po dwóch dniach matczyne brodawki chcą przejść na rentę. Matka zaczyna więc smarowanie maltanem (polecane przez położne smarowanie własnym mlekiem okazało się niewystarczające) i uczy małego szerzej otwierać paszczę - miziając go brodawką pod noskiem tak, jak nauczono ją dwa lata wcześniej. Dwa dni później mały je już co cztery godziny, brodawki są jak nowe, a karmienie staje się przyjemnością:)

***

Juluś ma niecałe 2 tygodnie, kiedy z jego oczka zaczyna sączyć się znajoma żółta wydzielina. Matka zaczyna więc masaże (kilka dość mocnych "kółek" opuszką palca między noskiem a kącikiem oka zakończone mocnym pociągnięciem w dół po boku noska) i prosi lekarkę o receptę na kropelki - dostaje ją bez problemu. Sześć razy dziennie sesyjka: masaż, przemycie płatkiem z solą fizjologiczną, zakrapianie. Dwa dni i po kłopocie, bez straszenia okulistą i jego drutem.

***

Nie ustrzegliśmy się kolek. Właśnie się zaczynają, ale na razie pomagają nam krople z simetikonem (mamy Bobotic - nie boję się mimo, że mały nie ma jeszcze miesiąca) i leżenie na brzuszku, a atak całkowicie przechodzi po kąpieli. Jeśli jednak kolki się nasilą i przestaną reagować na cokolwiek, od razu pójdę z Julkiem do alergologa.
Aha, mama nie żywi się już tylko kurczakiem z ryżem - je w miarę normalnie, choć bez fajerwerków typu schabowy z kapustą;p

***

Jul, podobnie jak jego starszy brat w analogicznym wieku, kilka dni temu zaczął przypominać miniaturkę nastolatka.
I choć położna środowiskowa zasugerowała wizytę u dermatologa oraz smarowanie antybiotykami i sterydami, to mama jest zdania, że chwilowa gładkość buzi nie jest tego warta.
Przemywa więc mama dziecku buzię - dwa razy dziennie przegotowaną wodą, a na wieczór bladoróżowym roztworem nadmanganianu potasu - cudów nie ma, ale mama czeka, aż przejdzie samo.

***

Ciemieniucha - i tym razem mamy powtórkę z rozrywki.
Przedwczoraj jednak mama dostrzegła kilka żółtawych łusek w brwiach Julka i pomiędzy nimi.
Posmarowała więc łuski tłustą maścią (nawinął się Linoderm), a po godzinie wymasowała buziaka - ale nie szczoteczką tylko palcem - i przemyła przegotowaną wodą. Po trzech dniach takich zabiegów po ciemieniuszce nie ma nawet śladu, a skóra jest nienaruszona:)

***.

A Wy - jakie macie doświadczenia?

4 komentarze:

  1. u nas też był trądzik, kolki a i mały jadał co pół godziny. Teraz wiem na pewno, że nie reagowałabym na wszystko tak nerwowo bo przez to mój synek chce, aby go tylko na rączkach noszono, nie umie sam zasypiać. Pierwsze dziecko, od razu panika i zabawianie dziecka, aby tylko nie płakało odbija się na mnie pełną parą. Gdy tylko wyjmuję mu pierś bo już się najadł to od razu ryk bo on chce ją ssać jak smoczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój synek jest jeszcze malutki, potrzebuje bliskości i nie musi umieć sam zasypiać:)

      Ja dopiero przy drugim synku nauczyłam się, że lepiej - bo łatwiej i szybciej - jest zareagować na pierwsze oznaki nieszczęścia niż potem utulać płacz. Drugiemu synkowi pozwalam tulić się do woli i ssać pierś jak smoczek - dziecko jest spokojne i dopieszczone, a i pokarmu dzięki temu dużo - a Andrzejek, mój króliczek doświadczalny, był wiecznie poirytowany i płaczliwy:)

      Usuń
  2. Mojemu synkowi na dziwny rodzaj kolek pomagało spanie na brzuszku. "Dziwne", bo przychodziły tylko około 4-5 i trwały do około 7 rano i przez ten czas synek spał, ale płakał przez sen. Przez tydzień nie spałam, tylko siedziałam przy łóżeczku, bo się bałam, że się udusi. Spał na brzuchu do 6 miesiąca życia. I kanaliki też miał zatkane. Mi położna poleciła wtedy zakrapiać oko mlekiem matki co pomagało do czasu aż najadł się sterydów razem z moim mlekiem (miałam zapalenie piersi a lekarze uparcie twierdzili, że mogę karmić małego).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie odważyłabym się zakrapiać oka mlekiem. U Andrzejka kąpiel z dodatkiem mleka spowodowała ropienie ranki powstałej przy obcinaniu paznokci.

      Ja nigdy nie miałam zapalenia piersi - i oby mnie to nie spotkało - ale zastoje owszem. Zawsze wtedy słyszałam, że mogę karmić, a w razie rozwoju zapalenia powinnam wręcz zaczynać od chorej piersi.
      Co do sterydów - a które brałaś? Bo nie wszystkie dyskwalifikują karmienie piersią

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...