wtorek, 20 maja 2014

Kryzys laktacyjny - czyli o stymulacji mojej laktacji

Karmię piersią już drugiego syna.
Mam dużo szczęścia - mogę to robić choć obu rodziłam przez cesarskie cięcie i mimo że jestem przewlekle i nieuleczalnie chora "na tarczycę", a chłopaki są atopikami i wymagają stosowania przeze mnie diety eliminacyjnej.
O tym, jak to było z karmieniem Andrzejka, pisałam już TU - trochę problemów z tym było, ale grunt, że się udało.
Teraz przeżywam to wszystko jeszcze raz. No, może nie do końca, bo Julek od początku wiedział, do czego służą mamine piersi, nie sfatygował ich zbytnio i nie miał kłopotów ze ssaniem - tyle tylko, że z początku chciał być karmiony co chwilę, a już po ustąpieniu nawału jadł rzadziej niż przewidują normy, bo góra sześć-siedem razy na dobę. Stąd wzięły się pomysły mojej położnej środowiskowej, by małego budzić na karmienie co 2,5 godziny. Na szczęście okazało się to niepotrzebne - mały i bez tego ładnie przybierał na wadze, a obudzony wcześniej, za nic nie chciał ssać.

I tak, karmiąc się spokojnie według naszego własnego rytmu, doszliśmy do tego, co standardowo dzieje się około szóstego tygodnia życia dziecka. Od dwóch dni bowiem Julo prosi o jedzenie co godzinę albo i częściej - i wisi na obu piersiach jeszcze długo po ich opróżnieniu. Czy mi to przeszkadza? Nie. Nauczona doświadczeniem, wiem, że to normalne i, co ważne, przejściowe.
To tylko "kryzys laktacyjny" - kilka dni, kiedy zapotrzebowanie dziecka nagle się zwiększa, a mój organizm na nowo dostosowuje do niego wielkość produkcji.

Teraz dopiero pokojarzyłam, że właśnie w tym momencie - około półtora miesiąca po porodzie, większość moich koleżanek - pierworódek albo zaczęła dokarmiać, albo  całkowicie przeszła na mm, prawdopodobnie bojąc się, że tracą pokarm i dziecko jest głodne.
Jak to wygląda w praktyce? U mnie tak:

Piersi nagle zmiękły i trochę się zmniejszyły. Już nie widać tak bardzo różnicy między piersią pełną, a opróżnioną. O przepełnienie do twardości znacznie trudniej.
Dziecko nagle zaczyna robić mniej kupek. U nas to spadek z 15-16 na 4-5 dziennie.
Julo, nakarmiony, zasypia albo fika sobie w łóżeczku, by po godzinie, góra dwóch przypomnieć sobie o jedzeniu. I zaczyna się: kręcenie się, "szukanie", wystawianie języczka, lizanie łapek i kocyka, mlaskanie i charakterystyczne popłakiwanie.
Kiedy go przystawiam, w ciągu góra 10 minut wypija wszystko z obu piersi, ale każdą ssie jeszcze co najmniej kilka minut po opróżnieniu. A potem znów zasypia lub, szczęśliwy, fika sobie dalej, ja wracam do przerwanych zajęć, a teściowa, ile razy to widzi, mówi, że powinnam dać mu smoczek, bo on smoczek robi sobie ze mnie.

Nie dziwię się, że "pierwszorazowe" mamy mogą takie objawy wziąć za początek końca. I ja przy Andrzejku byłam o krok od tego. Ale teraz się nie daję. Julek ani smoczka, ani sztucznego mleka na razie nie zobaczy - teraz już wiem swoje.
Kiedy taki sam kryzys miałam przy Jędrusiu, teściowa wysłała mnie do apteki po mleko w proszku, a sama próbowała wcisnąć Jędrusiowi smoka. Na szczęście on był mądrzejszy i tak butlę, jak i cumla zbojkotował. Zła i niewyspana przystawiałam go więc co moment do piersi, wysłuchując czarnowidztwa mamy męża, aż tu nagle... wszystko się unormowało, Jędruś znów zaczął jeść co trzy godziny i znów wyglądał na najedzonego. Obyło się bez silikonu i proszku:)

Żeby nie było, żem bezwzględna jak znachor z Nowego Sącza, namawiam - jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, zważcie swoje dziecko. Jeśli na samym maminym mleku przybiera jak trzeba, a jedynie marudzi, to może szkoda ryzykować, że dziecku po kontakcie z miękkim smoczkiem odechce się pracochłonnego ssania piersi?
Laktację zawsze można przecież wspomóc. Jak? Moje sposoby może są i oklepane, a jednak mnie naprawdę pomogły:
  •  po pierwsze - pozwalam dziecku robić z siebie smoczek. Ssanie piersi przez dziecko najlepiej stymuluje produkcję mleka.
  • Jeśli dziecko nie chce ssać, można przystawić laktator. Mnie położne poleciły system naprzemiennego odciągania (w minutach) 7-7-5-5-3-3. I u mnie to pięknie się sprawdziło. W kryzysie odciągałam dwa razy dziennie po karmieniu. Wróciłam do tego, kiedy Andrzejkowi odechciało się ssania w dzień, a ja nie chciałam stracić pokarmu.Wtedy odciągałam raz po południu. Przy Julku na razie nie potrzebuję, ale laktator czeka w pogotowiu.
  • Przy karmieniu trzeba dużo pić, najlepiej wody. Można też pić ziołową herbatkę laktacyjną w zalecanych przez producenta ilościach. Mnie najbardziej odpowiadała ta:
  • naprawdę polecam przed karmieniem sobie poćwiczyć. Ćwiczenia pomagają odblokować i rozszerzyć kanaliki mleczne, a to z kolei ułatwia wypływ mleka. Moje ulubione (przy okazji pomagające zachować na miejscu biust:p) to mniej więcej takie jak na filmiku poniżej. Te z hantlami i stepem sobie odpuszczam, robię więcej pozostałych;p


A jak było/jest u Was? Może macie jakieś własne sposoby? Chętnie nauczę się czegoś nowego:)

12 komentarzy:

  1. Również miałam kryzys jak mały skończył 3 miesiące. Chciałam dokarmiać, jednak nie zrobiłam tego ani nie stosowałam żadnych sztuczek na pobudzenie laktacji - natura zadziałała sama :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy obu chłopakach kryzys miałam wcześniej. Przy Andrzejku przebiegał burzliwie, ale też niczym - poza laktatorem - się nie wspomagałam. Przy Julku od początku piję herbatkę i półtoralitrową flachę wody dziennie i przed każdym dziennym karmieniem trochę ćwiczę. I jest dużo spokojniej, nawet nie muszę pobudzać się odciągaczem:) Myślę, że jeszcze dzień-dwa i wrócimy do normy.

      Usuń
  2. Też miałam moment kryzysowy, ale na razie nie ma potrzeby dokarmiania z czego jestem dumna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też był i też się nie poddałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam zawsze małe piersi, które skoczyły po narodzeniu Małej bardzo. Niestety ze względu na całe komplikacje po porodzie i żółtaczkę Małej zostałyśmy oddzielone. I przez 2 dni w szpitalu była karmiona z butelki. Potem zaczęłam ja schodzić do niej na dół za dnia, a w nocy dzwonili po mnie co drugie karmienie. Nie miałam problemu z przystawieniem, karmieniem. Mała jadła bardzo chętnie i dużo. Bardzo dużo. Po 10 dniach w szpitalu ze względu na cały stan dalej musiałam pojawiać się w szpitalu na kontroli. Mąż zostawał z Małą, ja odciągałam pokarm i na wszelki wypadek kupiliśmy mleko w proszku. Użyliśmy go kilka razy gdy mi wizyta u lekarza się przeciągnęła, a Małą wyjadła zapas mojego mleka. Gdy mi się zdawało, że Mała wisi na cycku i nie je i chyba mam już puste piersi zrobiliśmy eksperyment. Zaczęłam odciągać mleko i sprawdzać ile je na dobę. Wyszło mi, że w 6 tygodniu je ok. 1100 ml. Trochę dużo. Przybiera też na wadze w górnych granicach lub troszkę więcej ;) Ostatnio wyszło, że ma alergię na mleko i jestem na diecie.
    U mnie na pobudzenie produkcji mleka wystarczy płacz Małej. Dosłownie strumieniami samo mi cieknie. Najlepsze jest to, że gdy karmię Młodą na leżąco z jednej piersi to często z drugiej na jej twarz sączy się mleko ;) Herbatkę piję raz na jakiś czas ale bez powodu ;p Bo w sumie mogłabym dwójkę dzieci wykarmić ;) Zdarzało się, że odciągałam mleko, bo moje piersi były jak kamień, a Małą spała lub była najedzona. Mamy mleko modyfikowane dla alergików. Stosujemy je wtedy gdy ja wychodzę gdzieś do firmy lub urzędu i przeciąga się moja wizyta. W podróż też zabieramy ale tylko tak na wszelki wypadek, bo zazwyczaj robimy sobie w trasie pół godziny przerwy na karmienie z piersi. Nie mam jednak odwagi karmić w parku czy na ławce Małej z piersi. Nawet mam chustę by zakryć się i nikt by nic nie widział ale ludzie różnie reagują. Autentyk. Raz starszy pan był bardzo oburzony jak matka w parku karmiłą małe dziecko...butelką. Podobno takich rzeczy nie powinno się publicznie robić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przed Jędrusiem prawie w ogóle nie miałam piersi;p A potem z powodzeniem karmiłam go prawie półtora roku. Też się "zalewałam", ale zostawało w sam raz dla Andrzejka. Za to teraz, może poza kryzysem, wykarmiłabym i trojaczki. Pewnie dlatego Juluś wygląda jak pączek w maśle, jutro dowiem się, ile przybrał.

      Usuń
  5. Ja też miałam chyba gdzieś koło 2 miesiąca taki moment, że zmniejszyła mi się laktacja. Synek tego nie zauważył, bo był karmiony butlą. Moim mlekiem, ale jednak butlą. Za to ja wtedy starałam się pobudzić laktację ogromną ilością płynów i tą herbatką co wkleiłaś. Ale u mnie to było trochę trudniejsze, bo jak się tylko odciąga to zazwyczaj wtedy laktacja jest słabsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale najważniejsze, że Wam się udało:)

      Usuń
  6. Ja Wiktorkę karmiłam krótko, za to Majeczkę dość długo, chyba musiałam do tego dorosnąć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba coś jest w tym, że karmienie piersią zaczyna się w głowie - przy drugiej córce pewnie miałaś już więcej pewności siebie. A laktację da się wzbudzić nawet nie rodząc - sama znam panią karmiącą dziecko, które adoptowała. Ja od początku wiedziałam, że chcę karmić jak najdłużej. I karmiłam tak długo, jak chciał Andrzejek. Teraz też pozwolę decydować synkowi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...