piątek, 2 maja 2014

Chcę znów spróbować

Mamy dokładnie taką. Zdjęcie od producenta.
Przy Andrzejku się nie udało. Mimo płynących ze wszech stron zapewnień, że MUSI się udać, a dzieci to uwielbiają.
No cóż, mój pierworodny najwyraźniej był inny, bo chustę znienawidził od pierwszego wiązania.

Spróbowaliśmy, kiedy po USG bioderek nasza ówczesna pediatra dała zielone światło. Nauczyłam się trzech sposobów wiązania - kołyski, kieszonki i plecaczka. Zaczęliśmy od tego drugiego - polecanego ponoć dla profilaktyki dysplazji.
Efekt - wrzask. Pomyślałam - może mu gorąco? Rozebrałam do pieluchy. Nic to nie dało, więc wypróbowałam noszenie w kołysce, jednak i tę Jędruś oprotestował. Na noszenie na plecach był jeszcze wtedy za mały. Drugie podejście było dokładnie dzień przed feralnym szczepieniem. Tym razem mały nie dał się nawet zamotać i podniósł wrzask od razu po włożeniu do niedowiązanej jeszcze chusty. Odpuściłam.

Szczepienie poskutkowało rozstrojem napięcia mięśniowego u Andrzejka, który musiał być rehabilitowany. Na nieśmiałe pytanie o noszenie dziecka lekarka pokazała nam dozwolone sposoby - ale tylko na rękach. Chusta i wszelkie nosidła były zakazane.

Pozwolenie na chustę dostaliśmy, kiedy Andrzejek miał skończone pół roku. Mały już wtedy raczkował i nie lubił noszenia na rękach, ale mimo to spróbowałam. Skończyło się dokładnie tak samo jak poprzednie próby. I kilka następnych podejść również - ostatni raz spróbowałam zamotać małego w "plecaczku", kiedy miał jakieś 9 miesięcy i umiał już dość pewnie siedzieć. Też się nie spodobało.

Teraz mam kolejne dziecko, które - dla odmiany - kocha być noszone, a najchętniej okrągłą dobę przespałoby na mojej piersi. I właśnie kiedy dojrzałam do decyzji o chustowaniu Julka, pediatra zaczęła podejrzewać u niego obniżone napięcie mięśniowe - a taka diagnoza oczywiście wyklucza chustę. Czekamy więc na rozwój wydarzeń, jeśli okaże się, że napięcie jest ok, a bioderka rozwijają się prawidłowo - spróbuję.

Tymczasem dziś spróbowałam, tak dla przypomnienia, przytroczyć do siebie pluszowego misia. Wyszło żałośnie - takie rzeczy jednak się zapomina:( Muszę jeszcze raz iść na warsztaty wiązania.

A Wy macie jakieś doświadczenia z chustą? Jeśli tak, jakie sposoby mi polecicie?

10 komentarzy:

  1. Ja nie próbowałam, może kiedyś przy drugim (ewentualnie) dziecku... Ale Wam życzę powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie próbowałam. Może ci się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było:)
      Na razie czekamy na opinię lekarza.

      Usuń
  3. Trzymam kciuki, żeby się udało! Ja Anię nosiłam sporadycznie w chuście elastycznej-nie da się zepsuć wiązania i kółkowej po domu, potem dopiero meitai był naszym wybawieniem, bo dla mnie chusta to za dużo ambarasu i materiału na sobie...To wbrew pozorom jest trudne, ale można dojść do super wprawy! Teraz planuję wcześniej zacząć, bo jestem odważniejsza i bardziej zmotywowana, ale wszystko zależy od tego, czy nasze bliźniaki nie będą wcześniakami i z napięciem będzie wszystko ok...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bliźniaki! Ale super, gratulacje:)
      Czyli sen się spełnił;p

      Usuń
  4. ja trochę chustowałam Milenkę, nie długo, bo późno zaczęłam, ale była to fajna sprawa. jedyny minus - było w niej dość gorąco, więc Milenka zwykle wytrzymywała 10 minut. ale na spacerach super sprawa. nauczyłam się wiązać z filmików na YouTube https://www.youtube.com/watch?v=FpsPolqntLA
    trzymam kciuki, żeby z Julkiem było wszystko w porządku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Julek to pieszczoch, powinno mu się spodobać:)

      Usuń
  5. Do chusty się nie mogłam przekonać - za dużo materiału i za gorąco ;) Ale korzystam codziennie z bondolino popelina. Syn ma teraz 7,5 miesiąca i to uwielbia :) Antek chichra się jak go się w tym nosidle znosi po schodach ;) Poza tym nosidło jest bardzo proste w obsłudze. Ale.. przyznaję, że regularnie korzystam z bondlino od jakiś 2 miesięcy. Wcześniej bałam się wkładać takiego malucha do nosidła. To pewnie kwestia nastawienia. Mam znajomą, która od urodzenia bobasa wrzuca do bondolino. W każdym razie polecam :) I daj znać jak Wam idzie z chustowaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam jestem zmarzluch tarczycowy, więc metry materiału mnie nie przerażają, bardziej nauka wiązania. Myślałam, że coś tam umiem, ale po ostatnich próbach, to raczej wiem, że nic nie wiem.
      A nosidła ergo są świetne, ale nie odważyłabym się nosić w nich noworodka. Ostrzę sobie ząbki na tulę, ale to dopiero kiedy mały zacznie siedzieć, a przynajmniej stabilnie trzymać głowę

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...