niedziela, 13 kwietnia 2014

Wszystkie piękne, każda inna - III trymestr

Źródło: w-spodnicy.ofeminin.pl
Trzy miesiące temu w TYM wpisie porównywałam wszystkie swoje ciąże. Wtedy pierwszy i drugi trymestr, teraz myślę, że mogę podsumować i trzeci:)
Do trzeciego trymestru dotrwało dwoje z trojga moich maluchów - Andrzejek i Julek. I każdy z nich dał mi w kość na swój własny niepowtarzalny sposób:)







Andrzejek
W siódmy miesiąc ciąży z Andrzejkiem weszłam cięższa o jakieś 10kg, ale w rewelacyjnej formie.
Czułam się wspaniale, funkcjonowałam całkowicie normalnie, miałam w pełni włączony "instynkt wicia gniazda". To chyba właśnie wtedy miałam najwięcej sił i ochoty na przygotowania do przyjęcia dziecka - chodziłam na szkołę rodzenia i gimnastykę, myłam, prałam, prasowałam i co chwilę jeździliśmy do moich rodziców.

Pod koniec siódmego miesiąca pojawiły się dwie zmiany - pierwsza to skurcze Braxtona-Hicksa. Na początku się nimi martwiłam, ale lekarz uspokoił mnie, że to nic złego - tylko macica trenuje przed porodem. Druga dotyczyła samego Jędrusia. Mniej więcej w 30-31 tygodniu odwrócił się główką w dół i o ile poprzednio atakował głównie mój pęcherz, teraz bez miłosierdzia wyżywał się na moich żebrach, przeponie i splocie słonecznym. Nie przeszkadzało mu nic - ani moja aktywność, ani zmiany pozycji. Nieraz obrywałam bardzo boleśnie, nocami przeszkadzało mi to w zaśnięciu lub nawet wybudzało. Po szczególnie aktywnych nockach chodziłam jak zombie. Odsypianie w dzień nie wchodziło w grę - w dzień było dokładnie to samo. Ulgę odczułam dopiero po obniżeniu się brzuszka w połowie dziewiątego miesiąca.

Brzuszek to zresztą dobre określenia dla lokum Jędrusia. Nigdy nie był duży. Na dobre zaczął być widoczny jakoś w 7 miesiącu ciąży, w kolejce na rutynowe KTG przed terminem - zawsze był tym najdrobniejszym. I to mimo że w całej ciąży przybrałam 21kg. Nie było tego widać. W dniu porodu obwód mojego brzucha w najszerszym miejscu wynosił 97cm.

Termin porodu Andrzejka wypadał na 18 marca, jednak już 28 lutego pojawiło się kilka mocniejszych skurczy i odszedł czop śluzowy. W szpitalu młodziutka lekarka stwierdziła, że mam zgładzoną szyjkę i rozwarcie na 2cm, więc poród może się zacząć w każdej chwili. Jak mnie to ucieszyło...:) Szkoda, że jeszcze tego samego dnia skurcze ustały, a to "w każdej chwili" trwało jeszcze prawie miesiąc. pełna akcja porodowa zaczęła się bowiem 25 marca, a zakończyła operacyjnie trzy dni później. Ale o tym już kiedy indziej.


Julian
O ile w poprzedniej ciąży określenie"brzuszek" pasowało idealnie, teraz określiłabym je jako pieszczotliwe. Julian okazał się bowiem potężniejszy od starszego brata, więc i jego domek prezentuje się znacznie okazalej. Już pod koniec siódmego miesiąca był większy niż poprzednio w dniu porodu a na chwilę obecną - dwa dni przed rozwiązaniem - w obwodzie mierzy 110cm czyli o 13cm więcej niż andrzejkowy. I to mimo że na wadze przybrałam znacznie mniej - tym razem niecałe 12kg.

Początek siódmego miesiąca był podobny jak w poprzedniej ciąży - cieszyłam się dobrą formą, chodziłam nawet na basen. Ale  tu czekała mnie masa niespodzianek. Najpierw infekcje - głównie takie drobne, upierdliwe wirusówki. Jedna za drugą. Co się doleczyłam, poszłam na basen i łapałam następne paskudztwo. Ostatecznie musiałam więc zrezygnować z zajęć na pływalni - zamieniłam je na szkołę rodzenia z gimnastyką dwa razy w tygodniu. Zaczęłam też ćwiczyć w domu przy pomocy męża. W siódmym miesiącu ciąży obecnej dowiedziałam się także, co to jest rwa kulszowa. Koszmar - nie życzę nikomu. Miałam w sumie dwa ataki w odstępie czterech dni. Prawa noga nie do użytku, a ja z powodu bólu byłam zdana na pomoc męża nawet w najprostszych czynnościach samoobsługowych. Niedługo potem zaczęłam też mieć duszności. Te z kolei powodowało wysokie ustawienie brzuszka i pokaźne jak na ten wiek ciąży rozmiary jego zawartości. Obu problemom zaradził jeden gadżet do spania - poduszka-rogal. Wreszcie zaczęłam się wysypiać.

W ósmym miesiącu ciąży przeszłam ostatnią, ale za to najgroźniejszą infekcję - zapalenie płuc, z którego wyleczono mnie dopiero w szpitalu dożylnymi dostawami antybiotyków i sterydów. W zamian za wyleczenie jednego bakcyla na odchodne dostałam drugiego - Escherichia coli oporny na stosowany w leczeniu mojego zapalenia płuc antybiotyk. Na szczęście nie powodowało to żadnych dolegliwości i mój lekarz uznał, że nie stanowi zagrożenia dla dziecka. Mogę więc spokojnie przeleczyć się nawet po zakończeniu karmienia piersią.

Pod koniec ósmego miesiąca zaczęły pojawiać się skurcze przepowiadające. Nawet się z nich ucieszyłam. Dla mnie szybszy początek porodu oznaczał jeszcze wtedy większą szansę na zakończenie siłami natury.

W 38 tygodniu pojawiła się regularna akcja skurczowa i trafiłam na trakt porodowy. Niestety - alarm okazał się fałszywy. Po podaniu środka rozkurczowego wszystko się wyciszyło i cisza trwa do dziś.
W piątek pani doktor w poradni orzekła, że nie mam już szans na naturalny poród - przede wszystkim ze względu na wielkość dziecka i duży obwód jego główki.
Moja trzecia ciąża zakończy się więc pojutrze przez planowe cięcie cesarskie.

 ________

A już jutro - uroczyste pożegnanie z brzuszkiem - podsumowanie dziewiątego miesiąca ciąży i całe oczekiwanie na Julka w obrazkach:)

10 komentarzy:

  1. W takim razie życzę szczęśliwego rozwiązania i czekam na pierwsze wspólne zdjęcia rodzeństwa :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymamy kcuki cala rodzinka za Was.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia, Ola! :) czekam na podsumowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powodzenia!!!! Czekamy na Was:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oooo, i nie było podsumowania :>
    czyżby Julek przeszkodził? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie było podsumowania :) Hop hop! Julek! Co tam u ciebie? Czyżby już wyszedłeś z maminego brzuszka? :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. 3 trymestr, ciężka sprawa dla kobietek, mimo tego, że brzuszki wyglądają pięknie, to kobietkom jest coraz ciężej

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...