wtorek, 22 kwietnia 2014

Rodziłam jak cesarzowa

Mam za sobą dwa porody przez cesarskie cięcie, z których każdy był zupełnie inny. I - gdyby nie to, że z każdego z nich mam zdrowego syna - przenigdy nie zgodziłabym się na coś takiego.

Długo zabierałam się za porodowy post. Ostatecznie dopiero dziś, osiem dni po urodzeniu Julka i parę godzin po zdjęciu szwów, zebrałam się na odwagę. Kto nie lubi opisów procedur i powikłań - szczególnie takich "intymnych" - dalszą lekturę może sobie odpuścić już teraz.

Poród nr 1

Przyjechałam do szpitala w niedzielę bladym świtem ze skurczami co 5-7 minut. Poobserwowano mnie trochę i... wypuszczono do domu, by przyjąć na porodówkę następnego dnia ze skurczami co 3 minuty. Mimo to rozwarcie nie powiększało się, a jedyną oznaką, że rodzę, był zapis KTG. Na sali porodowej podano mi pierwszą dawkę oksytocyny, ale poza nasileniem bólu nic się nie zmieniło. Po 12 godzinach zaproponowano cięcie - poprosiłam, by wstrzymać się z tym tak długo, jak to bezpieczne dla dziecka. Trafiłam na patologię ciąży i tam spędziłam kolejny dzień chodząc po korytarzu i łagodząc kolejne skurcze oddechem wyćwiczonym w szkole rodzenia.
Kolejnego dnia (środa) wielka radość - rozwarcie osiągnęło 4cm. Przeniesiono mnie na salę porodową i podano zzo. Rozwarcie wzrosło do 6cm i dostałam kolejne dwie kroplówki z oksytocyny, po których... zaczęły się skurcze parte. Już nie co trzy minuty - jeden za drugim. Zakazano mi przeć i podano kolejną dawkę znieczulenia. Gdy przestało działać, a skurcze parte pojawiały się nadal, przyszedł lekarz. Stwierdził rozwarcie na 8cm, ułożenie twarzyczkowe i wahania tętna dziecka.  Zanim zorientowałam się, co się dzieje, położna zapytała mnie o imię do chrztu z wody i chwilę później byłam już krojona pod narkozą.

Andrzejka dostałam ok. dwie godziny po porodzie, jeszcze zanim się wybudziłam. Do piersi przystawiała mi go moja mama. Jadł jak smok:)
Najgorsze jednak zaczęło się potem, kiedy położne postanowiły przełożyć mnie na bok, by łatwiej było przystawić dziecko. Wtedy zapomniałam o 80 godzinach skurczów, trzech bezsennych nocach i bólach partych przy 6cm rozwarcia. Wstawanie? Droga do łazienki? Może to przesada, ale dla mnie to było jak droga krzyżowa. Nic jednak nie pobije usuwania cewnika. Robił to lekarz podczas obchodu - i chyba nie spuścił balonika zabezpieczającego przed wypadnięciem. W życiu nie czułam nic gorszego.

Po cięciu regenerowałam się ponad miesiąc - tyle czasu jeszcze rwało mnie w ranie. Przez pierwsze dwa tygodnie po schodach dałam radę iść tylko tyłem.
Schudłam i oponkę zgubiłam szybko, bo już w połogu - i to chyba jedyny plus. Oczywiście oprócz najważniejszego - te tortury uratowały mojego Jędrusia.

Poród nr 2

To miało być planowe cięcie. Dziecko jednak postanowiło nie czekać. Poród zaplanowany był na wtorek rano, tymczasem już w niedzielę o pierwszej w nocy odeszły mi wody. Pół godziny później, ze skurczami co 4 minuty, wypełniałam już milion papierków w izbie przyjęć. Potem jeszcze było KTG - tętno dziecka było w normie, ale ruchów brak - zanim ktoś się nade mną zlitował, minęła godzina, skurcze, tym razem krzyżowe, pojawiały się co dwie minuty, a rozwarcie było już na 4cm. Odpięto mnie od aparatury i pozwolono się ruszać. Ulga była niesamowita. Zapytałam, czy może jednak pozwolą mi naturalnie. Nie było mowy - dziecko oceniono na 3,800, a ja miałam cięcie dwa lata temu. Spytałam więc, na co właściwie czekamy i usłyszałam, że na ekipę, bo wszystkie trzy są właśnie przy innych cięciach.

Na szczęście już 20 minut później ekipa się znalazła i trafiłam na stół - trzy godziny po wejściu na izbę przyjęć. Dostałam znieczulenie podpajęczynówkowe - okropnie swędziało. Moment później pokazano mi zakrwawioną kulkę i usłyszałam: "pani syn". Po czym rozpłakałam się i usłyszałam głos operującej lekarki: "No ale niech ona nie beczy, bo brzuch się trzęsie i krzywo zszyję" - na co wszyscy - łącznie ze mną - wybuchnęliśmy śmiechem.

Mąż ostatecznie nie wszedł ze mną na salę, ale tuż po operacji go zawołano - to on dostał Julka pierwszy, a po zaszyciu mojego brzucha przytrzymywał go na mojej piersi. Nie był to może wymarzony kontakt skóra-skóra, ale zawsze coś. Dziecko od razu trafiło ze mną na salę, a mąż mógł się nim zajmować.

A potem była pionizacja, pierwsza kąpiel, odcewnikowanie - tym razem zupełnie bezbolesne - i już wszystko miało być pięknie, kiedy okazało się, że zamiast ustępować, ból się nasila i w pewnym momencie nie mogłam już nawet się wyprostować nie mówiąc o pójściu gdziekolwiek. Co się okazało - prawdopodobnie w czasie cięcia uszkodzono mi pęcherz, który nie podjął na nowo swojej funkcji i zebrało się w nim  1,5l zawartości. No więc cewnik na kolejne 2 dni, ćwiczenia i spuszczanie zawartości co 2 godziny z zegarkiem w ręku. Udało się. Teraz nie muszę pytać o godzinę, rozpoznaję to po potrzebie odwiedzenia toalety;p

Dziś mamy ósmy dzień po porodzie. Szwy już zdjęte, a ja niby chodzę, ale ciągle coś "rwie". Kiedy się zasiedzę, nadal ciężko mi wstać. Z pozycji leżącej wciąż wstaję "na raty", kombinując jak koń pod górę, co by tu zrobić, żeby bolało jak najmniej.
A przecież nie miałam żadnego zakażenia, operatorzy zszyli mnie dobrze i nie wywołali endometriozy, moja rana według położnej środowiskowej przyschła jak na psie.

Leżałam na sali z dziewczyną po porodzie siłami natury. I mimo, że bardzo popękała i założyli jej masę szwów, z porodówki przyszła o własnych siłach, samodzielnie pchając wózeczek z córeczką, a po trzech godzinach poszła się wykąpać.

Kto chce cięcie na życzenie - ręka do góry...

Ja nie chcę, ale po dwóch cięciach szansy na następny poród siłami natury żaden położnik przy zdrowych zmysłach już mi nie da. Wiem jedno - nie chcę trzeciej cesarki. I albo wystarczy mi moich dwóch chłopaków, albo trzecie dziecko adoptujemy.

14 komentarzy:

  1. łączę się z Tobą, też jestem po cesarce, u mnie w wyniku braku postępów w drugim etapie porodu. w każdym razie, brzuch rwał mnie około miesiąca i to było chyba najgorsze, bo ciężko było się zająć dzieckiem. a cewnikowanie - brrrr, ból przy parciach już zapomniała, a tego nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też - obie próby siłami natury wspominam dobrze. Przy Julku, mimo, że wiedziałam już, że i tak mnie rozkroją, kiedy już mogłam wstać po odpięciu KTG i pobujałam się trochę na piłce, pomyślałam sobie, że tak to ja mogę rodzić jedno za drugim:)

      Usuń
  2. Ja z kolei drugi raz na pewno zdecyduję się na cesarkę. Pierwszą miałam z konieczności po 16 chyba godzinach porodu i wspominam bardzo dobrze. Szybko doszłam do siebie. Natomiast nigdy nie zapomnę tego bólu kiedy zabroniono mi przeć podczas bóli partych albo strachu o maleństwo, kiedy zapis KTG nie notował tętna....
    Także ten, ja zgłaszam się po cesarkę na życzenie ;-)
    PS. Zapraszam do siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie hamowanie parcia przy rozwarciu na 6cm było niczym w porównaniu z pionizacją po cięciu.
      A strach o dziecko - swoją drogą. Też się bałam.

      Usuń
  3. Jak to określiła w ostatnim poście właśnie na temat fizjologia contra cięcie położna z bloga, który tez masz na liście "cesarka ogranicza rodność kobiety" czy jakoś tak :-) nie tylko z punktu widzenia stanu macicy, ale psychicznego też z naszych doświadczeń...Ale wiesz, ja po porodzie Ani mówiłam, że chyba będzie jedynaczką ;-) Zapomina się...Nie wiem, czy teraz będę miała szansę na sn, póki co powtórka z poprzednich ciąż, czyli krwiak i leżenie...o porodzie jeszcze realnie nie myślę. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Ci, żeby rwanie w ranie szybko przeszło! Mam tylko jedną prośbę: sprostuj mi proszę, co napisała położna: że po cięciu karmić można co 4-6 h ze względu na przyjmowane leki, pomiędzy dziecko jest dokarmiane i źle to wpływa na laktację. Pierwsze słyszę, czy to jakies stare praktyki powiatowych szpitalików?? Zdaję sobie sprawę, że silne leki musza przenikać do mleka, ale Ty karmiłaś normalnie. Muszę mieć wiedzę w razie w ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, przeczytalam komentarz o karmieniu po cesarce oraz posta owej Poloznej. Ktora zreszta podczytuje od czasu do czasu, ale wiele jej opinii mnie razi, a wieloma (wg. mnie) wprowadza ciezarne w blad. To chyba kobieta troche starej daty, przyzwyczajona do innego systemu, no i pracujaca w malutkim, zasciankowym szpitaliku. Mnie po cesarce przywieziono synka i polecono przystawic go do piersi zaraz po zszyciu i przewiezieniu na sale poporodowa. Przez kilka godzin nie wolno mi bylo wstawac, ale malego przywozili co 2 godziny na karmieniu, nie mialam zadnej przerwy. Moze to oczywiscie zalezec od szpitala, ale widze z komentarzy pod postem Poloznej, ze to raczej regula, ze dziecko podaje sie matce do pierwszego przystawienia zaraz po porodzie, a po cesarce zaraz po zszyciu.

      Usuń
    2. To zależy, czym znieczulają i co podają później. Ja na pewno dostałam fentanyl - przy nim można karmić - a potem dostawałam perfalgan czyli paracetamol w postaci kroplówki, który też jest bezpieczny.

      Usuń
  4. Gratulacje dla Was :))) Witaj maleństwo na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, napisze Ci dziewczyno, ze zwyczajnie mialas pecha, no i kazde cialo inaczej reaguje. I chyba masz nieszczescie miec niski prog bolu... ;)
    Mam dwoje dzieci, pierwsze urodzilam naturalnie, drugi porod skonczyl sie cesarka. Tak jak Tobie, wody odeszly mi samoistnie w nocy, pojechalam do szpitala, a tam pomimo coraz wyzszych dawek oksytocyny, skurcze zamiast przybierac na sile, to zanikaly. Lekarz glowil sie dlaczego, ale wyjasnilo sie kiedy po kilku godzinach nagle dostalam wysokiej goraczki. Okazalo sie, ze mialam zakazenie. Wraz z goraczka zaczelo zanikac tetno synka, wiec szybko zadecydowano o cieciu. Ja jednak doszlam do siebie, tak jak przy porodzie sn, blyskawicznie. Srodki przeciwbolowe wzielam tylko pierwszego wieczora po cieciu i to bardziej ze strachu przed bolem niz koniecznosci. Dwa dni po cesarce moj maly musial byc naswietlany, ale przynoszono mi go na karmienia. I bez problemu odwozilam go z powrotem na oddzial noworodkow. I owszem, blizna czasem zaklula mnie kiedy nagle zerwalam sie z pozycji lezacej lub siedzacej, ale trwalo to moze z tydzien.
    Tak wiec duzo zalezy po prostu od ciala kobiety, jedna zniesie cesarke lekko, inna fatalnie.
    Moj gin - dowcipnis powiedzial mi, ze przy nastepnym porodzie nie ma przeszkod zeby sprobowac rodzic sn. Odpowiedzialam, ze nastepnego porodu nie przewiduje. Jestem juz dobrze po 30-stce, obydwa porody byly skomplikowane, dwoje dzieci wystarczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - każdy ma inną tolerancję na różne rodzaje bólu. Ja myślę, że bez większych problemów zniosłabym ból przy sn tak, jak chodziłam kiedyś 2 dni z bolącą nogą nie wiedząc, że mam złamaną strzałkę. Ale cesarka była dla mnie daleko gorsza niż wszystkie bóle z prób sn i ta złamana noga razem wzięte:(

      Usuń
  6. U mnie też 2 cesarki i każda inna.
    Ale z tym pęcherzem to mam ciarki na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr...
      Ale jak czasem czytam u dziewczyn, że rana im ropiała, albo że w bliźnie zrobiła im się endometrioza, to już w ogóle drżę na samą myśl.

      Usuń
  7. Kurcze, pamiętam poczatki ciąży. Ciotka się pytała, jak chcę rodzić. Zarzekałam się, że koniecznie cc, bo boje się bólu. Cieszę się,że im dalej w las (ciąży) tym coraz bardziej chciałam sn. I udało się, chociaż do samego końca nie kazali nawet pić, bo ze względu na wysokie ciśnienie może być cc..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...