poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Mama na szóstkę:)

Nie nazwałabym się mamą na szóstkę, ale Mooonik właśnie nominowała mnie do zabawy pod takim tytułem. By sprostać wyzwaniu, musiałam wybrać sześć rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie codziennej obsługi dziecka - lub byłoby to utrudnione.

Spróbujmy:

1. Rogal do karmienia

Kilka dni po porodzie, kiedy przy każdym karmieniu piersią ból rany po cięciu doprowadzał mnie do łez przyćmiewając nawet ból poranionych brodawek, znalazła się dobra dusza, która pożyczyła mi poduchę do karmienia. Z początku podchodziłam sceptycznie, ale gdy raz spróbowałam, nie wróciłam już do karmienia na leżąco - dziecko podniesione do właściwego poziomu, więc kręgosłup odetchnął z ulgą, brzuch osłonięty przed naciskiem przestał tak okropnie dokuczać, Jędruli było wygodnie... niebo a ziemia.
Poducha przydała nam się też na inne sposoby - położona na łóżku lub kołdrze na podłodze długo była jedynym tolerowanym przez Andrzejka miejscem, gdzie mogłam na moment zostawić go samego i np. wyjść do toalety albo podgrzać obiad.


Wiem, że taka pozycja nie jest zalecana (i starałam się, żeby nie leżał tak dłużej niż dolne parę minut), ale w łóżeczku, foteliku a nawet wózku mały strasznie rozpaczał.

Inne zastosowanie - pomoc w rehabilitacji po naszych nieszczęsnych przypadkach poszczepiennych. Kładłam synka brzuchem na najgrubszej części poduchy i zachęcałam, by podparł się na dłoniach, trzymając główkę wysoko w górze.
Potem poducha była jeszcze pomocą przy nauce siedzenia. Demonstracja (ponad rok później) powyżej:p

Ponieważ byłam z niej bardzo zadowolona, teraz już w ciąży kupiłam sobie ten sam model (Boppy).
Przydała się jeszcze przed urodzeniem Julka - służy mnie jako kojec do spania, a Andrzejkowi jako przytulanka:)

Przy Jędrusiu miałam taki, ale udało mi się go wykończyć
2. Laktator

Pomoc w nawale.

Zerwanie ze "smyczy"i wybawienie z opresji. Dzięki niemu ja, mama ładnych parę miesięcy karmiąca tylko piersią, mogłam wyrwać się z domu na parę godzin bez dziecka i oszczędzić sobie kłopotliwych sytuacji (np. gimnastyki, by uniknąć obnażania się w kościele w czasie Chrztu)

Pierwsza pomoc w problemach - dzięki niemu w kryzysach laktacyjnych nie podałam Andrzejkowi mleka w proszku - mogłam za jednym zamachem zrobić zapasy własnego i pobudzić piersi do pracy nawet kiedy Jędruś odmawiał ssania. Podobnie radziłam sobie z zastojem. Dzięki odciągaczowi dwa razy uniknęłam zapalenia.

3. Wszystko, co można znaleźć w domu




szeleszczące papierki, kokardki z prezentów, sznurowadła, łyżki, garnki, buty, zawartość szaf i lodówki, wózek spacerowy, odkurzacz, a nawet nieużywany pojemnik na mocz - to były ulubione zabawki mojego dziecka. Nadal zresztą woli je od "prawdziwych". Dziś na przykład "jeździł" po mieszkaniu paczką swoich nawilżanych chusteczek i krzyczał "ijo ijo! Z drogi! Jedzie ambulans! Ijo ijo!":)




4. Własne gardło+bogaty repertuar+święta cierpliwość

Pierworodny mój, choć w ciąży słuchałam dużo muzyki, do względnie niedawna w ogóle nie tolerował nagrań - nawet tych naprawdę pięknych. Trzeba było śpiewać mu na żywo. A potrzebował tego do karmienia, zasypiania i uspokojenia, kiedy płakał. Bywały dni, kiedy już chrypłam, a i tak mały włączał syrenę, kiedy tylko przestałam. Podobno nie fałszuję, ale i tak współczułam sąsiadom - zwłaszcza wtedy, kiedy Jędruś "kazał" dodatkowo przygrywać sobie na gitarze.

Zdjęcie z allegro. Ja kupowałam takie w rozmiarze 90*60cm
5. Podkłady z ceratką od spodu


Służyły najpierw do osłony łóżka przed niespodziewanym odejściem wód i pobrudzeniem w połogu, a potem do obróbki młodego. Kładłam to cudo na przewijaku i nie musiałam go potem szorować, jeśli Jędrula postanowił już po zdjęciu pieluchy postawić kropkę nad "i". Nosiłam ze sobą wszędzie, gdzie się razem udawaliśmy - i nie było problemu, by przewinąć Bąka w gościach, plenerze albo w miejscu publicznym. Do dziś - włożone pod prześcieradełko - chronią też materac Andrzejka przed ewentualnym zalaniem. Wykładałam nimi też wnętrze wózka podczas "wietrzenia" odparzonego przez biegunkę miesięcznego zadka.

6. Ukochany przedmiot.

Jeśli Wasze dziecko jest z tych humorzastych, a takiego ukochanego przedmiotu nie ma, postarajcie się, by miało;p
Nie musi być cały czas ten sam, może być okresowo zmienny, ważne, by orientować się, co w danej chwili ową miłością życia jest.
U nas jędrusiowe zakochanie w jednym z misiów rozwiązało sporo problemów. Znacznie łatwiejsze stało się wyciszanie przed snem, kojenie stresu, oswajanie strachu - np. ponadroczny Jędruś, widząc, że "zaszczepiony" miś wcale nie płacze, łatwiej znosił własne kłucie.

Minus jest jeden - tej rzeczy nie można zapomnieć zabrać na wakacje, zgubić, a i wypranie często wymaga niezłego kombinowania

EDIT 8.04.'14
Do dalszej zabawy zapraszam:

Marlenę,
Gosię,
Martę
i Martę:)

8 komentarzy:

  1. O! A u mnie rogal się nie sprawdził, M. przywiózł mi do szpitala jeszcze, gdy leżałam z Kajeczką. Okazało się, że jestem za gruba na wycięcie w rogalu i nie mogłam go założyć. To straszne. :p Rogal został zwrócony do sklepu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu:(
      Szkoda, że nie spróbowaliście jeszcze z takim typowym kojcem na prawie 2m długości, on daje się dowolnie układać.

      Usuń
  2. Dziękuję za nominację :) Rogal to błogosławieństwo przy wcześniaku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój młody był przenoszony i całkiem spory, ale i tak uważam tę poduchę za błogosławieństwo, a co dopiero przy takiej kruszynie jak Karolinka...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. rogal fajna rzecz :) jak widać i dla mamy i dla dziecka :) a ten laktator avent to jak widzę, już nie jedną mamę wybawił z opresji, moje koleżanki miały podobne odczucia jak ty :) skoro tak zachwalasz, to chyba warto zainwestować, bo mama też powinna sobie czasem zrobić wychodne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten laktator dostałam. Fakt, odciągał dobrze, ale po nastu miesiącach codziennej eksploatacji popękały silikonowe części. Wykończyłam nawet te zapasowe, a nowe są prawie tak drogie jak cały ten sprzęt.

      Tym razem zainwestowałam w elektryczny. Nawet myślałam o Avencie, ale ostatecznie wybrałam inny, bo ceny części są bardziej ludzkie

      Usuń
  4. O widzisz, zapomniałam o Misiu. Jeden jest taki, z którym Isia śpi, je, chodzi siku, na spacery zazwyczaj staram się, żeby wzięła coś innego, miś utuli w płaczu, pomoże jak coś boli. Ukochany Misiu. Już nawet zaczęłam szukać na all czy nie ma drugiego takiego, bo nie wyobrażam sobie jakby miał się zgubić kiedykolwiek (tfu!!!!)
    Mi też podkłady się przydały w taki sposób jak u Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misie są kochane:) Ja swojego w końcu zamieniłam na męża, a potem oddałam Jędruli, ale wciąż mam do niego sentyment;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...