sobota, 12 kwietnia 2014

Ktoś się nie bał

Źródło: nowydworgdanski.naszemiasto.pl
Postanowiłam, że skoro nie mogę rodzić tak jak sobie wymarzyłam, to przynajmniej osttanie dni ciąży spędzę fajnie -  pójdziemy z Jędrulą na plac zabaw, chłopaki (dziś miał przyjechać do nas mój brat ze swoim przyzwoitym aparatem) strzelą mi ostatnią słit sesyjkę z "brzuszkiem", a nade wszystko za wszystkie czasy najem się wszystkiego, co przynajmniej na początku laktacji będę musiała odstawić ze względu na ewentualne kolki i alergie.

Takie były plany. A jaka była rzeczywistość?
Wstałam z wyrka, doprowadziłam się do porządku, umyłam włosy, zjadłam ogromne śniadanie i pasek czekolady, ubrałam się w przyzwoite ciuchy, zrobiłam nawet jakiś szczątkowy makijaż.
Chwilę potem wstał Jędruś. Lewą nogą - jeśli nie dwoma. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był taki marudny. Nie płakał, nie robił scen, ale wszystko mu było źle. Nie ta koszulka, nie taka kaszka, pielucha ma być ze słoniem a nie z konikiem, a on będzie się przytulał do prawego kolanka mamy, nie, nie może być lewe. I hit poranka: "Mama, nie mjugaj!"

Na dodatek zostałam z tym marudą sama, bo mąż miał jechać do mechanika zmienić wreszcie opony w aucie.
Wyszedł.
Nie minęło 10 minut, a w drzwiach stanęła teściowa:

-Dzień dobry, Ola - powiedziała lodowatym tonem, który nie wróżył nic dobrego.
-Dzień dobry, mamo. Coś się stało?
-Stało się - kiedy moja teściowa zawiesza głos, można dostać zawału - ukradli wam tablice rejestracyjne. Adam dzwonił już pod 997, a teraz jest w drodze na komisariat. Auto teoretycznie jest uziemione, ale ja po cichu zabiorę je na parking pod moją pracą, bo to może być wstęp do kradzieży auta.

No tak... mamy akurat jeden z najczęściej ginących modeli w naszym pięknym kraju.
A w dodatku niekrakowskie numery - w sam raz dla amatorów darmowego tankowania albo amatorskich napadów na bank.

Ufff... A już myślałam, że męża trzeba będzie identyfikować w kostnicy...
Potem przez głowę przeszła mi myśl, że gwizdnęli nam wóz - w końcu mamy model z czołówki najczęściej zmieniających właściciela. Ulżyło mi, że chodzi tylko o tablice, a już zupełnie uspokoiło mnie to, że mój ślubny wykazał na tyle przytomności, by od razu ten fakt zgłosić gdzie trzeba. Powiedziałam więc teściowej, żeby zaczekała, co na to powie policja.
Ale i tak cały potencjalnie fajny dzień trafił szlag.

Mąż pół dnia spędził na dołku, a my z teściową czekałyśmy na jego powrót i wytyczne policji. Jędrula cały czas o coś jojczał. Zakupy - na szczęście nieduże - zleciłam
bratu, więc za obiad zabrałam się dopiero kiedy przyjechał. Pogoda nie zachęcała do spacerów, więc Jędruś nie był nawet specjalnie chętny do zabawy - wybrał zakupy z babcią, z których zresztą wrócił bogatszy o nowy kocyk i gąbkę w disneyowskie autka.

Mąż na komisariacie - więc nici i z rodzinnej sesyjki. Wujek zaczął więc pstrykać zdjęcia Andrzejkowi, który na ten widok rozpogodził się i zaczął robić głupie miny. Zanim padły baterie zdążyli zrobić aż trzy zdjęcia - ale wrzucę je dopiero kiedy naładują się akumulatorki do aparatu - braciak zgodził się mi go pożyczyć na parę dni, żebym miała czym zrobić pierwsze zdjęcia Julkowi.

Po paru godzinach wrócił mąż. Od policji dostał świstek poświadczający, że zgłosił kradzież tablic. Z tymże właściciel pojazdu musi się zgłosić do urzędu w celu wydania nowych tablic - wtórników lub  zupełnie nowych numerów. Wstępnie zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję, szkopuł jest jeden: właścicielkami jesteśmy oficjalnie moja mama (dla maksymalnych zniżek) i ja, a obie mamy zameldowanie w Krośnie, stąd też auto ma podkarpackie blachy i w Krakowie sprawy nie załatwimy. Brat mój zaoferował się więc, że poda papiery PKS-em, a rodzice odbiorą je z dworca i będą mogli pędzić do urzędu od razu w poniedziałek, a we wtorek przyjadą do nas już z tablicami i dokumentami tymczasowymi. Czyli po odbiór Julka będzie już czym jechać.

A tym, że skazał ciężarną na wylocie na stres czekania na taksówkę w razie 'W' złodziej się nie przejmował. No bo skąd miał, k..., wiedzieć, no nie?

13 komentarzy:

  1. I jak tu cokolwiek planować..

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna jesteś. Ludzie nie mają serda, a w szczególności złodzieje. Zawsze byłam zdania, że takim powinno się obcinać ręce, to by więcej nie kradli... Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo do kolonii karnej o kromce chleba dziennie

      Usuń
  3. No kurde, końcóweczka sama, a tu taka niespodzianka...

    OdpowiedzUsuń
  4. My tez siedzimy w Krakowie na rejestracjach z okolic Krosna. Jak na razie to "tylko" porysowali nam maskę i naklejają naklejki na szybę. I nie dlatego, że jest źle zaparkowane tylko dlatego, że "obcy" parkują, a nie ma miejsc dla "prawdziwych Krakusów" :/
    W którym szpitalu masz zamiar rodzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już jesteśmy porysowani:/ A o tym, co "prawdziwe Krakusy" wyrabiają, żeby np. nie wpuścić nas "obcych" na skrzyżowanie na zielonym świetle to można by opowiadać i opowiadać. Zauważył to nawet mój mąż - rdzenny krakus w aucie na podkarpackich numerach.

      Rodzić będę w Żeromskim.

      Usuń
  5. O Boże co za patologia! Mój mąż jak zaczął do mnie przyjeżdzać to miał nawet u policji lokalnej przesrane. Łapali go co weekend, bo na obcych tablicach i pytali skąd? dokąd? i inne. Po za tym to w mojej wiosce też miał problemy z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkając i robiąc prawko na Podkarpaciu w ogóle nie zauważyłam niechęci do obcych. Tam jest głucha prowincja i inna kultura jazdy - wolniej, spokojniej, na podporządkowanej nie zapuszcza się korzeni, bo prędzej czy później ktoś wpuści. Moim rodzicom parę razy zdarzyło się zostawić na parkingu otwarte auto - nigdy nic nie zginęło. W małych podkrakowskich miasteczkach było podobnie. W dużym mieście niestety nie jest tak fajnie. Ale że na wsi jest tak samo i że policja tak się zachowuje... koszmar, aż nie chce się wierzyć:/

      Usuń
  6. Współczuję, niech złodziejowi ręce uschną :/

    i po raz kolejny mam wrażenie, że mieszkałam w innym Krakowie ;)
    Nasze auto na jasielskich blachach stało 4lata na parkingu pod blokiem, nawet jednej ryski nie ma. A na drogach trzeba umieć wykorzystywać obcą rejestrację i udawać, że się zgubiło, nie zna drogi, nie wiedziało, że pas kończy itp. ;) Ja osobiście nie spotkałam się z tym, że ktoś z miejscowych utrudnia jazdę po krakowskich ulicach ;)
    A- mąż dużo jeździ bo jest PH ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki ten świat mały:)
      Które z Was pochodzi z Jasła?

      Jeśli chodzi o jazdę po Krakowie - ja wcale nie muszę udawać, ja się czuję autentycznie zagubiona, więc dokładanie mi się wpychaniem z podporządkowanej przed samą maskę i zajeżdżanie drogi (norma na rondach) odbieram jako dodatkową nieuprzejmość.

      Usuń
    2. Mężowy pochodzi z Cieklina, teraz jego rodzice mieszkają w Trzcinicy pod samym Jasłem ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...