wtorek, 8 kwietnia 2014

Jak wkurzyć kobietę w ciąży

Osiem i pół miesiąca ciąży zleciało jak z bicza strzelił, a te ostatnie dni wloką się niemiłosiernie.

Tym bardziej, że zaczynam czuć się trochę... hmmm, osaczona? może raczej przytłoczona.

Moja rodzinka kilka razy dziennie wydzwania z pytaniami - już czy jeszcze nie?

Mama musi n razy upewnić się, że w razie czego zgodzę się na cesarskie cięcie.

Mama męża codziennie przychodzi i zarządza co raz to większe sprzątanie. Dziś znów popołudnie minęło pod znakiem płaszcza i szpady - tzn. mopa i szmaty. Twierdzi też, że źle ustawiliśmy stół, a tak w ogóle to nie możemy nie chcieć dywanu, bo raz, że piętro niżej będzie nas słychać, a dwa, że porysujemy panele i co wtedy? A to, że co najmniej raz w tygodniu na kolanach czyszczę ten cholerny dywan z jakiegoś paskudztwa, które wyleje/rozsmaruje/rozdepcze na nim Jędruś to żaden argument. Podobnie jak to, że już niedługo brudzących będzie dwóch, a ulane mleko łatwiej zetrzeć z podłogi niż sprać z dywanu.

Nikomu, ale to nikomu z naszych najbliższych nie podoba się imię naszego synka. A to że takie niemęskie, a to ma płytkie znaczenie, a to że mały imiennikiem Marchlewskiego zostanie, a to znów będzie miał przekichane z powodu jakiegoś durnowatego lemura.

WRRR!!!

Ale czego ja chcę, wcześniej było dokładnie to samo:
  • "nie bierzcie ślubu we wrześniu, w naszej rodzinie wszystkie wrześniowe małżeństwa się rozpadają"
  • "tylko nie Andrzej, umrze młodo jak mój brat"
  • "gdzie chcecie mieszkać? W takiej pipidówie? Dlaczego nie w Krakowie?"
  • "już szukasz pracy? Jędruś jest taki mały."
  • "jeszcze nie szukasz pracy? wypadniesz z rynku"
  • "po co ty go (trzynastomiesięcznego) jeszcze karmisz piersią, przecież on jest już za duży"

19 komentarzy:

  1. Ola, trzymaj się! U mnie to samo. Wszyscy dzwonią i piszą smsy z pytaniem, czy już już i żebym koniecznie zadzwoniła jak się zacznie. Zachowują się tak, jakbym chciała ukryć fakt urodzenia dziecka ;) Byłam dziś w szpitalu, ale cisza. Nic się nie dzieje, więc odesłali mnie do domu. No i czekamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, o czwartej nad ranem albo podobnie nieludzkiej porze akurat będziemy mieć głowę do obdzwaniania wujka Wieśka i cioci Kloci;p
      Mnie na szczęście chociaż dalsza rodzina nie wypytuje;P

      Usuń
  2. o matko, współczuję! Ześwirować można :/

    ja bym "za karę" nie powiedziała nikomu, że jadę rodzić ;)
    wiem jednak, że nie jest zbytnio możliwe u Ciebie. Niestety ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet gdybym spróbowała, przed moją mamą nic się nie ukryje;p

      Usuń
    2. haha, moja też tak myślała ;) a dowiedziała się o wszystkim już po, jak zadzwoniłam do niej z porodówki i przywitałam "cześć babciu" :P

      Usuń
    3. Moja zadzwoniła do mnie w dzień, kiedy ostatecznie przenieśli mnie na porodówkę i oznajmiła, że jest w połowie drogi (i faktycznie niecałe 2h później się zjawiła). Ja na salę porodową trafiłam jakieś dwie godziny wcześniej, ale do nikogo nie dzwoniłam, bo była czwarta rano. Wyglądało to trochę tak, jakby dostała cynk;p

      Usuń
  3. Oj pamietam te telefony z pytaniem rodzisz? Jeszcze? A jak dzwonilam ze juz to nie bylo chetnego zeby mnie zawiezc co z tego ze o 2 w nocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wyjeżdżaliśmy koło 6 rano, ale wcześniej ze dwie godziny siedziałam pod prysznicem, żeby się upewnić, że to faktycznie poród.
      Przy jednym dziecku to nie problem - w razie czego nawet wzywa się taksówkę. Gorzej, kiedy są już starsze i trzeba jeszcze wymyślić, co z nimi zrobić

      Usuń
  4. A imie sliczne sama o nim myslalam ale sasiad tak ma na imie a szukalismy takiego ktorego nie ma w poblizu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      O imieniu od "obcych" usłyszałam więcej miłych rzeczy niż od swoich.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jakoś muszę. Pocieszam się, że już niedługo:)

      Usuń
  6. Kurcze, nieźli są :-) Ja na szczęście nie słyszę takich komentarzy, chyba bym eksplodowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się czasem zdarza eksplodować i powiedzieć parę słów za dużo:/

      Usuń
  7. O mamo, ale teksty. Mogę sobie tu pisać, żebyś się nie wkurzała, ale wiem, że i tak będziesz. My znów chcieliśmy dywan, ale nie na cały pokój, tylko malutki, okazał się "zły", bo nie na całą podłogę. Moja teściowa też ma coś z dywanami, gdy kupuje nowy, te stare próbuje komuś lub gdzieś wcisnąć, a ich stan jest opłakany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja mama kupuje na zapas - a nuż się kiedyś przydadzą. Ten, który u nas leżał, kupiła z myślą o naszym ślubie, ale do poprzednich mieszkań nam nie pasował.

      Usuń
  8. Jak ja Cie dobrze rozumiem. Mnie meczyli tez czy to juz ponad miesiac bo nie dalo sie wyliczyc terminu z OM a USG bylo nie miarodajnie wykonane.- J. Urodzil sie 35 dni po "terminie" Dywanowe problemy są mi bardzo bliskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 35 dni po terminie? to co to za USG było...
      No i współczuję - Mnie nosi po paru dniach takich wyrazów troski:/

      Usuń
  9. Hej! Bardzo fajny blog. Chętnie tu zagoszczę na dłużej! Zapraszam też do mnie. No i powodzenia! A gadaniem się nie przejmuj. Rób swoje. Ludzie gadali, gadają i będą gadać. No i rządzić najlepiej jest u kogoś. Przerabiam to samo często.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...