środa, 2 kwietnia 2014

Aktualności:)


W poniedziałek przed piątą wieczorem zaczęły mi się skurcze. Najpierw co 8, porem co 5, w końcu co 4 minuty - wtedy kazałam mężowi zawieźć się do szpitala.
Tam zbadano mnie i trafiłam od razu na porodówkę, a skurcze zaczęły się pojawiać co 2 minuty i pięknie wypisywały się na KTG.
Tak przemęczyliśmy się do dziesiątej, zaczęłam nawet przebąkiwać coś o znieczuleniu, ale kiedy zostałam ponownie zbadana i okazało się, że rozwarcie ani drgnęło i nadal jest tylko na pół palca, lekarka zadecydowała, że podadzą mi domięśniowo buskolizynę. Ta miała wyjaśnić sytuację - albo szyjka zacznie się rozwierać, albo skurcze zaczną się wyciszać. I tak, choć dalej odczuwałam napięcie brzucha, zapis KTG zrobiony o północy był już płaski jak stół, a mnie odesłano na obserwację na patologię ciąży.

Ponieważ do dzisiaj sytuacja nie uległa zmianie, wypisałam się na własne żądanie, a personel wcale nie próbował mnie zatrzymywać, tylko poinformował, że w każdej chwili mogę wrócić. Położna załatwiła mi też kontrolne KTG w piątek, a lekarz powiedział, że jeśli przez weekend nic nie będzie się działo, mam stawić się w poniedziałek lub wtorek na planowe cięcie.

Na razie czekam więc na piątkową kontrolę, a w międzyczasie będę mogła zaprowadzić Jędrusia na jutrzejszy bilans dwulatka i zarządzać przemeblowaniem mieszkania w sobotę i niedzielę:)

A wspomnienia z pato?
Przed urodzeniem Andrzejka - koszmarne. Wtedy byłam trzymana bez posiłków na kroplówkach, bo w każdej chwili mogłam być zabrana na porodówkę lub cięcie. Teraz było bez ciśnienia - nie tylko dostawałam posiłki, ale były one... całkiem niezłe:)
Dwa lata temu położna "odcinkowa" niemiłosiernie nas musztrowała, a ja leżałam na sali z nałogową palaczką. Teraz załoga jest znacznie odmłodzona, a ja trafiłam do sali z trzema świetnymi dziewczynami również czekającymi na rozwiązanie - byłyśmy najbardziej rozrywkową salą na oddziale. Czyli nawet pogaduchy zaliczone.

A kiedy wróciłam do domu, Andrzejek, który wczoraj podobno o mnie wypytywał, dziś wychylił się znad książeczki, powiedział tylko "Ooo, ceść, mamusiu", po czym wrócił do "lektury" a chwilę później uprosił babcię, by wzięła go na spacer.
Czuję się niedopieszczona;p

9 komentarzy:

  1. Kochana ja tu już myślałam, że będę gratulować a tu nic.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też myślałam, że już, no ale widać synek postanowił jeszcze trochę posiedzieć w brzuszku. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O i ja byłam pewna, że mogę zacząć gratulować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też myślałam, że to już ;) ale niebawem :)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. haha nie będę oryginalna z moim komentarzem - ale ja też myślałam, że to już :D
    No nic, czekamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będę się powtarzała, więc nie napiszę tego co napisały moje poprzedniczki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem z Tobą myślami i niecierpliwie czekam na kolejne wieści ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za emocje! Nie da się ukryć, że wyznaczenie terminu cesarki wywiera pewna presję, szkoda :( Mało czasu na naturalne sposoby. W normalnych warunkach dopiero byś zaczęła pić napar z liści malin czy olej z wiesiołka w dużej dawce, nie zadziała z dnia na dzień, seksu też ile można ;-) Ju-lek, Ju-lek, skandujemy z Anią :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No, no, no :) toż zaskok, jak przeczytałam w RSSie mym początek wpisu, to też myślałam, że to już. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...