środa, 12 marca 2014

Z dzieckiem w sklepie

Źródło: babyhuddle.com
Od dawna już planowałam taką wyprawę, ale, jak to zwykle bywa - ciągle wypadało "coś".
Dziś w końcu się udało - wybraliśmy się na poszukiwanie dostawki do wózka.

By nie jechać w ciemno, najpierw obdzwoniłam największe krakowskie sklepy dziecięce. W jednym nie mieli dostawek wcale, w drugim owszem, ale musielibyśmy taszczyć nasz wózek, bo nie prowadzą już tego modelu (zdziwiło mnie to, bo to jeden z popularniejszych na krakowskich ulicach), dopiero w trzecim była i dostawka i wózek do testów.
Na szczęście niezbyt daleko od nas.

Komu w drogę, temu trampki - ruszyliśmy, zaliczając przy okazji pierwszą "rodzinną wyprawę" naszą nową furą. Jędruś szaleje z radości. Nigdy wcześniej tym autem nie jechał i wszystko mu się podoba.

Sklep... dwukondygnacyjny moloch obok krakowskiego aquaparku. Zaraz przy wejściu - a jakże, wystawka najmodniejszych i najdroższych zabawek. Co za szczęście, że Jędrula nie chodzi jeszcze do przedszkola i nie uważa, że nie kupując mu tego całego plastikowego szmelcu narażamy go na wykluczenie z grupy rówieśniczej...
Idziemy na piętro, do działu z wózkami i fotelikami. Zaczepiam młodzieńca, który wygląda na sprzedawcę, a on pokazuje nam pokazowy egzemplarz dostawki, przywozi "nasz" wózek i komunikuje, że musimy radzić sobie sami, bo ich jest dwóch na całe piętro, muszą rozładować dostawę, a jeśli się nie zdecydujemy, to zostanie z niczym... po czym ulotnił się. Nie ma to jak podejście do klienta;p
Przy egzemplarzu pokazowym nie ma instrukcji montażu. Mąż musi radzić sobie sam. Jędruś nudzi się i przeszkadza, więc zabieram go na stoisko z rowerkami. To kolejna pozycja na naszej liście zakupów, więc warto wypróbować. "Testujemy" kolejno trójkołowca na pedały i dwa rowerki biegowe - na dwóch i czterech kołach. Jędrusia najbardziej wciągnęła jazda na biegowym dwukołowcu. Po krótkim oswajaniu rozpędzał się już do sporych prędkości i ciężko mi było za nim nadążyć. Nie zniechęciło go nawet kilka wywrotek. Mówił tylko "nic nie śkodzi" i wśród stęków usiłował wstać, ale pomocnej dłoni przyjąć nie chciał.
Potem zobaczył coś, co sprawiło, że rowerek poszedł w odstawkę - hulajnogi. Z kilkunastu modeli podetknęłam mu pod nos plastikowego czterokołowca. Teraz już nie potrzebował nawet się oswajać. Od razu ruszył pełną parą.
W końcu nadeszła Głowa Rodziny - udało się, można próbować. Jędrula wskoczył na dostawkę, złapał brzeg gondoli i tak panowie przejechali kilka okrążeń. Potem była moja kolej. Muszę przyznać, że dostawka mi się spodobała. Nie zmniejsza komfortu prowadzenia wózka (przynajmniej na kaflach w sklepie) jest zwrotna i nie kopie się jej przy chodzeniu. No i zainteresowanemu przypadła do gustu:) Byliśmy zdecydowani - kupujemy. Niestety - sprzedawcy ani widu ani słychu. Nie pofatygował się nawet, by pokazać nam, gdzie odstawić wózek - sami łaziliśmy po sporej przestrzeni i szukaliśmy luk w zwartych szeregach innych pojazdów. I wtedy powiedziałam do męża, że ja mam w nosie taką obsługę, kupimy na allegro, a oni niech się wypchają swoją uczynnością.
I tak zaoszczędziłam , bo znalazłam aukcję, na której ta sama dostawka (Lascal Buggy Board Maxi) kosztowała o Kazimierza Wielkiego mniej:)

Na tym jednak nie koniec historii. Przez cały dzień Jędruś dopominał się bowiem, by kupić mu rowerek i hulajnogę. Ostatecznie stanęło na tym, że hulajnogę dostanie na urodziny, a co do rowerka musi dogadać się z dziadkiem (który zapalonym cyklistą jest i już planuje, jak to będzie razem z wnukiem na dwóch kółkach jeździł po świecie). Tak zamknęliśmy temat roweru, ale przed kolacją:

A: Tata, ja musę iść do śpitala.
T: Andrzejku, do szpitala się idzie, kiedy się jest chorym, z ty jesteś zdrowy.
A: Nie. Ja jestem chojy!
T: Ooo, a na co jesteć chory?
A: Jestem chojy... chojy na hulajnogę!

No więc hulajnoga już zamówiona (że używka, tego młody nie musi wiedzieć, grunt, że taka sama jak ta ze sklepu), a urodziny już za niewiele ponad dwa tygodnie.

A na koniec - trochę wiosny pod naszym blokiem:)


Właśnie tak "pozujemy" - mama zamknęła oczy, a uwagę Jędrusia mąż utrzymał przez całą setną sekundy;p

17 komentarzy:

  1. A gdzie Julianek?? Gdzie brzuszek?? chudziutka jesteś ledwo widać :) jakby ktoś nie wiedział nie powiedziałby że na zdjęciu są 3 osoby :) a to już tuż tuż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Julianka widać tylko z profilu. A tu dodatkowo ukrył się za apaszką i starszym bratem;p

      Usuń
  2. oj tak nie poszło Tobie w boczki to tylko z profilu Go widać :) ja byłam okrągła i z każdej strony GUSTAWA było widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jednak lepiej, że został Mateuszem;p

      Usuń
  3. Dobrze zrobiliście, że nie kupiliście tej dostawki w sklepie. Obsługa FANTASTYCZNA...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam porównanie z innym krakowskim sklepem, gdzie panowie dosłownie nadskakują klientom - kupiłam tam obecny fotel Andrzejka, jego ukochaną "spacerówkę do spania" i fotelik dla Julianka razem z adapterami na wózek. W sumie kupa kasy - ale i doradzili dobrze, i ceny spuścili tak, że nie opłacało się kupować przez internet. A tu totalne przeciwieństwo:( I co z tego, że szerszy asortyment... stracili potencjalnych klientów.

      Usuń
  4. Tak bardzo dobrze!!! Nas tez tak potraktowano w sklepie S. Chcielismy poprzymierzac malego do fotelikow samochodowych samobsluga!!! Kupimy przez internet 250 zj taniej!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak stracić klienta w pół minuty;p

      Usuń
  5. Taka dostawka to super sprawa :) Zapraszamy na nowego bloga http://zosiulinkowo.blogspot.com/ i oczywiście obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że super:) Będę mogła wyjść z oboma chłopakami naraz bez oglądania się na pomoc i dźwigania paru kilo uwieszonych w paru metrach materiału - chustę też planuję, ale na dłuższe spacery dostawka będzie wygodniejsza:)

      Usuń
  6. Super, że o tym napisałaś. Też się dziś zastanawiałam jak będę wychodzić z dwójką na spacer i trochę się obawiałam czy taka dostawka nie będzie mi przeszkadzała tzn czy idąc nie będę w nią ciągle kopać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ani mojemu mężowi nie przeszkadzała, a mamy odpowiednio prawie 170 i ponad 180cm wzrostu.
      Ma też amortyzację, więc podejrzewam, że nawet na naszych chodnikach sobie poradzi - cóż, wyjdzie w praniu, a ja na pewno zdam relację, kiedy już trochę w ten sposób pojeździmy:)

      Usuń
  7. no to trza teraz huilajnogę kupić;)

    u mnie dzieci już w wieku dawno "po-dostawkowym" przedszkolak i niespełna dwulatek którego na lato planują na dobre "odwózkować";)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hulajnoga już do nas jedzie. A tu podobno śniegi mają wrócić:/

      Usuń
  8. I dobrze tak temu sprzedawcy, a i Wy skorzystaliście :-) Mnie bardzo korcą rowerki już, ale nawet jeśli Ania opanuje biegowy, to ja za nią biegać nie będę, wolę na razie takie coś trójkołowe z wajchą z tyłu dla rodzica do sterowania, zamiast wózka na spacery :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takimi Jędruś w ogóle się nie interesuje. Posadziłam go w sklepie w takim trójkołowcu, ale w ogóle nie chciał jechać. Za to kijek do prowadzenia to już inna historia, młodemu skojarzył się z kijkiem od mopa;p

      Za to biegowy - to była miłość:) musimy zacząć urabiać dziadka;p

      Usuń
  9. Ja polecam X Rider 2 in 1 dostawka z siedziskiem, która ma fotelik z pasami, który w każdej chwili można odczepić i staje się tradycyjna platformą. Super rozwiązanie przy dwojce maluszków. U nas sprawdza się genialnie. Tutaj można zobaczyć https://www.facebook.com/dostawka2w1

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...