czwartek, 20 marca 2014

Starszym być

Jędruś uwielbia oglądać zdjęcia z USG Juliana. Kiedy idę do lekarza, nie zaśnie, dopóki nie wrócę. Rzuca się na mnie już przy wejściu do mieszkania i tonem w rodzaju "pieniądze albo życie" mówi: "Pokazać Andzejowi zdjęcia Julianka pjosę!" .
Dopiero kiedy on zasypia, mogę zrobić tym zdjęciom zdjęcie, przesłać rodzicom no i pokazać Wam;p

Dziś Andrzejek mnie zaskoczył. Nie sądziłam bowiem, że dwulatka stać na abstrakcyjne myślenie, a on...zaczął mi opowiadać, że jak Julianek się urodzi, to on, Jędruś, będzie bujał go w bujaczku i jeździł na dostawce, a wózek odda Juliankowi. Plótł w tym tonie jeszcze dobrą chwilę, ale byłam tak zaskoczona, że dalej nawet nie starałam się rejestrować. Ale teraz, jak tak sobie o tym myślę, to dociera do mnie, że chyba każde starsze dziecko przygotowywane w jakiś sposób na przyjście młodszego rodzeństwa podobnie to przeżywa.

Choć było to dawno temu, mam jeszcze pewne przebłyski pamięci z czasu, kiedy sama miałam zostać starszą siostrą.
Miałam wtedy sześć lat, byłam jedyną jedynaczką na "podwórku" i było mi z tego powodu bardzo źle. Moja koleżanka mieszkająca naprzeciwko miała siostrę młodszą o dwa lata. Kiedy byłyśmy małe, one ciągle się biły, kłóciły i latały na siebie skarżyć, ale jedna za drugą by w ogień skoczyła.
Psiapsiółka mieszkająca ze mną płot w płot była z kolei najmłodsza z trójki dzieci. Miała brata starszego o trzy lata i siostrę starszą o sześć lat. Jak ja im zazdrościłam...

Z tamtego czasu pamiętam w zasadzie tylko mamę w łóżku. Moja mama nie ruszała się stamtąd, bo jej ciąża była zagrożona, odkąd w piątym miesiącu mama potknęła się i spadła ze schodów. I tak cud, że mój brat to przeżył.
Pamiętam, że bardzo chciałam mieć siostrę, a mama tłumaczyła, że nie wie, co się urodzi, ale chłopczyka też trzeba kochać.

A potem pamiętam niemowlaka. Był strasznie słodki, co chwilę całowałam go w łysą łepetynę.
Podczas jego Chrztu nie dałam się posadzić w ławce - razem z rodzicami i chrzestnymi Kuby stałam twardo przed ołtarzem. Zgadnijcie, kto zapalał świecę? Nawet stając na palcach i wyciągając się jak struna nie sięgałam do knota paschału, podsadził mnie wtedy nasz wspólny - mój i brata - ojciec chrzestny:) Pamiętam też, że to właśnie na chrzcinach rodzice pierwszy raz dali mi na ręce trzymiesięcznego wtedy Kubka. I że miał na sobie pajacyka z niebieskiego pluszu:)

Mama mówi, że Kuba jako maluch był we mnie wpatrzony jak w obrazek i że to mnie najlepiej szło usypianie go i podawanie mu łyżeczką tartego jabłka. Jeśli to prawda, to szkoda, że nie udało mi się powtórzyć tego samego z moim własnym synem, ale cóż, u nas w karmieniu bezkonkurencyjny jest tatuś:)

Następne przebłyski świadomości mam z czasów, kiedy mój braciak miał dwa-trzy lata. Moja mama miała takie zaufanie, że pozwalała nam iść bez opieki do sklepu albo do kościoła kawał drogi od domu. I chodziliśmy - na swoje własne i moje szczęście Kubek był przeciwieństwem Jędrusia i dzieckiem spokojnym do bólu. I uroczym - miał rysy delikatne jak dziewczynka i złote loczki na potylicy. I ze wszystkiego się śmiał.

Potem było kubine przedszkole. Do młodego często przychodzili koledzy, a że tata chciał mieć spokój, a mamy ciągle nie było, to na mnie spadało organizowanie im zabawy. I tak robiłam im konkursy, tory przeszkód, czytałam bajki i podsuwałam plastelinę:) I chyba musiałam to lubić, bo nie pamiętam, żebym narzekała. Przynajmniej wtedy;p

Potem młody poszedł do szkoły. Innej niż ja, na drugim końcu miasta, ale blisko domu dziadków, którzy codziennie go odbierali. Rozpuścili go jak dziadowski bicz - przede wszystkim w kwestii samoobsługi - przyzwyczaili go, że zawsze wszystko dostanie pod nosek - i to tylko to, co sobie zażyczy. Ja w domu nie miałam tak fajnie i ciągle miałam pretensje, że młody jest lepiej traktowany, wyręczany i  obskakiwany przez wszystkich, więcej mu wolno, nikt nie zgania go z komputera i nie zmusza do chodzenia na gimnastykę korekcyjną.

Parę lat wiecznych kłótni i... poszłam na studia. W domu bywałam rzadko i tęskniłam za wszystkimi - łącznie z Kubą. I chyba właśnie wtedy znów powoli zaczęłam się z nim dogadywać.

Teraz dzieląca nas różnica siedmiu lat, która kiedyś wydawała się ogromna, zaczęła się zacierać. Ja mieszkam w Krakowie, a mój brat tu studiuje. Czasem do nas zagląda. Zawsze fajnie nam się gada. Jędrula go uwielbia i rzuca się na niego już od progu:)
Kuba jest jego ojcem chrzestnym.
I choć wcześniej nawet nie zmienił żadnemu dziecku pieluchy, nie odmówił zajęcia się Andrzejkiem, kiedy ja musiałam iść do endokrynologa, a nie miałam z kim go zostawić. Jakoś dali sobie radę:)
Zrewanżuję się, kiedy on będzie miał własne dzieciaki.

Fajnie mieć rodzeństwo. Szkoda, że nie mam go więcej. Siostra by się jeszcze przydała;p

Dream team:)

8 komentarzy:

  1. Będzie z Niego dobry i opiekuńczy braciszek :) Fajnie mieć rodzeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam tylko siostrę, jak mieszkałyśmy razem to lałyśmy się na okrągło.:D teraz jest jedną z najbliższych mi osób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A starszą czy młodszą?
      Nieważne - i tak zazdroszczę:)

      Usuń
  3. Też uważam, że warto mieć rodzeństwo, dlatego mimo strachu decydowałam się na drugą ciążę. Mój Kuba zanim jeszcze dowiedział się o ciąży wyrażał silną chęć, że chciałby rodzeństwo, widział, że inne dzieci mają i po prostu im zazdrościł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak uważam. I teraz nawet cieszę się, że wyszło jak wyszło i między moimi chłopakami będzie taka mała różnica wieku. Na własnym przykładzie stwierdzam, że 7 lat to jednak trochę za dużo;p

      Usuń
  4. Ja mam i brata, i siostrę. Chciałabym, żeby Isia miała rodzeństwo, ale zobaczymy jak to będzie..
    ciekawe jak już Julian się urodzi jak będzie Jędruś się zachowywać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...