poniedziałek, 10 marca 2014

Usypianie dwulatka czyli rodzice kontra spacerówka

Przygotowań do narodzin Julka ciąg dalszy - dziś na tapecie zasypianie.
Andrzejkowe zasypianie.

Wiem, że nie jesteśmy osamotnieni w naszych problemach - masa rodziców boryka się z takimi lub innymi kłopotami. Jedni nie mogą wyprosić trzylatka ze swojego łóżka, inni chcieliby ograniczyć lub całkiem odstawić nocne karmienie piersią. U nas problem jest inny.
Jędrula nigdy bowiem nie chciał spać z nami, a od piersi odstawił się z własnej nieprzymuszonej woli już ładnych parę miesięcy temu. Ba, nawet nie boi się spać sam w osobnym pokoju.
Problemem jest kłopotliwy dla nas sposób zasypiania, który upodobał sobie nasz syn.

Nasz syn, który jeszcze jakiś czas temu ładnie zasypiał w łóżeczku, teraz MUSI być bujany w spacerówce z podusią z osiołkiem i przy akompaniamencie swojej ulubionej pozytywki. Pozytywka - żaden problem. Niech gra i do wyczerpania baterii. Podusia? A niech śpi z nią nawet do ślubu. Tylko to lulanie w wózku i absolutny spokój, który musi wtedy panować w całym mieszkaniu... I tak trwa to czasem pięć minut, a czasem godzinę.

Przekopałam sporo różnych książek (od Searsów po Tracy Hogg) - nigdzie podobnego przypadku nie rozpatrywano. Próbowaliśmy dostosować do naszych potrzeb sposoby wytowarzyszania dziecka z małżeńskiego łoża i odzwyczajania od zasypiania przy cycku.
Lipa.

Próbowałam zasypiać z młodym na tapczanie.
Lipa - ja zasypiałam od razu, a on dalej harcował.

Próbowałam zwiększać i zmniejszać odstęp czasowy od kolacji.
Lipa.

Próbowaliśmy parówki z dodatkiem olejku lawendowego w pokoju i pojenia młodego słabym naparem z melisy.
Lipa - lawenda mu "śmiejdzi", a melisa jest "pyyycha", ale nic poza tym.

Eksperymentowaliśmy z półmrokiem i całkowitą ciemnością.
Lipa.

Na niczym spełzły też próby przekupstwa naklejkami, monotonnego czytania bajki i zmęczenia młodego przed snem. Podobnie jak przesunięcie pory zasypiania z 19-tej na 20-tą.

W akcie desperacji postanowiliśmy schować wózek.
Efekt?
Jędrula darł się jak opętany, aż zwymiotował. 
"Do wózka! Chcę do wózećka!!!"

A ja chcę, cholera, gwiazdkę z nieba.
I żebym nie musiała usypiać dwóch naraz, bo się nie rozerwę...

Darujcie, musiałam się wyżalić. Poród coraz bliżej, a to moje kolejne niepowodzenie w tej dziedzinie:(

7 komentarzy:

  1. Faktycznie duży problem macie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej... A to sobie znalazł Młody upodobanie... Trzymam kciuki, żeby wkrótce udało się jakoś ten problem rozwiązać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bidulko, to się masz... My mieliśmy także przeróżne problemy z zasypianiem i w końcu małymi kroczkami jakoś się udało, ale jednak trochę to trwało. Teraz Tomutek kładzie się do łóżeczka, przykrywamy go i czasami potrzymamy rączkę, czasami zaśpiewam kołysankę, a czasami mąż się tylko obok położy i po paru minutach Tomutek już śpi:) Trzymam kciuki za Ciebie i nie denerwuj się, bo może sprawa sama się rozwiąże? Oszczędzaj się:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A może jak już się J. urodzi, to wytlumaczysz Andrzejkowi, że tylko bobasy śpią w wózku?! że duzi chłopcy zasypiają w łóżeczkach własnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jakiś sposób, że ty już taki duży, już nie musisz spać jak dzidziusie, że to fajnie mieć swoje łóżko. No cóż trochę trudna sytuacja. Ale mój Kuba tez był bujany w wózku, z tym, że tak do roku - na szczęście udało się ukrócić ten sposób usypiania, choć nie powiem, że od razu..

      Usuń
  5. To chyba tak nie działa. Znajomy, kiedy urodził się jego młodszy brat Tymon zaczął zajmować łóżeczko małego i wołać: jestem Tymonem. Z zazdrości. W końcu mu przeszło, ale ponoć długo się tak zachowywał.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...