poniedziałek, 24 marca 2014

Boję się zostać cesarzową

Mam tremę.
Jutro czeka mnie ostateczna kwalifikacja do sposobu rozwiązania. Lekarz będzie sprawdzał grubość mojej blizny, obecną wielkość Juliana, obwód jego główki i parametry mojej miednicy.

Źródło: supernowości24.pl
Boję się.
Ba, trzęsę portkami.

Boję się, że zostanę skazana na kolejne cięcie.
I, prawdę mówiąc, dziwię się, dlaczego tyle kobiet jest gotowych zapłacić, by rozkrojono je na życzenie - bo boją się bólu. A cięcie to nie ból?
Cholerny ból. Jak diabli.
Kiedy spróbowałam pierwszy raz sama przewrócić się na bok, zapomniałam o 80 godzinach skurczów i trzech próbach oksytocynowych.
Przy wyciąganiu cewnika pomyślałam, że to znacznie gorsze niż skurcze parte przy 6cm rozwarcia.
Pionizacja 10 godzin po zabiegu? Wolę tego nie wspominać. Tak jak pierwszych prób załatwienia się.

Przez trzy dni porodu siłami natury z różnymi komplikacjami dawałam sobie jakoś radę. Przy próbie wstania po cc poprosiłam o morfinę. Podano mi ją. Guzik pomogła.

Przez cztery dni w szpitalu chodziłam niemal zgięta wpół, tymczasem dziewczyny po porodach naturalnych śmigały same po kilku godzinach.

Nie mogłam znaleźć sobie pozycji do karmienia piersią, w której nie bolałaby mnie rana.
To, że w moich piersiach od razu znalazło się dość mleka dla Andrzejka i tak zawdzięczam głównie wcześniejszym próbom porodu naturalnego i trzem wlewom oksytocyny. W moim "segmencie" (pokoju, z którym ja i współlokatorka dzieliłyśmy łazienkę) leżały jeszcze dwie dziewczyny po cięciach planowych - ich dzieci musiały być dokarmiane mm. Moja produkcja była wystarczająca mimo słabego odruchu ssania u młodego, ale w walce o ten odruch ssania i tak musiała nas po wyjściu wspomagać dyplomowana doradczyni laktacyjna.

Na dodatek odebrano nam to szczęście, które mają kobiety rodzące naturalnie - dwie cudowne godziny przytulania skóra do skóry, karmienia, podziwiania, poznawania się... Dostałam Jędrusia już na sali - wytartego, ubranego - a to nie to samo...

Ile mnie bolało po porodzie? Nawet nie pamiętam. Miesiąc na pewno, a zmiany pogody czuję w bliźnie do dziś.

Dwa lata temu miałam luksusowe warunki, by się regenerować. Teściowa specjalnie wzięła urlop, żeby mnie odciążyć. Moim jedynym obowiązkiem było wtedy karmienie i przewijanie dziecka. Jednego dziecka.
Teraz teściowa również zaoferowała swoją pomoc, ale z uwagi na termin porodu (Wielki Piątek), nikt jej w pracy nie da dwóch tygodni urlopu na raz:( Dobrze, że mąż może teraz większą część pracy wykonywać w domu, ale 2-3 dni w tygodniu musi jednak w pracy spędzić, a z praw przysługujących młodym tatusiom korzystać nie zamierza, bo boi się, że mu podziękują.

Ech, kochane Cesarzowe, jak to było w Waszym przypadku?

20 komentarzy:

  1. Ja urodziłam dwa razy naturalnie,faktycznie czułam się duzo lepiej niz dziewczyny po cc i ta bliskosc gdy kładą ci dzidziusia na piersi jest rzeczywiscie bezcenna, trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tym razem mi się tak udało...

      Usuń
  2. Ja po po porodzie naturalnym tez czuje miejsce ciecia za kazdym razem jak mam miesiaczke. Ja mialam bardzo ciezki porod i bez oksyt. Bo ordynator stwierdzil ze sama dam rade. Malego dostalam dopiero po 6 godz. Dostalam silndj anemi i zapalenia macicy ktore leczylam 3 miesiace. Lezalam z dziewczynami po cieciach i wygladaly i dochodzily do siebie szybciej niz ja. Nie zawsze naturalny porod jest idealny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać wszystko można sp...ć, nawet tak naturalną teoretycznie rzecz jak naturalny poród... Swoją drogą dziwię się, że u kobiety, która przez parę miesięcy leżała, nie zdecydowano się na oksy.

      Usuń
  3. Ja zaczynałam naturalnie. Przy pełnym rozwarciu Małej zanikało tętno i zdecydowano o cesarce. Ja byłam w siódmym niebie! Od razu po cesarce dostałam moją Malutką na piersi i tak leżałyśmy razem kilka godzin :-) Pionizowania też nie wspominam źle, chyba mnie tak nie bolało bo zaraz poszłam pod prysznic :-) Gdy wracałam do domu po 3 dniach pobytu w szpitalu czułam się już bardzo dobrze. Jedyną niedogodnością była opuchlizna nóg, która nie schodziła tydzień i musiałam brać zastrzyki :-( Co do prób załatwienia się: polecam lewatywę przed porodem (wiem średnio przyjemne ale potem dłuższy czas ma się spokój :-)).
    Przy drugim dziecku na cc decyduję się od razu :-)

    Olu wydaje mi się że dużo zależy od nastawienia. Ja od poczatku nie wzbraniałam się od cc. Więc jeśli będziesz jednak musiała mieć cesarkę to pomyśl: a co tam, napewno nie bedzie bolalo tak jak przy Andrzejku! Dam radę!
    Potęga podświadomości ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od początku byłąm nastawiona zadaniowo, ale wiedziałam, że najważniejsze jest dobro dziecka. I kiedy lekarz uznał, że trzeba, to się zgodziłam, ale co operacja to operacja. Odległe jej skutki odczuwam do dziś.
      Teraz już wiem, że teraz też dostanę szansę na poród naturalny i uczepiłam się tej szansy jak rzep psiego ogona, ale wiadomo, dziecko jest najważniejsze i dla niego nie takie rzeczy się znosi:)

      Usuń
  4. Ja rodziłam naturalnie i miałam na sali dwie dziewczyny po cc. Mam wrażenie, że jakoś lepiej wyglądały niż ja. Urodziłam o 5:45 a synka przywieźli mi dopiero koło 14 bo nie byłam wstanie wcześnie wstać. Każda próba kończyła się omdleniem. I też miałam duży problem ze znalezieniem odpowiedniej pozycji do karmienia. Ale i tak wolę następnym razem rodzić naturalnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do łazienki oddalonej o jakieś 3m od łóżka wlokłam się 10minut. Z myciem - z pomocą położnej - nie zdążyłam na obchód. Potem do następnego wstawania musiałam długo dojrzewać psychicznie;p
      A nie przywozili Ci synka na karmienie? Mnie położne go przywoziły, kiedy płakał, przystawiały i zabierały. Na salę dostałam go dopiero po dobie od porodu.

      Usuń
  5. Ja na początku ciąży bardzo chciałam cc. Cieszę się, ze jednak przekonałam się do naturalnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam 2 cc, ale nie kojarzę aby było tak tragicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ci zazdroszczę, że dobrze to zniosłaś - tak samo jak zazdrościłam dziewczynom po sn, które po paru godzinach były już wykąpane, odwoziły dzieci do położnych, a same śmigały po schodkach na pięterko do sklepiku - bo i takie aparatki spotkałam:P

      Usuń
  7. Daj znać jak poszła kwalifikacja.
    Ja też nie rozumiem czemu niektóre kobiety dopłacają by mieć cc, ja jeśli będzie to możliwe wolałabym rodzić chyba naturalnie mimo, że boję się bólu, oj bardzo ale jednak chyba lepszy ból porodowy niż po operacji i odejściu znieczulenia, już słyszałam od rodzących cc Mam wrażenia bólowe :(

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już po wszystkim. Doktor dał zielone światło. Ja mam za sobą poród dwa w jednym i z własnego doświadczenia powiem Ci, że ból porodowy był dla mnie znacznie łatwiejszy do zniesienia niż ból rany po cięciu. Nie boję się porodu naturalnego, nawet długiego. Cesarki już tak.

      Usuń
  8. Ola trzymam kciuki! mam nadzieję że dziś usłyszałaś pozwolenie na poród SN.
    Ja rodziłam SN i potwierdzam, że już popołudniem chodziłam po oddziale. Sama na CC nigdy bym się nie zdecydowała, też nie rozumiem tych, które wołają o "cc na żądanie", ale jesli chodziłoby o dobro dziecka to już całkiem co innego.
    Nieważne jak, ważne, żeby bezpiecznie dla Was obojga, pamiętaj o tym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że pamiętam. I zgodzę się na cięcie, jeśli okaże się to konieczne dla dziecka. Ale i tak go nie chcę:/

      Usuń
  9. Mi też, po pierwszej cesarce, marzył się drugi poród naturalny. I co ciekawe- mimo, że blizna także była gruba, a drugie dziecko podobno miało być dużo mniejsze od pierwszego, lekarze dziwili się, że chcę rodzić naturalnie... Nawet tego nie skomentuję. Jedynie położne entuzjastycznie podchodziły do mojego pomysłu. Poród zaczął się naturalnie, ale niestety już na izbie, pan doktor dopatrzył się na usg dysproporcji między główką, a barkami i od razu zlecona została cesarka. Co ciekawe- po badaniu Małej, okazało się, że żadnej dysproporcji de facto nie było, ale potem położna powiedziała mi, że blizna wcale nie była taka gruba jak myśleli, a Córcia wcale nie była taka mała- jak też Ją ocenili po usg. Także u nas nie ma tego złego...
    Pierwszą cesarkę wspominam fatalnie, ale tylko tą pierwszą dobę po. Potem było znośnie. Za to druga- bułka z masłem. Aż byłam w szoku.
    Życzę szczęśliwego rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem tak - mnie poród naturalny bolał bardzo, choć krótki i trzęsę portkami na myśl, że kiedyś mam nadzieję na kolejny i najlepiej sn. Za to w ten sam dzień siedziałam i tydzień potem śmigałam po Krakowie po pogrzebie Antka. Musieliśmy wyjechać, zwłaszcza że fizycznie czułam się jakby nigdy nic. Cesarka nie była taka zła jak myślałam, chyba tez szybko doszłam do siebie i tydzień potem koczowałam u Ani w innym szpitalu z dala od domu. Rana szybko się zagoiła, nigdy nie doskwierała. Dużo gorzej byłoby z raną wiadomo gdzie...W tej chwili zdaję się na Opatrzność, że kolejny poród będzie po prostu najlepszy dla dziecka, każda decyzja będzie "po coś", o sobie nie myślę. Każda forma ma wady i zalety...
    Ola! Pamiętam o Tobie na finiszu, wierzę, że wszystko będzie dobrze i zaglądam z dreszczykiem za każdym razem, czy to może JUŻ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Ani to pewnie adrenalina... ja Cię podziwiam, nie wiem, czy sama miałabym tyle siły.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...