wtorek, 11 marca 2014

Inny dzień - inne nastroje

Jak to dobrze, że wczorajszy wieczór już za nami, bo taki jak dzisiejszy to u nas prawie święto:)
Pogoda piękna. Do Andrzejka przyjechała moja ciocia - ta, którą kiedyś przeraził swoim zachowaniem (o czym pisałam TU). Tym razem Jędruś był dla niej niesamowicie miły, aż nie mogłam uwierzyć. Nawet za rękę dał się jej prowadzić i bawił się z nią w piaskownicy:) Ale najlepszą zabawą było siłowanie się z rowerkiem dla znudzonych rodziców. Tu mała próbka:

)

W ogóle odkąd w piątek wróciłam do domu, oczy przecieram ze zdumienia, jakie mam pogodne dziecko - do mamy się nie przykleja, wszystkim się cieszy, i - nie licząc wczorajszego usypiania - ani jednego ataku histerii. Dobrał się co prawda do moich próbek maści na sutki i za jej pomocą zrobił sobie na głowie coś na kształt irokeza, ale w porównaniu z jego wcześniejszymi możliwościami...

Potem w ciągu kilku godzin zjechali się kurierzy ze wszystkim, co zamówiłam - najpierw przybyła baza pod julianowy fotelik, potem nowy przewijak, a na końcu materac dla mojego młodszego bobasa.
Baza, o taka:



Andrzejka zbytnio nie zainteresowała - z początku myślał, że to siodło dla kowboja i usiadł na niej, ale szybko wstał i stwierdził, że jest niewygodna.
Przewijak - rany, ile było radości:) Mam nadzieję, że ten (pozwoliłam mu wybrać wzór, wybrał kremowy z żyrafą) nie podzieli losu swojego poprzednika. W każdym razie, kiedy Jędruś go zobaczył, położył go na podłodze i przytulił się do niego zanim jeszcze zdążyłam zdjąć folię.

Zdjęcie z aukcji allegro, na której kupiłam przewijak

 Reakcja na materac była dokładnie taka sama. Dla Juliana zamówiłam model sprawdzony na moim pierworodnym, ale wiadomo - co nowe to nowe.

Na koniec dnia zostawiłam sobie zakupy ciuchowe. Ponieważ na spacerze gotowałam się już w swoim ukochanym filcowym płaszczyku, postanowiłam nie odkładać wizyty w lumpku. I tak oto za 50zł stałam się właścicielką wygodnej beżowej kurtki w quasi-wojskowym fasonie, ładnego trenczyka z ciemnobrązowego dżinsu, dwóch eleganckich bluzek w sam raz na końcówkę ciąży i okres karmienia oraz dwóch bodziaków w rozmiarze 62 (sprzedawczyni nie chciała spuścić ceny, ale pozwoliła mi wziąć sobie rabat "w naturze";p)

No i najlepsze.
Dziś Jędrula zasnął sam w łóżeczku. No, prawie.
Posłuchałam waszych rad (DZIĘKI) i wjechałam mu na ambicję - w końcu duzi mężczyźni śpią sami we własnych łóżkach, a nie jak dzidziusie w wózeczku. Jędrula postanowił, że tanio skóry nie sprzeda i sam wdrapał się na wózek. Mąż udał, że się na to godzi, polulał go kilka razy i przełożył do wyrka, po czym dał ulubioną poduchę i siedział z nim aż do skutku. Całkiem bez płaczu się nie obyło, ale w porównaniu z dniem poprzednim - niebo a ziemia. Trwało to około pół godziny, ale w końcu młody usnął. Może więc w tym szaleństwie jest metoda? Może tak pomału skracając czas bujania stopniowo uda się pożegnać z wózeczkiem? W każdym razie za nami pierwszy krok we właściwym kierunku:D

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Też się cieszę. To, co się działo przedwczoraj trochę podkopało moją wiarę, że się uda - ale może nie jest z nami aż tak źle...

      Usuń
  2. Ja także mam taki przewijak i bardzo go lubię, choć dość szybko się niszczy, bo materiał wierzchni pęka. Co do Jędrka to jeszcze z miesiąc i będzie sam zasypiał, a Wy nie będziecie pamiętali, że kiedyś były jakieś problemy:))) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te przewijaki są super, gdyby Andrzejek nie zniszczył poprzedniego, służyłby nam dalej:)
      A co do spania - mam nadzieję:)

      Usuń
  3. Super. Na pewno się uda go od wózka odzwyczaić, bo już widać, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby to nie było chwilowe - i oby nie brakło nam wytrwałości przy kolejnym kryzysie

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...