czwartek, 27 marca 2014

Dwa pokolenia zwariowanych mam


Może najpierw ta młodsza - czyli ja;p

Nie opuszcza mnie szał gromadzenia. Do torby "porodowej" dopakowałam właśnie płyn do mycia naczyń i małą gąbeczkę, stojące lusterko i starą koszulkę męża z myślą o porodzie.
Po raz kolejny przeliczyłam też pieluchy tetrowe i stwierdziłam, że - jak na dwóch chłopaków (Jędruś używa ich jako śliniaków) - mamy ich nadal za mało. Ruszyłam więc, by dokupić kilka.
W dwóch "Smykach" (Plaza i Galeria Krakowska) nie było ich wcale, podobnie w dwóch karfurach (znów GK i Czyżyny), a w Mothercare co prawda mieli, ale tylko pakowane po 12sztuk za jedyne 70zł. Ja wiem, że zwariowałam, ale chyba jednak nie do tego stopnia...
W końcu dopadłam kilka pieluszek w niewielkim osiedlowym sklepie dziecięcym w Hucie. Ich jakość pozostawia co prawda co nieco do życzenia (cieniutkie), ale na bezrybiu...
Swoja drogą, jak to się stało, że w takiej "metropolii" jak Kraków tak trudno dostać tak podstawową rzecz?

A teraz pora na przedstawicielkę starszego pokolenia mam. Zadzwoniła dziś do mnie moja własna - zapytać co z tym moim zakażeniem E. coli.
Powtórzyłam jej dokładnie słowa mojego lekarza, a ona na to, że to niemożliwe, po co narażać dziecko na sepsę i truć antybiotykami, najlepiej od razu zrobić cięcie, a w ogóle to powinnam zrobić sobie jeszcze jeden posiew i przeleczyć się recepturowymi gałkami zawierającymi jedyny spośród antybiotyków skutecznych na mojego bakcyla nieszkodliwy dla kobiet w ciąży. To nic, że ten antybiotyk nie jest dopuszczony do użytku dopochwowego, nie ma udowodnionej skuteczności działania miejscowego i jedynym skutkiem jego stosowania w ten sposób może okazać się wywołanie oporności bakterii... Kiedy moja mama nadal nie dawała się przekonać, powiedziałam, żeby kłóciła się z moim lekarzem, bo ja już na to nie mam siły. Jeśli chce, mogę nawet dać jej numer - i skończyłam rozmowę. Nie sądziłam jednak, że ona... to zrobi.
Zadzwoniła do niego. Koniec końców doktor dla świętego spokoju wypisał mi receptę na rzeczony antybiotyk w tabletkach, ale też zalecenie wykonania "prób wątrobowych" - jeśli wyjdą dobrze, mogę zacząć brać. Nie zadowoliło to mojej mamy - przecież miał być w gałkach - i na nic argumenty doświadczonego ginekologa i farmaceuty, który gałki robił... Ech...

9 komentarzy:

  1. Fajne i mocne tetrówki takie jak pamiętam jeszcze przy bracie używała moja mam, są na Kazimierzu w sklepie 'myszka'. Ja tam kupowałam i trzymają się do dziś, a część przeznaczyłam do okien, sprzątania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tetrówki kupiłam w Smyku w Bonarce za 21 zł - bardzo dobra jakość (5 sztuk w opakowaniu) - mieli tych pieluch na stanie bardzo dużo oraz dokupiłam kilka gorszych jakościowo w Pepco sztuka 3 zł.

    OdpowiedzUsuń
  3. 12 pieluch za 70 zł ?!? to możliwe tylko w Mothercare.
    Gorsza od matki pedagoga jest tylko matka lekarz :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi tetrówki mama kupowała w Krakowie, chyba gdzieś w okolicach rynku. Są całkiem niezłe. Najlepiej kupować w takim mniejszych niefirmowych sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na św Kingi jest hurtownia z dziecięcymi akcesoriami w dobrej cenie. Mają też sklep internetowy: http://www.free-trade.cracow.pl/ ale lepiej się osobiście pofatygować, bo na miejscu jest znacznie więcej do wyboru. Pieluchy po ok 3zł w dobrej jakości. Oraz po co Ci płyn do mycia naczyń? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Już kupiłam, ale zapamiętam na przyszłość. A płyn przydaje się w szpitalach, które wymagają własnych kubków i sztućców - poprzednim razem Adam mi dowoził;)

      Usuń
    2. Swoją drogą fajnie by było, gdybyś napisała posta o tym, co faktycznie warto brać do szpitala dla siebie i dziecka. Wiem, że w szpitalach mają różne standardy, ale jednak... Masz w końcu doświadczenie.

      Usuń
    3. Zamówienie przyjęte:)

      Usuń
  6. Nieźle masz z tą mamą :D ja też gromadziłam... i gromadzę :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...