piątek, 21 lutego 2014

Wyprawka i pierwsze tygodnie - jak nie zbankrutować

Do planowanego końca ciąży zostało mi niespełna dwa miesiące, a nadal nie mogę powiedzieć, że wszystko mam już dopięte na ostatni guzik. Do dokupienia mam jeszcze trochę drobiazgów i parę rzeczy moim zdaniem ważnych, jednak, robiąc wyprawkę po raz drugi, mam już pewne własne spostrzeżenia - choćby na temat: jak nie zbankrutować.

Nie byłabym chyba sobą, gdybym pominęła taki temat. Jestem nim żywotnie zainteresowana nie tylko dlatego, że nie śpię na pieniądzach, ale też dlatego, że nie lubię rozstawać się nawet z tymi, które mam. Większość wydatków mam więc skrupulatnie zaplanowaną, by dać sobie czas na przemyślenie każdego z nich. Oto moje wnioski.

Na czym WARTO oszczędzać
  1. na ubrankach. Moja oszczędność tutaj jest najbardziej widoczna - Dla Jędrusia kupiłam na allegro paczkę używanych ubranek w najmniejszych rozmiarach (56-62-68). Za duże pudło markowych ciuszków zapłaciłam w sumie niecałe 200zł. Trochę miałam też pożyczonych, ale nawet gdyby nie to, tymi, które kupiłam, spokojnie oblecielibyśmy pierwsze pół roku. Znalazł się tam nawet zestaw wystarczająco elegancki, by wystąpić w roli garniturka na Chrzcie - kolejne kilkadziesiąt złotych mniej:) Dla Juliana mam cały karton ubranek po starszym bracie. Dokupiłam tylko trochę w zamian za te, które się podniszczyły, na zasadzie sztuka za sztukę. Spora siatka ubranek w sh w sumie niecałe 50zł
  2. Na pościeli dla dziecka. Prześcieradełka, ochraniacze na szczeble, śpiworki etc. można samemu uszyć. A jeszcze taniej wyjdzie kupić używane:) No i w życiu nie kupiłabym np. kocyka za ponad 100zł tylko dlatego, że jest z sowami i minky
  3. Na wyprawce szpitalnej dla mamy i artykułach higienicznych. Tak - połóg też kosztuje. Ale znajdując tanią aptekę można w tym czasie oszczędzić całkiem sporo. A poza tym czy specjalna koszula do karmienia jest w czymkolwiek lepsza od zwykłej rozpinanej na guziczki albo takiej z gumką przy dekolcie? Nie ma sensu kupować od razu np. kapturków na piersi - kosztują od kilkunastu zł w górę, a może wcale ich nie użyjesz?
  4. Na wózku. Zadbany, po jednym dziecku, może kosztować 3 razy mniej niż ten sam model z fabryki. Ja dla Jędrusia upolowałam Tako Jumper X 2w1 za 450zł;p (do tego dostałam gratis od komisu fotelik) Spokojnie obleci jeszcze kolejne dziecko.
  5. Na zabawkach. Na początku i tak dziecko ich nie potrzebuje. Potem wystarczającą ilość plastiku zniosą Wam rozmaici goście. A dziecko tak samo ucieszy się, gdy dostanie do ręki woreczek albo kawał szeleszczącego papieru.
  6. Na gadżetach. Po co w małym mieszkaniu elektroniczna niania? Po co zdrowemu dziecku monitor oddechu? Termometr elektroniczny? Nie jest zbyt wiarygodny. Może to i nie ta wygoda, ale najbardziej sensowne wyniki uzyskuje się termometrem rtęciowym w pupie. Zamiast "specjalnej" lampki wystarczy zwykła biurkowa, zamiast dziecięcych ręczników - zwykłe, byle miękkie i nie sztuczne, zamiast pięknych szmatek do ulewania - tetrowa pielucha... przykłady można by mnożyć w nieskończoność
Na czym MOŻNA oszczędzić, ale w granicach rozsądku
  1. Na kosmetykach i środkach piorących. Polecam tańsze odpowiedniki - np. apteczną maść (z receptą 8,40 za 100g) w roli kremu na odparzenia, mąkę ziemniaczaną zamiast zasypki albo tańszą alternatywę dla Emolium czy Oilatum (np. Oillan ma bardzo zbliżony skąłd, a kosztuje połowę mniej, a jeśli się trochę poszpera, można znaleźć jeszcze tańszy "zamiennik" - sami u Andrzejka z powodzeniem stosujemy Ziajkę). Natomiast nie warto kupować najtańszych kosmetyków pełnych chemii tylko dlatego, że ktoś napisał na nich "dla dzieci". Tu szczerze odradzam np. markę Bambino...Odradzam też, bo z mojego aptecznego doświadczenia wiem, że niektórzy tak robią, używanie w pierwszych miesiącach kosmetyków "dorosłych". Sporo takich mam wracało potem i prosiło o maść na uczulenie albo coś na ropiejące oczko:/
  2. Na łóżeczku - nie musi być nowe, sama kupiłam używane, ale wcześniej wiedziałam, jakiego jest producenta i upewniłam się, że poprzedni użytkownik niczym go nie malował. Do pomocy w zakupach warto mieć kogoś, kto się zna - by ocenił, czy konstrukcja nie została naruszona i czy takie wyrko zwyczajnie się nie rozleci.
  3. Na materacu. A tu nawet taka sknera jak ja zachęca do kupna nówki. Nikt nie mówi o najnowszym supermateracu z milionem patentów, ale powinien być taki, który nie będzie "zapamiętywał" kształtu użytkownika. A że każdy materac trochę się jednak po pewnym czasie odkształca, szkoda narażać pociechę na ewentualne niewygody czy nawet problemy ortopedyczne w przyszłości. To trochę tak, jak noszenie używanych butów... Ergo: nie musi być lateksowy za pięć stów, może być np. kokosowy za 60zł - byle nieużywany.
  4. Na akcesoriach do karmienia. Sama nastawiałam się na używany laktator - części, które mają kontakt z mlekiem i ciałem można przecież wygotować. Dobry laktator elektryczny używany parę tygodni i mający jeszcze gwarancję można kupić prawie połowę taniej niż nowy. A jeśli chcesz sprawdzić, czy w ogóle będzie Ci potrzebny, możesz go najpierw wypożyczyć. Pojemniki/woreczki do mrożenia pokarmu też nie muszą być przecież Aventa czy Medeli - te polskich firm będą równie dobre.
  5. Na lekach. Oczywiście trzeba przestrzegać zaleceń lekarza, ale na samej tylko witaminie D można oszczędzić kilkanaście złotych miesięcznie, jeśli zamiast kupować kapsułkowaną poprosimy pediatrę o krople Devikap. Witamina K w płynie nie ma co prawda swojego refundowanego odpowiednika, ale starczy znaleźć tańszego producenta i tańszą aptekę. To samo z probiotykami, kroplami na kolkę, herbatkami na laktację etc. A jeśli mamy przepisany lek na receptę, warto spytać farmaceutę o tańszy zamiennik. 
A na czym NIE POWINNO SIĘ oszczędzać?
  1. Na bezpieczeństwie. Przy Andrzejku popełniłam błąd i korzystałam z fotelika nie dość, że używanego, to jeszcze z modelu bez testów zderzeniowych - tylko dlatego, że był tej samej firmy co wózek i miał adaptery do montażu na jego ramie, a do tego był gratisem do wspomnianego wózka dodanym przez komis. Nie róbcie tego. Nie testowany fotelik w czasie zderzenia jest właściwie nieobliczalny i może zachowywać się bardzo różnie. Poza tym nawet niewidoczne uszkodzenia fotelika powstałe w czasie wypadku mogą rzutować na jego skuteczność. A pewności w takim przypadku nigdy nie mamy. Dla Juliana kupiłam sprawdzony model, oczywiście nowy. Dokupię też bazę iso-fix. Oczywiście, jak to ja, i tu szukam okazji - fotel kupiłam na promocji pod koniec roku, a bazy szukam w okazyjnej cenie dopiero teraz, kiedy już mamy auto z zaczepami. 
  2. Na fachowej pomocy. Fajnie, jeśli masz lekarza na NFZ dostępnego w każdej chwili, a Twoja położna środowiskowa jest dyplomowanym doradcą laktacyjnym. Ja nie mam takiego szczęścia. Za wizytę doradczyni laktacyjnej zapłaciłam co prawda tyle, co za wizytę u lekarza z tytułem profesorskim, ale było warto, bo to ona tak naprawdę uratowała mi laktację, kiedy Andrzejek godzinami wisiał mi przy piersi, nie umiejąc efektywnie ssać.

Inne rady, szczególnie gdy nie masz skąd czegoś pożyczyć, a planujesz więcej niż jedno dziecko:

-Nie pozbywaj się tego, co nagromadziłaś dla pierwszego (no, może poza rzeczami, które się nie przydały - tu zawsze uda się coś niecoś odzyskać)
-Ubranka, pościel, wózek itp. dla pierwszego dziecka kup w uniwersalnych kolorach i wzorach. Nie będzie problemu, jeśli następne dziecko będzie innej płci.
-Jeśli ktoś pyta, co Wam sprezentować, nie kryguj się, tylko powiedz mu, czego (z rzeczy, które chciałabyś kupić) jeszcze nie masz, niech sobie wybierze. Ja tak dostałam m.in. pierwszy laktator, podgrzewacz, chustę, łóżeczko turystyczne (to nic, że używane, ale przynajmniej sprawdzone) i bujaczek i wejściówkę na warsztaty wiązania chusty;p
-włącz fantazję:) Nie musisz kupować sterylizatora, starczy, że zagotujesz wodę w czajniku elektrycznym, zalejesz smoczek albo części do laktatora w garnku, przykryjesz i wygotujesz na kuchence.
-szukaj promocji np. z okazji świąt, dnia dziecka, posezonowych wyprzedaży, obniżek cen modeli z zeszłego roku (wózki, foteliki) etc.

Temat pozostaje otwarty - wszelkie sugestie i pomysły mile widziane:)

9 komentarzy:

  1. Ja się podpisuje pod tym wszystkimi kończynami,
    zamiast karuzeli nad łózeczko mobile montessori- o wiele taniej wchodzi a dziecko jest zainteresowane a nie tam takie kurzydełko za 100zł które się tylko dynda i nawet dziecka nie zainteresuje na chwilę.
    A z doradcą laktacyjnym to jest tak wydasz 100zł na wizytę, ale ile wydasz na mleko jeśłi tej wizyty nie będzie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to. Nie wiedziałam, że istnieje montessoriański odpowiednik karuzeli. U nas takową kupił mąż - też używkę, darowałam mu, bo nie kosztowała dużo. Jędruś ją lubił - z początku służyła cała karuzela, teraz tylko pozytywka - ramię z zabawkami wymontowałam i czeka na młodszego brata. A najciekawsza była motywacja mojego ślubnego - otóż karuzela została kupiona, bo jej tarcza jest w kształcie trystyki;p

    OdpowiedzUsuń
  3. głos rozsądku w blogowej sferze! jesteśmy bombardowane taką ilością informacji o specyfikach i gadżetach, które są ponoć niezbędne, że łatwo jest ogłupieć. mądry post!

    OdpowiedzUsuń
  4. W zasadzie podpisuję się pod wszystkim, tak mi się wydaje, że nasza wyprawka była też bardzo oszczędna, ciuszki pożyczone, zabawki dostane, co do koszul i specjalnych ubrań do karmienia zgadzam się, ale na staniki nie żałowałam i kupowałam alles mama, są piękne i trwałe. Kocyk minky z sówkami tak mnie urzekł, że nie pożałowałam i bardzo go lubimy, Ania używa go zamiast kołdry :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej firmy nawet nie znam. A mają rozmiary 65G/H?

      Usuń
  5. Szczerze polecam. Kupowałam na all biorąc wymiar z ich tabelki, zawsze trafiony i nie musiałam odsyłać :-) Na żywo w Głogowie nie ma gdzie kupić... Przykładowa aukcja, musiałabyś poszperać we wzorach i cenach, ale taki rozmiar widzę. http://allegro.pl/biustonosz-do-karmienia-mama-caffe-latte-alles-65g-i3954961757.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a miałam m.in ten, mój ulubiony, http://allegro.pl/biustonosz-do-karmienia-mama-naomi-u-65-alles-65h-i3970626131.html, model śliczny, miseczki z czasem miękną, ale od początku nie są jakoś bardzo sztywne, choć bardziej niż miękkich bawełnianych. fiszbiny po czasie wyjęłam, ale są dość elastyczne, jak to w biustonoszach do karmienia.

      Usuń
    2. Dzięki:) Już myślałąm, że z dostępnych cenowo pozostaje mi tylko esotiq:) Zamierzam karmić długo, więc cena jest jeszcze do wytrzymania:p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...