piątek, 14 lutego 2014

Matka-Polka-Idiotka?

Pojechałam dziś rano do przychodni z gorączką i bolącym gardłem. Spodziewałam się długiego oczekiwania na przyjęcie, a zapomniałam książki, więc kupiłam sobie w kiosku gazetkę "parentingową".
Po południu w domu, kiedy, chcąc odreagować złość na skaczące po chorej matce dziecię, włączyłam sobie na komputerze do obiadu archiwalny odcinek "Kuchennych Rewolucji". Tradycyjnie naszpikowany reklamami. Jedną z nich odnalazłam nawet na yt i zamieszczam poniżej.
Przykro mi to stwierdzić, ale w obu tych przypadkach nasunął mi się podobny wniosek - szeroko pojęta branża dziecięca traktuje młode matki jak idiotki, które, jeśli się do nich odpowiednio podejdzie, kupią absolutnie wszystko i na dodatek będą wdzięczne za taką możliwość.

Wszystkie mamy chcą dla dzieci jak najlepiej - wiadomo. Skoczyłybyśmy w ogień, żeby ochronić nasze dzieci przed niebezpieczeństwami i zapewnić im optymalne warunki rozwoju. Dzięki temu stajemy się łatwym celem dla szeroko pojętej branży dziecięcej. No bo czymże wobec skoku w ogień jest kupienie dziecku wszystkomającego krzesełka do karmienia, grającego nocnika, garnuszka na klocuszek, sztucznego mleka... Nie musisz poświęcać zdrowia i życia, wystarczy, że wydasz parę (-dziesiąt lub -set) złotych polskich, a dasz swojemu dziecku radość i sprawisz, że będzie szczęśliwe.

Ja mam swego rodzaju szczęście. Jestem typem mamuśki, którego producenci nienawidzą i na który zgrzytają zębami, odsądzając je od czci i wiary, bo odmawiają swoim dzieciom ich - jakże wspaniałych - produktów, bez których żadne dziecko nie będzie zdrowe i szczęśliwe.

Po pierwsze - chyba urodziłam się z wężem w kieszeni. Od smarkacza oglądałam po kilka razy każdy banknot z Kopernikiem zanim go wydałam. Nieraz brakło mi przerwy na zastanawianiu się, CZY NAPRAWDĘ MUSZĘ mieć tę oranżadę i CZY NA PEWNO NIE OBEJDĘ SIĘ  bez niej. A potem cieszyłam się, że zaoszczędziłam trzy i pół tysiąca;p Zostało mi tak do dziś i dzięki temu baaardzo krytycznie podchodzę do reklam. A jeśli któraś sprawia, że myślę sobie np.:"Oho, to by nam się przydało" albo: "może to Jędrula chciałby jeść", to automatycznie włącza mi się czerwona lampka. Każdą rzecz muszę wyoglądać ze wszystkich stron, przeczytać skład, zobaczyć u kogoś, usłyszeć opinię, najlepiej też wypróbować, a nawet jeśli nijak nie mogę znaleźć nawet najmniejszego zarzutu, na końcu i tak szukam okazji w necie albo sklepu, w którym ulubiona kaszka kosztuje 50gr mniej;p

Po drugie - jestem uparta jak osioł. Bardzo trudno mnie przekonać, żebym zmieniła swoje poglądy. W zasadzie zmieniam je tylko wtedy, gdy się na nich sparzę, ale i to nie zawsze. Stąd na przykład nijak nie dam się przekonać, telewizja w obecnym kształcie jest dobra dla dziecka. Pewnie, że są programy wartościowe (pojedyncze), ale za Chiny nie zostawię młodego sam na sam z ekranem, żeby mieć chwilę spokoju. Podobnie twardo obstaję przy tym, że mleko modyfikowane nie jest alternatywą dla matki, która MOŻE karmić piersią. Nie mówimy tu o przypadkach zaniku pokarmu, brania szkodliwych leków czy wad anatomicznych u mamy lub/i dziecka. Skoro tak niewielkim kosztem mogę dać dziecku pokarm najlepszy z możliwych, to nikt nie wmówi mi, że sztuczny proszek dorasta mu do przysłowiowych pięt.

To ja i moje podejście - ale wiem, że nie wszystkie młode i niedoświadczone mamy są uodpornione na manipulacje. Ktoś, kto nie zgłębił tematu z takiej oto reklamy może wywnioskować, że przedstawiony proszek jest nie tylko równie dobry jak mamine mleko, ale nawet lepszy:



Przyszłe i świeżo upieczone mamy łatwo łykają też rozmaite "ciekawostki" na temat rozwoju dzieci. W najnowszym numerze "Mam dziecko", który dzisiaj wpadł mi w łapki, znalazłam kolorowy, pięknie ilustrowany artykuł o różnicach w rozwoju dziewczynek i chłopców od urodzenia do ukończenia dwóch lat. Streszczając go w paru zdaniach, można by napisać, że jako noworodki dziewczynki to małe aniołki, które pięknie się uśmiechają i bardziej przywiązują, a chłopcy w zasadzie nic tylko wrzeszczą i mają za złe. Potem panny, kończąc pół roku, pięknie rozwijają dużą i małą motorykę, wyprzedzając swoich kolegów w tymże rozwoju średnio o miesiąc, a także coraz bardziej odsadzają ich w rozwoju emocjonalnym i intelektualnym. Chłopcy tymczasem mają "jedynie" lepszą orientację w przestrzeni i są mniej strachliwi, dzięki czemu bardziej broją. Dalej dziewczynki szybciej zaczynają chodzić, mówić i szybciej przyswajają nowe słowa. Są też grzeczniejsze i milsze dla otoczenia, podczas gdy ich koledzy to małe diablęta, które są ciągle w ruchu, a całej swej inteligencji używają jedynie do rywalizacji i wymyślania kolejnych psot. O mówieniu, mamo synka, zapomnij, bo pewnie nie zacznie łączyć wyrazów zanim skończy trzy lata, a jeśli chcesz choć trochę poprawić sytuację, musisz traktować go jak niepełnosprawnego intelektualnie.



Wiadomo - trochę przejaskrawiłam, ale niech taki artykulik wpadnie w ręce bezkrytycznej przyszłej mamusi, która marzyła o strojeniu swojej księżniczki w różowe falbanki, a nagle dowiaduje się, będzie miała synka...
W tymże samym czasopiśmie jest też quiz. Wywnioskowałam zeń, że moje dziecko jest nieszczęśliwe, bo nie dostaje trzy razy w tygodniu jajka, ryby (okazjonalnie, kiedy udaje mi się kupić na targu świeżą polską rybkę) oraz wcale nie dostaje orzechów i czekolady. A że istnieje coś takiego jak alergie... cóż, ten fakt dla autora pytań pozostaje chyba wiedzą tajemną, no ale jakaś niedoświadczona mama być może wywnioskuje, że źle robi i zamiast zapytać lekarza, postanowi zaryzykować, "bo w gazecie napisali"...

Czasem mam wrażenie, że bez telewizora i tych rozmaitych poradników jestem zdrowsza psychicznie;p

14 komentarzy:

  1. to fakt bez telewizora człowiek mniej głupieje i więcej ma czasu dla siebie :)
    Taki wąż to przydatny w życiu jest

    OdpowiedzUsuń
  2. Kto to puścił do druku? Masz rację takie bzdury pisać to masakra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto to pisze...
      Chętnie załapałabym się na taki stołek;p

      Usuń
  3. Oj naczytalam sie ja tych gazet oj tak a jak przyszlo co do czego to polegalam na swojej intuicji. Mysle /mam nadzieje ze wiekszosc mam weryfikuje to co czyta z innymi zrodlami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się dałam kilkakrotnie zrobić w balona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale teraz jestem mądrzejsza :D

      Usuń
    2. Też miałam/mam parę bubli. Mogę się jedynie pocieszyć tym, że 100% tego, co mi się nie przydało od kogoś dostałam

      Usuń
  5. Kto takie bzdury drukuje? Jaka strasznie dziwna gazeta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, kogo trzeba znać, żeby się w takim tytule zatrudnić;p
      Bo mam wrażenie, że to całkiem łatwy chleb...

      Usuń
  6. To niesamowite, że w dobie gender ktoś to dopuścił do druku ;-) Nabijam się oczywiście, gazetki takowe omijam łukiem szerokim, drażnią mnie. Reklam nie oglądam, jestem sceptyczna do różnych nowinek i zaleceń, co "należy". Także dołączam do Twojego klubu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Mnie czasem teściowa przynosi tego typu prasę, zwłaszcza gdy na okładce pada słowa: "ALERGIA";p Czasem coś przeczytam, pooglądam zdjęcia, a potem przeważnie daję Jędrusiowi na origami;p

      Usuń
  7. widzę, że masz podejście do pieniędzy podobne do mojego męża. i niestety mi ciężko z tym czasem żyć ;) ale ten fragment z gazety o którym pisałaś - no uśmiałam się :)) choć przyznam, ze będąc w ciąży kilka takich gazet przeczytałam. na szczęście po porodzie nie traktowałam ich jako "poważne" źródło informacji. w ogóle się zastanawiam, jak takie teksty dopuszczają do druku??

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...