poniedziałek, 10 lutego 2014

Pierwsze wrażenia ze szkoły rodzenia

Wzbudziłam małą sensację. No bo jak to, matka dziecku w szkole rodzenia? Nie obyło się bez pytań typu "po co?", "dlaczego?", "co panią skłoniło?", "chciało ci się?"

Chciało. I nie zniechęcił mnie nawet fakt, że na dzisiejsze zajęcia pobiegłam bezpośrednio po czterogodzinnej podróży z Krosna, nie zdążywszy nawet wejść do domu, by trochę odsapnąć i rozprostować gnaty. Do ponownego udziału w zajęciach skłoniła mnie natomiast głównie chęć... poćwiczenia, dlatego ostatecznie wybrałam szkołę, która dwa razy w tygodniu prowadzi dwugodzinne zajęcia złożone po połowie z ćwiczeń i wykładów.
Kolejna zaleta? Lokalizacja. Na sąsiednim osiedlu. Co prawda wcześniej byłam zapisana do innej, w dodatku bezpłatnej, ale przeraził mnie dojazd przez cały Kraków. Tu płacę 250zł za osiem spotkań, ale w tym mam - oprócz standardowego omówienia porodu, połogu i opieki nad niemowlęciem, wykłady z fizjoterapeutą, psychologiem, ginekologiem, anestezjologiem, pediatrą i zajęcia na temat pierwszej pomocy prowadzone przez ratownika medycznego.
Dziś była pani ginekolog, a treścią jej wykładu był przebieg porodu siłami natury - fizjologia i omówienie, w jakich sytuacjach powinno się podjąć bardziej inwazyjne działania - oraz dlaczego w trudnych przypadkach warto zgodzić się np. na nacięcie krocza czy cesarskie cięcie.
W ten wykład idealnie wpisały się wspomnienia z mojego porodu, w czasie którego pozwalano działać naturze tak długo, jak to było bezpieczne, a kiedy pojawiły się komplikacje, najpierw próbowano jej trochę pomóc, a w ostateczności w obliczu zagrożenia, natychmiast zorganizowano cięcie. Do dokładniejszego spisania wspomnień z porodu Andrzejka cały czas się zresztą zbieram, ale myślę, że zrobię to jako porównanie dwóch porodów już po przyjściu na świat Juliana.

A jak wrażenia z dzisiejszego spotkania?
Podobało mi się. Położna, która zrobiła wstęp, była konkretna, nie słodziła, nie mówiła, że ma być cudownie i mistycznie, nie zachęcała panów siłą do porodów rodzinnych, wręcz stanęła w obronie tych, którzy się wahają.
Lekarka miła, sympatyczna, z darem wymowy - plastycznie i zrozumiale tłumaczyła skomplikowane zagadnienia. Zapytała, czego się boimy. Wyjaśniała wątpliwości. Prosto odpowiadała na pytania - na przykład na moje: czy urodziwszy dziecko przez cesarskie cięcie mam, szykując się do porodu, uważać się za pierworódkę i wybierać się do szpitala dopiero z regularnymi skurczami co 10min. czy też jak wieloródkę i jechać już po pierwszych skurczach. Otóż, w jej ocenie, jestem już wieloródką, czy to nie brzmi dumnie?;p

Wszystkie zdjęcia przedstawiają salę, w której już od środy, wraz z trzema innymi parami, będziemy mieć ćwiczenia. Źródło: gemelli.pl. To nie jest wpis sponsorowany.



10 komentarzy:

  1. Ja trochę żałuję, że nie zapisałam się do SR... Miałam za to indywidualne spotkania z położną środowiskową...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też fajna rzecz, ale ja nawet nie wiem, jaka jest moją położna środowiskowa;p Zmieniłam przychodnię po tym, jak poprzednia nie pokazała się wcale po urodzeniu
      Andrzejka, a w nowej miejsca były tylko u jednej, z którą jeszcze nie zdążyłam mieć do czynienia - wolałam więc szkołę z dobrą opinią.

      Usuń
  2. Nigdy nie brałam udziału w takich zajęciach, ale faktycznie są ciekawe z tego co opisujesz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, spotkanie z ginekologiem było ciekawe. Jutro zajęcia z pierwszej pomocy i pierwsze ćwiczenia, zobaczymy, jak będą prowadzone.

      Usuń
  3. oj jak ja bardzo chciałam chodzić do szkoły rodzenia miałam nadzieję że tam rozdają instrukcję obsługi noworodka :) niestety w tym czasie kiedy były zajęcia ja 4 tyg leżałam w szpitalu :/ a potem było już za późno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że instrukcja obsługi noworodka na pierwszej szkole rodzenia faktycznie została nam podana, ale niespecjalnie mi się przydała. Bardziej pomogły mi położne na oddziale.
      Szkoła rodzenia była dla mnie jednak bezcenna, by właściwie nastawić się do porodu - że ból jest po coś, po to, żeby pomóc dziecku:)

      Usuń
  4. w jakim foteliku wozicie Andrzejka?? Nasz okruszek już jest za duży na nosidełko musimy coś kupić i się zdecydować nie mogę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recaro Young-Sport(9-36kg), ale zainaugurowaliśmy, kiedy Jędrula miał 9 miesięcy i samodzielnie siedział. Jesteśmy zadowoleni, ale teraz kupiłabym raczej fotelik montowany tyłem do kierunku jazdy, podobno są takie nawet do 25kg. Wrócę do tematu, kiedy mój drugi synek wyrośnie z łupinki.

      Usuń
    2. A zanim wrocisz do tematu to wtrace, ze jak najbardziej tyłem, jak dlugo sie da. Tu bym polecala np fotelik 0-18 przy isofiksie albo 0-25kg, jesli na pasy. Jest wiekszy, wiec duze niemowle ma miejsce, jednoczesnie ma opcje kolyski, co dla niesiedzacych dzieci jest wazne. I wtret zimowy: zapinamy w pasy bez kurtki. Przez puchowe ubrania pasy ni spełniaja swojej funkcji, wielu rodzicow o tym nie wie i dzieci im sie zima nie mieszcza w foteliku z powodu grubych kombinezonów...

      Usuń
  5. Podziwiam Cię za motywację i za basen. Szkoła rodzenia to fajna rzecz, jesli jest dobrze poprowadzona. Przygotowanie do porodu w ogole powinno byc na wyzszym poziomie, bezplatne i szeroko dostepne...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...