środa, 12 lutego 2014

Pierwsza pomoc i pierwsze ćwiczenia w szkole rodzenia

Źródło
Jędrusia walki z piątkami odsłona już sama nie wiem która. Młody nie nadąża smarkać wodnistym katarem, a temperatura 37 z kreskami to za mało, żeby zbijać lekami, ale w sam raz, by Andrzejek zrobił się kapryśny do granic niemożliwości.
Na dodatek mąż musiał iść do pracy i spóźniał się z powrotem, przez co do końca nie wiedziałam, czy zdołam dziś załapać się na zajęcia szkoły rodzenia. I kiedy już dziesięć minut przed zajęciami myślałam, że będę musiała odpuścić część ćwiczeniową, poratowała mnie teściowa, a wychodząc, na klatce minęłam się z mężem:) Miał co prawda - w razie dotarcia innej opieki do Jędrusia - w ćwiczeniach uczestniczyć razem ze mną, ale nie chciałam ciągnąć go zmęczonego, zdrożonego, głodnego i w garniturze.
Poszłam znów sama - i w sumie fajnie, bo rehabilitantka wszystkie ćwiczenia demonstrowała na mnie, dzięki czemu byłam dokładniej kontrolowana pod kątem prawidłowości wykonania ćwiczeń:)

Same ćwiczenia skupiały się dzisiaj wokół prawidłowego oddychania przeponowego, udrażniania kanalików mlecznych i ułatwiania wypływu mleka (najprostsze to złożenie rąk jak do pacierza i naciskanie na siebie dłońmi), zapobiegania nietrzymaniu moczu poprzez wzmocnienie mięśni dna miednicy (wiedzieliście, że mięśnie te automatycznie kurczą się, kiedy mocno zaciskamy szczęki?)n oraz aktywnego spędzania pierwszej fazy porodu. Tu nasza prowadząca poleciła nam dziś:
  • stanie pod prysznicem i polewanie ciepłą wodą spojenia łonowego i krzyża
  • chodzenie "jak bocian" z podnoszeniem kolan
  • masaż przepony odpowiednią dawką śmiechu i głośnym śpiewem:)
  • taniec - najlepiej latynoamerykański, krok rumby albo cza-czy (wymuszają pracę miednicy) w niezbyt szybkim tempie, bez kręcenia całym tułowiem.
Fajnie wiedzieć, bo ja często właśnie tak tańczyłam sobie z mopem albo przy zlewie w trakcie zmywania. A śpiewać uwielbiam, tylko inni pewnie mniej, bo głos mam donośny i czasem przesadzam z natężeniem;p

Potem były zajęcia z pierwszej pomocy. Skupiły się głównie na zachłyśnięciach (cykle po pięć uderzeń między łopatkami dziecka leżącego na naszym przedramieniu lub kolanie na brzuszku z głową skierowaną lekko w dó - 5 uciśnięć klatki piersiowej wykonanych tak samo jak podczas resuscytacji) i resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Postępowanie w obu przypadkach mogliśmy przećwiczyć na fantomie wielkości mniej więcej trzymiesięcznego dziecka.
Miałam takie zajęcia na studiach, ale to było dawno - okazało się, że od tego czasu standardy zdążyły się parę razy zmienić. Teraz ponoć (w przypadku małych dzieci) nie uczy się badania tętna, tylko od razu po udrożnieniu dróg oddechowych i stwierdzeniu braku samodzielnego oddechu zaleca wykonanie 5 oddechów ratowniczych i masażu serca w systemie 30 uciśnięć-dwa oddechy (jeden ratownik. Wezwanie pomocy dopiero po sześciu takich mini-cyklach ) lub 15 uciśnięć - 2 oddechy (dwóch ratowników. Jeden zaczyna resuscytować, drugi od razu wzywa pomoc, a potem dołącza do resuscytacji). U niemowlaków i małych dzieci masaż serca wykonuje się dwoma palcami tuż poniżej linii sutków, a oddechy wykonuje się w naturalnym tempie (tak, by zaobserwować uniesienie klatki piersiowej) obejmując swoimi ustami usta i nos dziecka.

Teraz mam jeden zgryz - jak przekazać to mojemu opornemu na wiedzę praktyczną mężowi - on takie zajęcia miał ostatnio w liceum na PO i pewnie nic już z tego nie pamięta. Tym bardziej, że nie pamięta nawet, ile i jakiego leku podaje się Jędrusiowi kiedy ma gorączkę - ile by mu razy tego nie spisać, o ile akurat nie ma mnie pod ręką, zawsze w takiej sytuacji dzwoni do mnie albo do swojej mamy;p


8 komentarzy:

  1. Ja miałam kurs pierwszej pomocy na kursie na PJ, przydałoby się odświeżyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zdziwiłam, ile rzeczy pamiętam. Niestety, gros z tego okazało się przestarzałe:(

      Usuń
  2. Mój mąż ma szkolenie pierwszej pomocy co rok w pracy. Takie kursy powinny być organizowane w każdej pracy moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że tak powinno być. Ja niby mam zawód z kręgu szeroko pojętej służby zdrowia, a ostatnie szkolenie miałam właśnie na studiach:/

      A Twój mąż jest anestezjologiem albo ratownikiem? Bo nie wiem, kto jeszcze, ale oni obowiązkowo muszą co roku w takich uczestniczyć

      Usuń
  3. Ja zajęcia w szkole rodzenia wspominam bardzo dobrze - moj TŻ nie pamięta z nich prawie nic. Nauczył się tam za to kąpać malucha i robi to od pierwszych dni do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tatusiowie w kąpaniu są najlepsi - u nas też jest to męska rzecz:)
      U nas już niedługo kąpanie będzie odbywać się taśmowo, więc mój mąż jeszcze bardziej się wprawi;p

      Usuń
  4. Dobrze ze o tym piszesz. My przed urodzeniem malego obejrzelismy mase filmikow o pierwszej pomocy i szczescie w nieszczesciu ze sie nam przydaly jak maly zachlysnal sie lekiem przeciwbolowym to byla walka o kazda sekunde na szczescie udalo sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzejek na początku nie umiał dobrze ssać i przez pierwsze kilka dni nie było dnia, żeby nie zadławił się mlekiem. W poprzedniej szkole rodzenia nie miałam takich zajęć, położne w szpitalu nauczyły mnie, jak postępować. Mimo to cieszę się, że mogłam taką wiedzę przypomnieć sobie "na sucho" i poćwiczyć na czymś innym niż własne dziecko:/ Warto - polecam obecnym i przyszłym mamom.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...