niedziela, 2 lutego 2014

Nadopiekuńcza

Usłyszałam dzisiaj od teściowej, że jestem nadopiekuńczą matką.
Od własnej mamy również usłyszałam to wielokrotnie. Co ciekawe - od taty nigdy, choć to jego ochrzaniłam, że poczęstował moje niespełna półtoraroczne wówczas dziecko kawą, chipsami z chilli i bigosem - on tylko pokornie się tłumaczył, że to tak na spróbowanie;p

Okoliczności zwykle są podobne - np.
Jędruś nie chce jeść, a ja odstawiam talerz, a za kwadrans odgrzewam i proponuję mu znowu, a jeśli nie chce, próbuję podać mu, zabawiając go jakoś. I tak do skutku. Albo - o zgrozo - przed posiłkiem pytam go, co by zjadł, dając dwie możliwości do wyboru.
Albo pozwalam lepić się do siebie, kiedy przychodzi ktoś obcy, biorę go ze sobą do łazienki etc.
Albo niewystarczająco konsekwentnie naciskam, by to, co potrafi, robił sam, zamiast wyręczać się rodzicami. I ja się z nimi zgadzam, bo mają rację. Nie powinnam, ale tak sobie złośliwie pomyślałam, że przykład chyba idzie z góry...
Z ostatnich dni:
  • Mama męża wybrała nam pediatrę, którego ostatnio musieliśmy wezwać do domu.
  • Moja mama i mama męża ustaliły między sobą, że powinniśmy mieć więcej półek w kuchni, po czym półki te kupiły i postanowiły wysłać mojego tatę 180km w jedną stronę, żeby nam je zamocował. Już, natychmiast. Ostatecznie udało nam się przekonać obie mamy, że sobie radzimy i wystarczy, że tata przyjedzie wtedy, kiedy i tak będzie przywoził mojego brata po feriach.
  • Moja mama wymyśliła, że najlepiej, żebyśmy nie przyjeżdżali do nich własnym autem, bo przecież zima i gołoledź... tata po nas przyjedzie. To nic, że musiałby brać urlop... Mąż wczoraj skontaktował się z moim tatą i obaj uzgodnili, że przyjedziemy sami, ale dziś i tak moja mama usiłowała namówić MOJĄ TEŚCIOWĄ, żeby nas PRZEKONAŁA, że tata POWINIEN po nas przyjechać.
  • Obie mamy do dziś pilnują, czy ja i mąż wystarczająco ciepło się ubieramy. I obie zgodnie krytykują mnie za to, że za lekko ubieram Andrzejka - no przecież zapalenie płuc złapie;p
  • Obie też usiłują wzbudzić we mnie poczucie winy, że jestem w ciąży, a nie dość, że jem za mało owoców i warzyw, to jeszcze pozwalam sobie na ser pleśniowy. I jak to mój lekarz na to pozwala? Nie zna się i już! Choć muszę przyznać, że mama męża już trochę odpuściła;p
Ciekawe, czy ja też taka będę;p


22 komentarze:

  1. Oj! To ja już obiecuję, że nie będę narzekać na moją rodzinkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja rodzinka nie jest zła - kiedy naprawdę potrzebuję, zawsze mogę na nich liczyć. A że czasem aż za bardzo, że nieadekwatnie do zapotrzebowania - i że wychodzi to groteskowo - to już inna para kaloszy...

      Usuń
  2. oj tak ja jestem taką nadopiekuńczą mamą... Mateuszek ma skończone 6 miesięcy a ja jeszcze go na dłużej niż 3 godz nie zostawiam i czasem choć ręce mi mdleją nikomu nie dam go ponosić robię dla niego wszystko i wszystko mu daję 10 razy pytam o wszystko lekarza a jak nie wzbudza mojego zaufania to idę do kolejnego i kolejnego aż w końcu mąż przemawia mi do rozsądku. A żeby mały płakał bo czegoś nie chce albo coś bardzo chce o nie .... mama nie pozwoli mama da jak Mateuszek chce to co że to pilot od telewizora że już zepsuł kalkulator i pilot podzieli jego dolę ... mama da niech tylko Mateuszek się uśmiecha :) Mateuszek nie chce teraz jeść mama przygotuje nowe mleko za chwilę znowu nie chce... przygotuje mama kolejne.. każda mama która ma syna jest nadopiekuńcza:) w końcu skądś się biorą te okropne teściowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie aż tak, ale coś w tym jest.
      Nie chciałabym jednak kiedyś być okropną teściową, sama mam w sumie fajną, więc byłoby to nie do końca w porządku z mojej strony;p

      Usuń
    2. Mój Boże, M.M... Nie każda mama, która ma syna, jest nadopiekuńcza. Gdyby ktoś mi nawet próbował tak zasugerować, dostałby strzał w gębę :D

      Usuń
    3. Ja nie uważam się za nadopiekuńczą mamę ;))
      Co do teściowej to ogólnie jest w porządku, stara się nie wtrącać itd. Czasami tylko moja mama ma takie zapędy, ale też widzę, że się stara tego nie robić, choć czasami wtrąci swoje trzy grosze. ;)

      Usuń
  3. zauważyłam Twój komenatarz u TakiejTyci :)
    Jestem z okolic Krosna, teraz mieszkam w Krakowie. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chciałabym żeby to źle zabrzmiało, ale współczuję Ci, i podziwiam bo ja bym już dawno skoczyła z buzią. :):) Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja szanuję i lubię obie mamy (a swoją nawet kocham). Na szczęście to ich wtrącanie się ogranicza się tylko do spraw, powiedzmy, materialnych i praktycznej strony życia. Ja skoczyłabym z buzią, gdyby ktoś wtrącał się do mojego małżeństwa, a tak na szczęście nie jest.

      Usuń
  5. To faktycznie masz z tymi mamami, u mnie w sumie jest podobnie , ale na szczescie tylko ze strony mojej mamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy chyba tak mają. Mam nadzieję, że uda mi się choć częściowo wyłamać z rodzinnej tradycji:)

      Usuń
  6. O nie, tylko nie takie krytykowanie i rządzenie życiem swoich dzieci. Wiem, że rodzice chcą jak najlepiej ale przecież my mamy już swoje rodziny i chyba też potrafimy o nie zadbać. Nie chciałabym właśnie z takiego powodu wtrącania się i rządzenia mieszkać blisko rodziców...

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z niewielu wad naszych mam. Na szczęście jednak nie wtrącają nam się do małżeńskich sprzeczek i nie buntują nas przeciwko sobie. Chyba tylko trochę za bardzo boją się, że bez nich zginiemy;p Wiem, że mają więcej życiowego doświadczenia i chcą pomóc, ale czasem wolałabym się sama na czymś sparzyć, by nabrać własnego

      Usuń
  7. A ja się uśmiałam ;) I podziwiam, że jeszcze wytrzymujesz to wtrącanie się ;)

    W mniemaniu mojej mamy to ja jestem wyrodna - nie daję czapeczki(nie mylić z kapeluszem;) ) jak 40st w słońcu, dawałam jeść całe kawałki jedzenia, nie odpieluchowałam małej jak miała 3m i nie wyręczam małej w podstawowych czynnościach itp, itd ;) Powiedziałam mamuśce, że ona już miała czas na wychowanie niech teraz się zajmie rozpieszczaniem wnuczki ;) Na szczęście mamę mam bardzo wyrozumiałą i kochaną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię swoją teściową i uwielbiam swoją mamę - obie to super babki, ale jakaś rysa na ideale być musi, a one mają właśnie taką;p

      Usuń
  8. W sumie nadopiekuńczość chyba lepsza niż obojętność, ale najlepiej znaleźć złoty środek, jednak to nie jest takie łatwe... U mnie wręcz przeciwnie moja mama sugeruję, że źle robię iż nie pilnuję Anetki na każdym kroku, ale ja uważam, że dobrze jest tak jak jest, wtedy kiedy mam jej pilnować to jej pilnuję, a na pewno przed każdym guzem jej nie uchronię, czasami musi radzić sobie sama...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Ja muszę mieć oczy dookoła głowy. Jeśli przez chwile stracę małego z oczu, gotów zrobić sobie krzywdę albo porządnie nabroić. O ochronie przed każdym guzem właściwie nie ma co mówić - Andrzejek chodzi już od ponad roku i sporo okazji zdążył wykorzystać;p

      Usuń
  9. Ha ha, moja teściowa dzwoni do mnie co jakiś czas z nowym newsem na temat jakiegoś produktu spożywczego, którego nie mogę jeść. Do śmiesznej sytuacji doszło, kiedy się lekko przeziębiłam i w związku z tym robiłam sobie herbatki z imbirem - teściowa bardzo mnie pochwaliła za pomysłowość i cały dzień zaparzała mi imbir. Następnego dnia wieczorem, kiedy byłam już w domu zadzwoniła w panice, że przeczytała o jakimś przypadku poronienia po imbirze i żebym jednak go wyrzuciła... Podobnie było swego czasu z malinami, sokiem bzinowym, serkiem turek i (uwaga) ananasem. No cóż, ja zdaję się na własny rozsądek i zdanie lekarza, który równo obśmiał wszystkie tego typu przesądy. Nie należy tylko przesadzać z objadaniem się czegoś w dużych ilościach - zaszkodzi każdemu, nie tylko kobiecie w ciąży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd my to znamy... I na nic tłumaczenie, że zawodowo znam się na zielsku, że mam lekarza, któremu mogę ufać, że to nie pierwsza moja ciąża, a poprzednia skończyła się urodzeniem zdrowego dziecka... I alergia dziecka jest dlatego, że jadłam za dużo nabiału i już;p

      Usuń
  10. Jawi mi się, że wpis czytałam, ale nigdzie nie ma mojego komentarza... nie napisałam?!
    Wczoraj był szalony dzień :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mam nadzieję, że dzień był udany:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...