czwartek, 20 lutego 2014

Kim zostanie moje dziecko

Źródło: marudek.pl
Chyba każda z nas, zapytana o to, kim chciałaby, by w przyszłości było jej dziecko, odpowiedziałaby, że szczęśliwym człowiekiem. Przynajmniej ja - tak. Ale podobnie jak już na ciążowych zdjęciach USG niektórzy dopatrują się podobieństwa do rozmaitych członków rodziny, tak od małego dopatrują się predyspozycji ku różnym zawodom. U nas nie było inaczej. Już podczas przyjęcia na porodówkę położna wieszczyła Andrzejkowi przyszłość karateki, gdy jednym celnym kopnięciem wytrącił lekarzowi z ręki sondę do USG.

Ja sama z początku żartowałam z kolei, że Jędruś niechybnie zostanie śpiewakiem operowym. Bo parę w płucach to on ma. Płakał najdonośniej ze wszystkich dzieci na oddziale, kiedy płakał, położne przylatywały jeszcze zanim zdążyłam nacisnąć dzwonek, a po powrocie do domu sąsiadka z parteru (my mieszkaliśmy wtedy na czwartym piętrze) stwierdziła, że kiedy u nas włącza się syrena, to ona nie musi zegarka nastawiać, bo wie, że jest punkt 16.00 - faktycznie o tej porze małemu zaczynał się atak kolki.

Jakieś trzy miesiące później mąż śmiał się, że Andrzejek chyba zostanie szewcem. Mały właśnie zaczynał pełzać, a najłatwiej było zachęcić go do wysiłku, stając w zasięgu jego wzroku w gumowych klapkach na nogach.

Kiedy synek już w miarę dobrze opanował pełzanie, musieliśmy zablokować kontakty. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła go do nich nawet z drugiego końca pokoju. Widząc to niezwykłe przyciąganie, pani doktor od rehabilitacji na kontroli stwierdziła, że Jędrula jak nic będzie elektrykiem.

Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Myślenicach, przy okazji wieczornego spaceru z młodym co środę zaglądałam do kościoła przy rynku, by choć przez chwilę posłuchać, jak organista ćwiczy. Synkowi najwyraźniej też się podobało, bo zawsze wtedy do koncertu włączał się wokalnie. Sprzątająca kościół siostra zakonna oznajmiła, że Jędruś ma zadatki na księdza. Podobnie żartowała też moja mama widząc, z jakim przejęciem żegna się wówczas niespełna dwudziestomiesięczny Andrzejek.

Jędrusiowa babcia niedawno jednak zmieniła zdanie i wyraziła obawę, że młody zechce iść w moje lub jej ślady i wstąpić w szeregi służby zdrowia. Stało się to po tym, jak chcąc pośmiać się z tego, jak uroczo naśladuje słyszane wyrazy, kazała mu powtórzyć kolejno: "stetoskop", "nifuroksazyd", paracetamol" i "hydrokortyzon". Powtórzył (jeśli nie liczyć zmiany "r" na "j" i "z" na "ź") bezbłędnie.

Padały jeszcze inne typy - np. że będzie akrobatą (potrafi bez trzymania stać w ogromnym rozkroku każdą nogą na innym krześle i uwielbia schodzić mi z kolan głową w dół, opierając się na rękach), alpinistą (wspina się od zewnątrz na ścianki łóżeczka turystycznego), komikiem, nianią (starczy raz zobaczyć, jak usypia misia w bujaczku, nakrywa go kocykiem i pilnuje, żeby wszyscy byli cicho), konserwatorem powierzchni płaskich (przy jego miłości do miotły i mopa może się na tym nieźle dorobić;p)

A co na to sam zainteresowany? Otóż, kiedy w czasie ostatniej wizyty w Krośnie został o to zapytany przez moją byłą nianię, odpalił, że zamierza zostać dyktatorem. Nobliwą starszą panią zmroziło, więc musiałam jej wyjaśnić, że podłapał to z jakiejś głupawej piosenki, którą kiedyś zaśpiewał mu jego tata. A swoją drogą, to chyba już nieźle mu idzie - wprawia się nie tylko w rozkazywaniu, ale i w wykrywaniu spisków;p Scenka z dzisiejszego popołudnia:

A: Mama, daj mi ciaśtko.
M: Jędrusiu, co się mówi?
A: No daaaj mi!
M: A co się mówi
A: Dać Andziejowi ciaśtko!
M:...
A: No dobla. Pjosię.
Wyciągam z szafy dwa ciastka, jedno daję synkowi, drugie zjadam sama. Andrzejek przez dłuższą chwilę wnikliwie ogląda swoje nietknięte ciacho.
M: Co się mówi, Andrzejku?
A: Mama, ugjyź!
M: Dziękuję, misiu, to dla ciebie...
A: Ale NAJPIEJW TY UGJYŹ!
Odgryzam mały kawałek jego ciasteczka.
A: No! Tejaź źjem.


8 komentarzy:

  1. Jędruś-dyktator,no nieźle ;)A tak serio,to też często o tym myślę,co Lenka będzie robiła w życiu,jakie będzie miała pasje...Czas pokaże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co gdybać, zdąży przerobić jeszcze milion pasji i planów życiowych. Sama ostatni "wyskok" zaliczyłam parę miesięcy przed maturą:)

      Usuń
  2. Po obecnych czasach i swoich spostrzeżeniach co do rynku pracy niech mój syn lepiej idzie do zawodówki i zdobędzie fach, magistrów bezrobotnych mamy aż nadto. Jak na studia to prawo lub medycyna. A co będzie....przyjdzie mi czekać jeszcze naście lat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że do zanim nasze dzieci dorosną, możemy spodziewać się jeszcze kilku niespodziewanych zwrotów akcji. Ja tylko mam nadzieję, że moje dzieci dobrze wybiorą i będą lubić swoje źródło utrzymania:)

      Usuń
  3. Wiesz, że my (ja i mąż) coraz częściej zastanawiamy się, kim będą nasze dzieci... Czasami też myślimy, czy jakoś juz powinno się dziecko ukierunkowywać, ale stwierdziliśmy, że to jednak jeszcze za wcześnie. Obecnie najważniejsze to pokazywać mu wszystko, by mógł jak najwięcej doświadczyć i wybrać dla SIebie to, co najlepsze:) Życzę zdrowia i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zastanawiam tylko tak z przymrużeniem oka. Nie zamierzam kierunkować dwulatka, niech się bawi, cieszy - to na razie jego praca. Nie zamierzam też kiedyś słać moich dzieci na wszystkie zajęcia pozalekcyjne w okolicy - same je sobie wybiorą. A my im tylko trochę pomożemy, ucząc samodyscypliny i wrażliwości:)

      Usuń
  4. wykrywa teorie spiskowe w tym wieku - świetny jest hihi :)) P.S. konserwator powierzchni płaskich - to się nazywa dyplomatyczne podejście do sprawy :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie ostatnio nie chce spróbować jedzenia, jeśli któreś z nas wcześniej tego nie zrobi - tak mi się to skojarzyło z dawną instytucją nadwornego testera potraw;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...