sobota, 1 lutego 2014

Jak to będzie...

Źródło: mojniemowlak.pl
Brzuszek rośnie. Coraz więcej miejsca zajmuje i coraz więcej zasłania:p
Gdy na niego patrzę, coraz dobitniej dociera do mnie, że już niedługo będę miała przy sobie dwóch chłopaków.

Jędrula kilka razy dziennie mówi, że jutro mama pójdzie do szpitala i pan doktor wyjmie mamie
Julianka z brzuszka. A ja kilka razy dziennie tłumaczę, że to dopiero wtedy, kiedy na drzewach zaczną kwitnąć kwiatuszki i kiełkować liście.  Dzisiaj po takiej gadce podbiegł do okna i z rozczarowaniem stwierdził, że na drzewku nie ma kwiatuszków.

A tymczasem ja zaczynam odczuwać trudy ciąży. Była już pierwsza rwa kulszowa, pojawiły się też kłopoty ze spaniem, które przy Andrzejku miałam dopiero tuż przed porodem. Mój "wysoki" brzuszek coraz bardziej utrudnia wszystko, co wymaga zgięcia się wpół, jak choćby prozaiczne włożenie skarpetek, nie wspominając o malowaniu paznokci;p Ale pocieszam się, że sam widok Julka wszystkie te trudy mi wynagrodzi. Tak samo jak na widok brązowych włosków na łepetynie Andrzejka od razu wybaczyłam mu, że przez cały ostatni trymestr właściwie nie dał mi porządnie się wyspać.

W końcówce poprzedniej ciąży byłam święcie przekonana, że po porodzie skończą się wszystkie moje problemy, a ja i mój mąż będziemy - przytuleni do siebie - wisieć nad stojącym w idealnie wysprzątanym pokoju łóżeczkiem śpiącego jak aniołek bobasa i wzdychać,jaki to on nie jest słodki/śliczny/kochany/grzeczny etc.
O święta naiwności...

Teraz moje doświadczenie jest bogatsze o jedno dziecko. W dodatku o egzemplarz, który zanim skończył miesiąc, właściwie przestał spać w dzień, najbardziej kochał wiszenie na maminych rękach, kiedy dostał kolek, darł się do północy z krótką przerwą na kąpiel, zmusił matkę do przejścia na dietę beznabiałową, a rutynowego szczepienia 5w1 omal nie przypłacił niepełnosprawnością.
Teraz owo moje doświadczenie ma prawie dwa lata, prądnicę w zadku, a szatańskich pomysłów na minutę chyba więcej niż włosów na łepetynie.

Tak, zaczynam się bać.

Mój mąż już mi zapowiedział, że nie zamierza korzystać z  żadnych ojcowskich i/lub tacierzyńskich przywilejów pracowniczych.
Faktem jest, że sumarycznie spędza poza domem mniej czasu niż większość głów rodzin, ale czarno widzę zajęcie się dwulatkiem i noworodkiem tuż po powrocie ze szpitala, jeśli jemu akurat wypadnie dwa lub trzy dni w pracy... Znów cała nadzieja w teściowej...

No a Jędruś?
Jak on zareaguje na młodszego brata? Wiadomo, staramy się go na to przygotować. Pokazujemy zdjęcia malutkich dzidziusiów, tłumaczymy, że sam też był małą dzidzią, pokazałam mu nawet filmik, na którym jeszcze w szpitalu karmię go piersią. Dostanie prezent od brata, od mojej mamy dostał nawet lalę, którą ładnie się opiekuje. Ale lala nie płacze i nie ssie piersi mamy. Mama nie odrywa się od rysowania pięćdziesiątego kotka, by zająć się lalą. Lala nie jeździ w JEGO wózku i nie płacze akurat wtedy, kiedy on chce się przytulić... Jędruś chyba czuje coś pod skórą, bo od jakiegoś czasu stara się zwrócić na siebie maksimum uwagi. I to głównie maminej, jakby wiedział, że musi się mamą nacieszyć na zapas.
No i czy nie wyładuje swoich frustracji na bracie? Po tym, jak potraktował swój przewijak wiem już, że ma więcej siły niż można by przypuszczać. Właśnie tego obawiam się najbardziej.

O obowiązkach nie wspomnę. Nie unoszę się ambicją, bo WIEM, że nie wyrobię. No, chyba, że urodzę naturalnie bez nacięć i trafi mi się dziecko, które je, śpi i nigdy nie płacze - ale takie dzieci widuje się chyba tylko w parentingowych piśmidłach i reklamach pampersów.
Już zapowiedziałam mężowi, że większość prac domowych będzie musiał wziąć na siebie. I choć sterta naczyń w zlewie działa na mnie jak płachta na byka, jestem realistką - wiem, że przynajmniej dopóki ja nie dojdę do ładu po porodzie i nie ustali się jakiś rytm karmienia, na pewno nie wrócę do trybu "pani domu":/

Figura? A co to takiego?
Po Andrzejku figura odzyskała się właściwie sama. Fakt - ćwiczyłam, ale tylko to, co zaleciła mi fizjoterapeutka - nie po to, by mieć płaski brzuch, a po to, by szybciej uwolnić się od bólu i odzyskać sprawność po cesarce. No i robiłam powolne przysiady z wyjącym od kolki Jędrulą na ramieniu - bo lekarka powiedziała, że to mu ulży. I owszem - ulżyło, ale mnie na pociążowy cellulit;p
Teraz mam świadomość, że może być trudniej. Kolejna ciąża, mniej czasu...Właśnie po są moje noworoczne postanowienia - wiem, że bez takiego kopa nawet bym o tym nie pomyślała. A przecież chcę, żeby kiedyś chłopcy nie wstydzili się pokazać kolegom, która to ich mama. Nie wspominając o podobaniu się mężowi, bo to oczywista oczywistość.

Spostrzeżenia? Rady?
Bo mój wcześniejszy hurraoptymizm chyba zaczyna mnie opuszczać:/



13 komentarzy:

  1. będzie dobrze :) musi być... jak u Was będzie dobrze to będę miała większą motywację żeby przekonać męża na drugie dziecko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Życzę Wam wszystkiego, co potrzebne, żeby mąż dał się przekonać:)

      Usuń
  2. Hmm, uwazasz ze pare kilo wiecej i celulit to powod dla ktorego dzieci wstydza sie matki? Osobliwa konkluzja.....
    A co do tematu - Jedrus bedzie zmuszony dzielic sie Toba, dobrze ze na Tesciowa mozesz liczyc, wiec nie jestes w zlej sytuacji, na szczescie. Dasz rade, jak miliony Matek z wiecej niz jednym dzieckiem. Andrzejkowi mysle przydalaby sie tez lekcja, albo kilka samodzielnosci oraz empatii dla mamusi ktorej teraz bedzie corac ciezej, a potem bedzie podwojnie zajeta. Moze Maz moglby z nim pomagac po mesku, jak w takiej sytuacji prawdziwi mezczyzni staraja sie ulzyc zonie/mamie, potrafia sie zajac soba, sami zrobic sniadanie i podac mamie do lozka... Bo ja wiem.... Ty wymagasz olbrzymiej troski teraz, takze os andrzejka,choc z niego jeszcze miniaturowy mezczyzna :)
    Sily zycze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym wstydzeniem się, to może trochę na wyrost - wiadomo, że dla maluchów ich mama jest najpiękniejsza, klapki z oczu spadają trochę później. Chodziło mi o to, że nie chciałabym się zapuścić, bo jest dla kogo o siebie dbać:)

      Co do Jędrusia - fakt, że straszny z niego maminsynek - podejrzewam, że to dlatego, że właśnie ze mną spędza najwięcej czasu. Zastanawiam się tylko, jak nieco naderwać tę pępowinę. Wiadomo, Młody kocha tatusia i babcie, ale niech tylko pojawię się na horyzoncie...

      Śniadanie do łóżka... trochę źle mi się kojarzy - z okresem, kiedy leżałam plackiem, żeby donosić Jędrusia. Wolałabym tego nie powtarzać;p Ale z pewnością pozwolę sobie pomóc.

      Dzięki:)

      Usuń
  3. A ja uważam, że jesteś wspaniałą matką i doskonale poradzisz sobie z dwójką dzieciaczków. Owszem Andrzejek z tego co przedstawiasz na blogu wymaga ogromnego nakładu Twojej uwagi, ale bardzo podoba mi się, że przygotowujesz go, że wkrótce pojawi się na świecie jego braciszek. Po porodzie - wiadomo - więcej uwagi będziesz poświęcać nowo narodzonemu Julkowi, ale pamiętaj o tym, żeby Jędruś też otrzymywał maminą uwagę. W przeciwnym wypadku może się to kiedyś na nim odbić negatywnie, a przecież tego byśmy nie chcieli :)
    Trzymam za Was ogromne kciukasy i śledzę na bieżąco Waszą historię, a to właśnie dlatego, że jestem ciekawa jak będzie wyglądać życie z dwójką maluszków.... Wiem, że i ja kiedyś będę chciała zdecydować się na drugie dziecko, więc chętnie będę podglądać Twoje zmagania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa otuchy:)
      Jędruś z pewnością nie da mi o sobie zapomnieć;p I podejrzewam, że choćbym nie wiem jak pokochała młodsze dziecko, to do niego mimo wszystko przynajmniej na początku będę bardziej "przywiązana" - bo w końcu znamy się trochę dłużej;)

      Usuń
  4. Ja mam raczej pozytywne nastawienie. Jeśli tylko poród skończy się szczęśliwie i wrócimy w dobrym zdrowiu to myślę, że nie będzie źle. Problemy zawsze będą, ale bez przesady. :) Na pewno sobie poradzimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację...
      U Ciebie będą inne problemy, u mnie inne - Twój synek jest dwukrotnie starszy od Andrzejka. A tak Bogiem a prawdą to i tak najbardziej trzęsę portkami przed ewentualną cesarką;p

      Usuń
  5. Dasz radę! Na początku na pewno będzie ciężko, ale fajnie, że możesz liczyć na pomoc teściowej. Oby się u Was spełniło, że drugie dziecko zazwyczaj jest przeciwieństwem pierwszego ;)
    Nie rozumiem tylko podejścia Twojego męża, jak dla mnie co najmniej dziwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż się zwyczajnie boi, że nie przedłużą mu umowy:(

      A i ja mam nadzieję, że mój drugi synek będzie, hmmm, spokojniejszy;p

      Usuń
    2. Aha....
      zapomniałam, że żyjemy w iście prorodzinnym kraju :/

      Usuń
  6. Ty nie dasz rady? No, nie wierzę. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...