sobota, 22 lutego 2014

Babcine rozpuszczanie

Andrzejek ma to szczęście, że ma dwie babcie. I to dwie świetne i po uszy zakochane w nim babcie.
Jak wszystko jednak, również i ta sytuacja ma swoje wady. Jakie?

Babcia ze strony mamy
Kiedyś "Baba Goła", dziś po prostu Babcia Gosia. Jędrulka widzi rzadko, tylko wtedy, kiedy rodzinnie zjedziemy do Krosna albo kiedy ona sama przyjedzie do nas na dzień lub dwa  - zwykle nie częściej niż co miesiąc. Jędruś jest, póki co, jedynym wnukiem Babci Gosi, za dwa miesiące przybędzie jej drugi, ale prawdopodobnie za kilka lub kilkanaście lat będzie miała ich więcej - o ile mój brat się dobrze sprawi;p Na razie jednak Jędruś nie ma konkurencji i skrzętnie to wykorzystuje, zagarniając babcię tylko dla siebie. A ona jest wtedy tak szczęśliwa, że nie odmawia mu absolutnie niczego. Przychyliłaby mu nieba, nie wymaga od niego żadnego posłuszeństwa, przymyka oko na alergie, zachwyca się absolutnie wszystkim, co mały zrobi, nawet jeśli solidnie napsoci. Da mu wszystko, o co poprosi, nawet samowar i zabytkowe żelazko "z duszą". Po dwóch dniach spędzonych z babcią nie możemy dojść z młodym do ładu przez kilka dni.

Babcia ze strony taty
Mieszka w tej samej klatce co my, tylko piętro wyżej. To sprawia, że zagląda do nas codziennie lub prawie codziennie. Na dodatek mój mąż jest jedynakiem, więc wnuków będzie miała tylko tyle, ile on jej ich przysporzy. Dwa - trzy razy w tygodniu babcia po mieczu zabiera Andrzejka na jakąś godzinę do siebie lub idzie z nim na spacer. Z początku, kiedy odbierałam od niej moje dziecko, dziwiłam się, jak grzecznie się przy niej zachowuje. W końcu odkryłam jednak powód: małemu się to zwyczajnie opłaca. Za każdym bowiem razem Jędruś od babci coś dostaje. A to fajna czapka, a to wiatraczek przyczepiany do wózka, a to kolorowe pudełko na kredki... Tu muszę jednak zwrócić jej honor - nigdy nie są to beznadziejne chińskie zabawki, modne gadżety albo podłej jakości słodycze. Mama męża, za każdym razem, kiedy ma wątpliwości, czy może czymś poczęstować Andrzejka, konsultuje się ze mną. Ale... tylko w kwestii alergii. Bo zwykle ma to miejsce wtedy, kiedy zdążyła już obiecać młodemu, że coś dostanie, a on stoi przy niej i patrzy na nią wzrokiem kota ze Shreka.
W efekcie nie pamiętam, czy kiedykolwiek wrócił od babci z pustymi łapkami, albo czy mama męża pojawiła się ostatnio u nas bez choćby paczuszki z eko-wędlinką dla wnusia. Żeby jeszcze wręczyła to mnie lub mężowi - nie, wręcza Andrzejkowi, mówi, że to specjalnie dla niego. Tak się zastanawiam, kiedy się doigra i usłyszy magiczne: "a co mi przyniosłaś?"
Ciekawe, czy to wystarczy jako otrzeźwienie? Jak ja mu potem wytłumaczę, że babcie trzeba kochać za to, że są, a nie za prezenty i pozwalanie na wszystko?

Obie andrzejkowe babcie prosiłam już, żeby mi go nie rozpuszczały. Do pierwszej nie dociera - rozpuszcza go, kiedy tylko stracę ich z oczu. Wiem, bo Jędrula póki co nie opanował jeszcze sztuki dochowywania tajemnicy. W drugim przypadku skutek był taki, że mama męża nie pojawiała się u nas przez kilka dni, za to, kiedy już przyszła - to z workiem książeczek dla wnusia. To było w zeszłym tygodniu. Od tamtej pory Jędrula zdążył wzbogacić się o nową czapkę, dwa bodziaki, dresik, pudło ciastek korzennych, nowe kredki i plastikowe pudełko na nie. Mam jakieś szanse?




14 komentarzy:

  1. Ojojoj... Babcia się serio wkrótce doigra. :) może wtedy zrozumie. Chociaż w moim przypadku, kiedy z kasą krucho póki co, cieszę się z każdego drobiazgu dla Młodego... Bo moja mama nie lubi się rozrzucać z kasą, a Młody ma tylko tę jedną babcię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też się nie przelewa, ale nie o to chodzi. Ja po prostu nie chcę, żeby młody kiedyś traktował dziadków jak bankomat, a oni (a przynajmniej babcie) same się o to proszą:/

      Usuń
    2. Rozumiem, oczywiście. Młody jeszcze za mały, zeby rozumiał, więc wiesz :)

      Usuń
  2. Ah te Babcie, ponoć Dziadkowe są by rozpieszczać wnuki ale osobiście denerwuje mnie (nawet jak nie dotyczy to moich dzieci) jak Dziadkowe nie współpracują z rodzicami, robią po swojemu nawet jeśli rodzice robią inaczej to odzywczajają dziecko zamiast trzymać sztamę z rodzicami i ich wychowaniem. Mówię ogólnie..ale właśnie tego będę bać się najbardziej.. że z Babcią dziecko dostanie wszystko co rodzice wypracują przez miesiące czy lata..

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej mnie dziwi, że ci sami ludzie, którzy swoje własne dzieci trzymali krótko, przy wnukach tracą wszelkie hamulce

      Usuń
  3. Zapomnij.U nas identyczna sytuacja.I nawet zgadza się babcia Gosia i to ,że mieszka od nas daleko bo prawie 300 km stąd.To jak walka z wiatrakami.Zyczę powodzenia,ja odpuściłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babci, która mieszka daleko i rzadko widzi wnuki można jeszcze odpuścić. Gorzej z taką, którą wnusio ma na co dzień. Przy niej jest aniołkiem, ale obawiam się, że tylko dlatego, że wie, że zawsze coś od niej dostanie.

      Usuń
  4. podobno taki przywilej babć. u nas ze strony męża babcia w ogóle się wnuczką nie interesuje, jedynie, gdy ma sobie z nią zrobić zdjęcie ;) także nie wiadomo co lepsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :/
      A potem będzie się dziwić, że wnuczka nie chce jej dać buzi

      Usuń
  5. Ahh te babcie ;)

    U mnie za to teściowa i teść nie wykazują zainteresowania wnuczką (pierwszą zresztą i jedyną pewnie jeszcze długą chwilę) więc podobnie jak Ania, nie wiem co lepsze czy tam gorsze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna skrajność nie jest dobra.
      U nas wszyscy dziadkowie i wujek Jędrusia uwielbiają, ale jedyną osobą poza rodzicami, która nie pozwala sobie wleźć na głowę jest właśnie mój brat

      Usuń
  6. Hello:) oj ale temat poruszyłaś ;) My mieszkamy z moimi rodzicami i powiem szczerze, że nie mam w ogóle oporów żeby zostawić dzieci z moją mamą. Czasem troszkę rozpieści, ale NIGDY przeciwko nam, zawsze pyta czy może dać, jak trzeba to skarci - dziecko przynajmniej wie, że są rzeczy których dziecku po prostu nie wolno. Jeśli chodzi o moich drogich teściów...oj to tu zrobiłam się bardzo stanowcza i jak kiedyś bym dużo rzeczy przemilczała tak przy nich się wyrobiłam i jak coś mnie wkurza to po prostu mówię i przy mnie nawet się trzymają, ale i tu są wyjątki... Wychodzą z założenia, że wnuki są do rozpieszczania i wnukowi nie można mówić "nie".... Niestety brak tu zdrowego rozsądku... Przykład - 1. teść dał dwuletniemu Adasiowi zapalniczkę do zabawy.... 2. nadal się zdarza że pozwala mu na wyciąganie wtyczek z gniazdek.... to dwie sytuacje...nie jedyne. Także nie ufam i nie zostawiam tam dzieci. Zresztą - mieszkają 20 minut drogi od nas i odwiedzają nas może raz na dwa miesiące jak jadą na zakupy do naszego miasta....przy okazji.... także jak dbają tak mają. Tyle, choć wiele mogłabym napisać ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata też tak luzacko podchodzi do wnuczka. Nie dał mu co prawda zapalniczki, ale za to poczęstował go czarną kawą i czipsami. Czipsy nie podeszły, ale kawa prześladuje nas do dziś;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...