sobota, 8 lutego 2014

Asertywność dziecka i dobre wieści dla rodziców

Powiem tak: potulny to mój Jędrula nigdy nie był. Zawsze umiał wywalczyć swoje i postawić na swoim - od noworodka. Potrafi zarówno skutecznie domagać się tego, czego chce, jak i odmawiać tego, czego sobie nie życzy.
Dziś jednak - przy okazji wizyty u swoich koleżanek (jedna jest półtora roku starsza, druga pół roku młodsza od niego) nauczył się czegoś zupełnie nowego i poczuł, jaką to daje moc. Tą nowością są dwa słowa: "TO MOJE!".
I nieważne, do kogo tak naprawdę należał dany przedmiot (niedopita szklanka soku, lalka w wózku czy śliniak z tetry), ważne, że on tę rzecz wziął sobie do zabawy i był gotów jej bronić jak lew, skutecznie odganiając od niej nie tylko drobniutką półtoraroczną koleżankę i jej większą i silniejszą od niego samego trzyipółletnią siostrę, ale nawet obie panny naraz.
Przyznam, że byłam tym zdziwiona - do tej pory Jędrula miał serce na dłoni i najchętniej rozdałby wszystko innym, teraz wszystko jest jego i już. Czeka nas więc ciężka praca - wyważyć i wpoić małemu złoty środek tak, żeby w przyszłości nie był ani egoistą, ani ofiarą wykorzystywana przez wszystkich dookoła.
W gościach miała też miejsce pewna sytuacja. Mniej zaprzyjaźnieni gospodarze mogliby się obrazić, ale moja od dzieciństwa koleżanka i jej mąż zdążyli już mojego synka trochę poznać i  z całą pewnością się nie gniewają.
Otóż - siedzimy wszyscy w salonie, starsza córeczka gospodarzy prosi o włączenie bajki. Niechętnie, ale włączają jakiś dziecięcy kanał, żeby nie marudziła. Dziewczyny jak zaczarowane siadają i oglądają jakąś krzykliwa kreskówkę o myszach i nietoperzu, ale Jędrula do nich nie dołącza i dalej wozi lale w wózku. Dopiero chwilę później, gdy spostrzegł, że stracił towarzystwo, podszedł do telewizora, przyjrzał się chwilę i zapytał z wyrzutem w głosie: "Cio to zia dziadośtwo?!"

***

Źródło: empik.com
 Nie chwaliłam się wcześniej, ale mamy już nowe auto. To znaczy - jest już nasze od jakiegoś czasu, ale ciągle stoi u moich rodziców. Fajowe kilkuletnie wielgachne kombi z klimą, isofixem i ekonomicznym silnikiem diesla - czyli mój ideał samochodu;p Do tego w ładnym jasnozłotym kolorze:)
Mieliśmy nadzieję, że uda się już teraz wrócić nim do Krakowa, ale wóz wymaga a jeszcze załatwienia paru formalności i kilku drobnych napraw, więc prawdopodobnie mąż będzie musiał kopnąć się po nie specjalnie, ale najważniejsze, że przed porodem na pewno zdążymy. W zamian zostawi naszego sympatycznego mikruska - rodzice sami zdecydują, czy go sprzedać, czy dać mojemu bratu. Ja tam wolałabym, żeby został w rodzinie, bo już zdążyłam się z nim zżyć i zaprzyjaźnić, ale teraz to już ich decyzja - w jaki sposób wolą odzyskać swój wkład (lub raczej jego część, bo kokosów za tę moją żabę się nie dostanie).

8 komentarzy:

  1. no to Andrzejek zaliczył kolejny etap :) a swoją drogę Milenka też na razie nie reaguje na TV, mimo że czasem włączam jej bajki by mieć chwilę spokoju. to chyba dobrze, nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że dobrze. My nie mamy TV i bałam się, że u dziadków i w gościach na Andrzejka będzie działał jak zakazany owoc, ale na szczęście tak nie jest - przynajmniej na razie

      Usuń
  2. Dzieci zmieniają się z dnia na dzień ( te małe). Niezłe ma powiedzonka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co jeszcze czeka nas w najbliższym czasie...
      A to "dziadostwo" nawet mnie zaskoczyło.

      Usuń
  3. Fajnie, że nie ciągnie go do oglądania bajek. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję nowego auta, combi to jest to ;)
    U nas też był czas na "moje i tylko moje", a ostatnio mnie mała zadziwia bo sama daje innym dzieciom swoje ulubione zabawki.
    Ja jestem strasznie ciekawa jak Andrzejek zareaguje na braciszka i jak się będzie zachowywał. Nie mogę się doczekać tych relacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Też mam nadzieję, ze ten egoizm jest u Jędrusia przejściowy.
      Co do rodzeństwa - sama jestem ciekawa:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...