piątek, 17 stycznia 2014

Wszystkie piękne, każda inna

Źródło: w-spodnicy.ofeminin.pl
Od jakiegoś już czasu zabieram się za to porównanie, ale tak naprawdę zmobilizował mnie dopiero TEN wpis Emmy. Właściwie to dzięki niej zauważyłam, że przecież i ja stale porównuję. Niby nie powinnam, a jednak robię to. Jestem silniejsza od własnej silnej woli.

Jutro kończę szósty miesiąc, a wraz z nim żegnam drugi trymestr mojej trzeciej ciąży. O tym, co w tym miesiącu działo się u Julianka napiszę już po wizycie u lekarza, a dziś zamierzam skupić się niemal w całości na sobie. A co, mamie też się należy. Dziś trymestr pierwszy i drugi, ale w planie mam więcej takich "maminych" podsumowań  - może za trzy miesiące opiszę też i oba trzecie trymestry, a już po urodzeniu Julka - wspomnienia z obu porodów.

Trymestr I

Kubuś
Starania? Nie było ich, ale oboje z mężem chcieliśmy mieć dzieci, więc pozwoliliśmy decydować naturze. Pierwsze pojawiło się 2 miesiące po ślubie.
Czułam się rewelacyjnie, mogłam przenosić góry, wyglądałam jak po fotoszopie. Zero zachcianek, nastrojów, mdłości. Chodziłam normalnie do pracy. Szefowej o ciąży powiedziałam, ale nie było mowy o oszczędzaniu się, jedyne, co wywalczyłam, to brak nadgodzin. Oficjalny, bo w praktyce bywało różnie. No ale czułam się dobrze, wyniki miałam świetne, więc pracowałam. No i pewnego dnia, w 8 tygodniu ciąży, właśnie w pracy dostałam plamienia. Zadzwoniłam do mojej lekarki, a ona kazała mi przyjechać do szpitala. Okazało się, że w macicy mam pełno krwiaków, wzrost dziecka jest zahamowany, a ciąża poważnie zagrożona. Walka trwała dwa tygodnie, w trakcie których dwukrotnie proponowano mi zabieg. Odmówiłam, ale dziecka uratować się nie udało.
Choć nie wiedziałam nawet, jakiej jest płci, ochrzciłam je i nadałam mu imię, które mieliśmy już wybrane dla chłopczyka - bo jakoś tak czułam, że to jednak był synek.

Po jego stracie cykl niemal od razu powrócił do dawnego rytmu, mimo wykonanego łyżeczkowania nie miałam żadnych problemów zdrowotnych. Inną sprawą był powrót do równowagi psychicznej. Tak naprawdę ciągle mi się to w pełni nie udało.

Andrzejek
Po poronieniu powiedziano mi, że o kolejne dziecko mogę się starać po sześciu normalnych cyklach.
Jędruś pojawił się właśnie w siódmym i błyskawicznie pokazał, na co go stać. Mdłości dostałam już tydzień po owulacji. Wykonany wbrew rozsądkowi test ciążowy od razu pokazał dwie kreski.
Od razu dostałam duphaston na "osłonę" ciąży. Po kilku dniach jego stosowania na brzuchu zaczęła mi się pojawiać "linea nigra".
Od terminu miesiączki mdłości nasiliły się i doszły wymioty kilka razy dziennie. Do 16 tygodnia żywiłam się w zasadzie tylko chlebem z marmoladą lub serem - mój żołądek odrzucał wszystko, co miało jakikolwiek zapach. Schudłam 3,5kg.
Mimo tego - pracowałam. I podobnie jak poprzednio, dostałam plamienia i prosto z pracy trafiłam do szpitala. Tym razem był to dziesiąty tydzień. Dziecko na szczęście rozwijało się dobrze, ale miałam potężnego krwiaka grożącego odklejeniem łożyska przy każdym ruchu. Dostałam nakaz bezwzględnego leżenia, ale nie chciałam leżeć w szpitalu. Zostałam w domu - na szczęście mój mąż stanął na wysokości zadania i pomagał mi we wszystkich najdrobniejszych czynnościach.


Psychicznie byłam w kompletnej rozsypce. Obawa, że stracę kolejne dziecko po prostu mnie paraliżowała. Każdą rzecz, na przykład brak widocznego ciążowego brzuszka pod koniec trzeciego miesiąca, był dla mnie powodem do niepokoju mimo że wyniki były w normie, a dziecko rozwijało się prawidłowo.

Julian
Trzecia ciąża, odkryta zupełnie przypadkiem jeszcze przed terminem miesiączki, była dla mnie niemałą niespodzianką. Z początku ciąża nie dawała powodów do obaw. Pod koniec pierwszego miesiąca doszły zawroty głowy i mdłości z wymiotami trwające niemal cały dzień. Do tego zaczęłam się bardzo szybko męczyć. Pod koniec szóstego tygodnia pojawiły się skurcze wysiłkowe i musiałam, mimo konieczności opieki nad Andrzejkiem, bardzo się oszczędzać.

Z nowych odczuć w tej ciąży pojawiły się nieznane mi kłucia w okolicy jajników. W poprzednich ciążach ich nie miałam, więc od razu pobiegłam z tym do lekarza. Okazało się, że są one niegroźne i towarzyszą rozciąganiu macicy. Nowością była też moja jedyna jak dotąd ciążowa zachcianka - twarożek (koniecznie z Piątnicy) z olbrzymią ilością soli.

Psyche... najpierw byłam załamana i lamentowałam, że sobie nie poradzę. Potem przyszła miłość. Dzięki temu, że szczęśliwie donosiłam Andrzejka, już nie bałam się tak panicznie, że poronię. Za to otoczeniu dałam się we znaki. Gdyby nie ciąża, pewnie zdiagnozowanoby mi zespół maniakalno depresyjny;p

Trymestr II

Andrzejek
Mdłości i wymioty ustały w 17 tygodniu ciąży. Nadwrażliwość na zapachy pozostała. Póki jeszcze leżałam, mąż nie mógł w naszej otwartej na sypialnię kuchni obrabiać surowego mięsa ani zaparzyć sobie kawy.
Leżeć plackiem musiałam do końca 19 tygodnia, potem lekarz pozwolił mi stopniowo zwiększać aktywność. W szóstym miesiącu wróciłam do dawnej formy.
W międzyczasie wycofała się niedoczynność tarczycy, którą miałam od dzieciństwa. 

Na przełomie 15 i 16 tygodnia poczułam pierwsze ruchy dziecka, które bardzo szybko przeistoczyły się z łaskotania w "prawdziwe" kopniaki i stały się wyczuwalne praktycznie przez cały czas niezależnie od pozycji.

Kiedy krwiak się wchłonął, przestałam się o cokolwiek obawiać. Wreszcie mogłam cieszyć się ciążą i kompletowaniem wyprawki. Czułam się silna, wyglądałam dobrze, a największymi moimi "problemami" były prostujące się włosy i brzuszek, który dopiero w siódmym miesiącu zaczął być tak naprawdę widoczny;p

Julian
I tym razem drugi trymestr nie zaczął się najlepiej - w czwartym miesiącu dostałam skurczów przepowiadających, które na szczęście się wycofały.
W końcu minęły też spontaniczne mdłości, ale - podobnie jak poprzednio - nadal nie toleruję mocniejszych zapachów. Znów uaktywniła się moja niedoczynność tarczycy, musiałam wrócić do leków hormonalnych i to w znacznie większych dawkach niż kiedykolwiek wcześniej. Trochę to trwało, ale teraz już naprawdę czuję się dobrze i choć gabaryty rosną w tempie znacznie szybszym niż w poprzedniej ciąży, to muszę przyznać, że całkiem przyzwoicie ogarniam mojego ruchliwego dwulatka i prowadzenie domu.

Pierwsze ruchy Julka poczułam na przełomie 14 i 15 tygodnia, ale musiało minąć około półtora miesiąca, żeby stały się bardziej odczuwalne. Nadal są one znacznie rzadsze niż w poprzedniej ciąży - Julek nie rusza się cały czas, a tylko chwilę po głównych posiłkach i nieco dłużej wieczorami. Nocami i rano prawie wcale go nie wyczuwam.

Wizualne różnice?
Przede wszystkim - brzuch. Obecnie na przełomie szóstego i siódmego miesiąca jest porównywalny do tego, w którym Jędruś mieścił się w dziewiątym miesiącu. Biust też jest jakby większy. I zdecydowanie bardziej obolały - dopiero teraz ta bolesność powoli odpuszcza. Nie pojawiła się jak dotąd "linea nigra", a ja jestem o jakieś 5kg lżejsza niż na podobnym etapie poprzedniej ciąży.

Mama od wewnątrz?
Mimo początkowych wahań to właśnie o tę ciążę boję się najmniej. Może to już kwestia pewnego doświadczenia, może mojej dojrzałości... Trochę dłużej przyszło mi poczekać na tę niesamowitą radość z oczekiwania, ale kiedy w końcu przyszła, to ze zdwojoną siłą:D

8 komentarzy:

  1. Moja ciaza z malym wygladala jak Twoja z Andrzejkiem tyle ze ja lezalam od 5 do32 tyg. Do tego masa lekow na podtrzymanie stres czy sie uda. 2 miesiace prawie w szpitalu. Na poczatkuschudlam 3 kg. no i sama wyprawki nie kupilam tylko liczylam na gust meza i mamy. Za to teraz sobie odbijam zakupy ciuchowe dla malego. Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze podziwiam. Ja leżałam dwa miesiące, a i tak umierałam ze strachu. Biedny był ten mój mąż, nie dość, że wszystko robił w domu i przy mnie, to jeszcze i moje lamenty musiał znosić:/
      Ale co nas nie zabije...

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Fajnie to opisałaś, aż nie moge sie doczekac... :)
    Przykro mi z powodu Kubusia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Życzę Ci, żebyś się doczekała i żeby wszystko poszło dobrze.
      Co do Kubusia... cały czas, choć minęły już 3 lata, uczę się myśleć, że tak musiało być. Gdyby nie to, nie miałabym dziś Jędrusia. I wiem, że mojemu pierwszemu maleństwu jest w Niebie dobrze.

      Usuń
  3. Oj dużo przeszłaś, ale najważniejsze żeby wszystko skończyło się pomyślnie:) Trzymam kciuki.
    Ps.Cieszę się, że akurat twarożek ode mnie jest Twoją zachcianką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to dobra wytwórnia jest:) Mój ulubiony twarożek jest co prawda z Sanoka, ale poza Podkarpaciem jest nie do kupienia:( Ze wszystkich innych tylko Piątnica mi podeszła.

      Usuń
  4. Faktycznie sporo wrażeń !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, wolałabym, żeby następnym razem się bez nich obyło:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...