czwartek, 23 stycznia 2014

Walczymy dalej

Po wczorajszym zupełnie fajnym dniu - dziś kolejny kryzys. Andrzejek obudził się z gorączką. Podaliśmy mu paracetamol i mąż wyszedł jak zwykle. Tymczasem niespełna godzinę po jego wyjściu temperatura skoczyła do 39 stopni, a Jędruś strzelił trzy kupy w dziesięciominutowych odstępach. Choć właściwie kupy to zdecydowanie nieadekwatne słowo. Z małego dosłownie się lało. Minę miał wskazującą na znaczne cierpienie, więc poprosiłam, żeby pokazał, gdzie go boli (od dawna potrafi), a on pokazał na sufit i oznajmił, że idzie oglądać pieski dziadzia, po czym usnął.
Zadzwoniłam na pogotowie, gdzie odpowiedziano mi, że teraz działają przychodnie, mam iść do naszego lekarza. I na nic tłumaczenie, że jestem w siódmym miesiącu ciąży, sama w domu (drugie piętro, blok bez windy) z półprzytomnym, lecącym przez ręce dwulatkiem.

-Pani go do wanny do kąpieli włoży, to się zaraz obudzi.
-No ale mnie nie wolno dźwigać...
-No to kompres mu pani położy na czoło...

W tym momencie rozładował mi się telefon. Jakoś zdołałam ułożyć młodego na wózku, zapukałam do sąsiadki i poprosiłam o możliwość skorzystania z telefonu. Od niej zadzwoniłam do męża i zarejestrowałam dziecko w przychodni. Mąż co prawda nie zjawił się od razu, ale wcześniej przybyła na pomoc jego mama, która pomogła mi doprowadzić Andrzejka do stanu, w którym już był z nim jakiś kontakt.

Po podaniu dodatkowej dawki Ibumu gorączka w końcu spadła, a Jędruś dał się napoić i w przychodni był już tylko lekko oszołomiony. Mnie natomiast oszołomiła decyzja lekarki, która przepisała młodemu... Sumamed forte. Antybiotyk z grupy makrolidów, którego głównym działaniem niepożądanym jest właśnie biegunka. Tymczasem od czasu poprzedniej serii Jędrula zdążył dorobić jeszcze drugie tyle. Zapytałam - skąd taka decyzja. Bo ma zaczerwienione gardło - brzmiała odpowiedź. Zamurowało mnie. Wzięliśmy receptę i wyszliśmy. Leku nie wykupiłam.

Źródło: czytelniamedyczna.pl

W domu poszła kolejna salwa, a potem znów narosła gorączka. Oczami wyobraźni już widziałam się na stołeczku obok szpitalnego łóżka mojego dziecka, usiłującą nie dopuścić, by z niego zwiało i wyrwało sobie wenflon. W ostatnim akcie rozpaczy zadzwoniłam jeszcze do lekarza poleconego mi kiedyś przez kuzynkę i zamówiłam prywatną wizytę domową. W międzyczasie podałam młodemu jeszcze jedną dawkę paracetamolu i do czasu wizyty Andrzejek już całkiem stanął na nogi.

Przyszedł dość młody lekarz pediatra, Jędrusia zagadał, więc histeria ograniczyła się tylko do badania gardła. Nawet znienawidzone osłuchiwanie stetoskopem (nie pytajcie mnie dlaczego - nie mam zielonego pojęcia) jakoś wytrzymał. Lekarz zajrzał też do uszu, zbadał węzły chłonne, odruchy i sprawdził, czy nie ma sztywności karku. I pierwsze co powiedział to "Proszę mu nie dawać tego Sumamedu".
Dokładnie opisał dietę, jaką powinniśmy zastosować. Po pierwsze - ryż i gotowane warzywa. WOLNO nam też podać małemu gotowane jabłuszka i gotowane mięso drobiowe, przeciwko czemu wcześniej protestowała teściowa. Wolno nam potrawy do smaku posolić (ale zwykłą solą) i posłodzić (glukozą). WOLNO też podawać Bebilon Pepti i na nim robić kaszkę ryżową lub kukurydzianą.
Dwa razy dziennie Jędruś ma też dostać probiotyki. Tu zostały nam polecone: Dicoflor (zawierający Lactobacillus rhamnosus GG) i Enterol (zawierający drożdże Saccharomyces boulardi) - oba i tak mieliśmy w domu i podawaliśmy małemu.
A co do szpitala... bardzo nas uspokoił. Powiedział, że w tej chwili Andrzejek (oznajmiający doktorowi, że nie chce kaszki, ale chętnie zjadłby ziemniaki, a tak w ogóle to nie będzie jadł, dopóki tatuś mu nie zaśpiewa "O Belinie") wcale nie wygląda na dziecko chore i odwodnione, więc - o ile do tego czasu jego stan gwałtownie się nie pogorszy - wystarczy, jeśli ma badania zabierzemy go rano. Zrobić mamy:
  • morfologię z rozmazem
  • elektrolity (sód, potas, chlorki)
  • OB
  • CRP
  • badanie ogólne moczu
  • Posiewy z kału (ogólny, rotawirusy i salmonella).
Na razie więc wyczekujemy.
Trzymajcie kciuki za młodego.

13 komentarzy:

  1. ech ci z przychodni lekarze ;/
    najlepiej dac antybiotyk i z glowy.
    wracajcie do zdrówka!
    dolinamaminkow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia zyczymy i buziaki przesylamy:*my tez na diecie
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowia zyczymy i buziaki przesylamy:*my tez na diecie
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowia zyczymy i buziaki przesylamy:*my tez na diecie
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma to jak fachowa pomoc służby zdrowia !! Przychodzisz z biegunka a wychodzisz z lekiem na gardło(swoja droga czy na lekkie zaczerwienienie od razu muszą pchać antybiotyk??) .. hmm ręce opadają! dużo zdrówka dla Andrzejka no i Tobie również się przyda..Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrowia zyczymy i buziaki przesylamy:*my tez na diecie
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Wam wszystkim. Wasza dobra energia chyba procentuje - dzisiaj młody ma się lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie panie pediatry jak ta, u ktorej miałas nieszczeście być, już dawno powinny być na emeryturze. Albo gdziekolwiek, byle dzieci nie leczyły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się nie podoba takie lekkie podejście do antybiotyków. Ja rozumiem, że czasami trzeba, ale bez przesady, nie na każde czerwone gardełko. I to jeszcze od razu taka ciężka artyleria.
      Na chwilę obecną szukamy więc innego pediatry dla obu naszych chłopaków - tak, żeby młodszy już od początku był pod jego opieką, a starszy załapał się już na bilans dwulatka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...