piątek, 3 stycznia 2014

Sukcesy i porażki modowe. Odcinek 1, "0-3 miesiące"

Korzystając z pobytu w domu rodzinnym, a co za tym idzie, ze zwiększonej liczby par oczu mogących doglądać mojej pociechy, postanowiłam ostatecznie rozprawić się z przeglądem i praniem garderoby dla Juliana.

Jak już wcześniej wspominałam, w ogromnej części składa się ona z ubranek odziedziczonych po starszym bracie, które - wcześniej wyprane, wyprasowane i złożone w kosteczkę, a potem raz jeszcze poddane selekcji, teraz wymagają już tylko odświeżenia i ułożenia rozmiarami w szafce nowego właściciela. Szafka, a właściwie dwie szuflady w komodzie, już czekają opróżnione, a w ostatnich dniach kolejne partie ich przyszłej zawartości lądują kolejno w pralce, suszarce, pod żelazkiem i w bawełnianych poszwach na poduchy.

Ciuszki te były już oczywiście podzielone pod względem rozmiarów (56-62-68) i zastosowań (body-kaftaniki-śpioszki etc.). Po sierpniowej selekcji, w czasie której do nieba dla dziecięcych ubranek trafiły te naddarte i trwale poplamione, w osobnym woreczku pokutują również te, które przy Andrzejku zupełnie się nie sprawdziły, ale są w na tyle dobrym stanie, by dać je potrzebującym lub nawet sprzedać.

Robiąc więc podczas świąt selekcję ostateczną, obfotografowałam to i owo - może kiedyś komuś to moje  subiektywne doświadczenie się przyda.

I Sukcesy
  1. Ciuszki używane.
    Napisałam kiedyś o tym całego posta. Są ładne, niepowtarzalne, często świetnej jakości (nie od dziś wiadomo, że to, co idzie na rynki zachodnie jest lepsze niż towar tych samych marek sprzedawany u nas), widać, jak wyglądają po praniu. Ubranka, które jako używane kupiłam dla Andrzejka, śmiało posłużą jeszcze Julkowi, a może nawet ich młodszemu rodzeństwu - ostały się właściwie bez zmian. Tymczasem andrzejkowe "nówki" -  z niewielkimi wyjątkami - zachowały się znacznie gorzej. No i najlepsze. Kosztują mniej niż 1/3 ceny nowych ubranek, a w promocjach często - i to dosłownie - grosze.
  2. Uniwersalna kolorystyka i wzornictwo.
    Nie ukrywam, że i w ten sposób szukałam oszczędności. Właściwie wszystkie ciuszki z okresu niemowlęcego Andrzejka równie dobrze mogłaby nosić jego siostra:) I kto wie, może kiedyś jeszcze będzie je nosiła... (darujcie, rozmarzyłam się)
  3. Naturalne tkaniny - głównie bawełna (nawet nasze "welurkowe" pajace były tak naprawdę z czystej bawełny), mamy też kilka sztuk z wełny i lnu. Dziecko się w nich nie pociło, nie drażniły dodatkowo wrażliwej skóry atopika. Można je prać (oprócz wełny) nawet w 90st., co daje dodatkową ochronę dla małego wrażliwca. No i kupsko łatwo się z nich spiera.
  4. kopertowe zapięcia/wiązania
    miałam takie body i kaftaniki. Niektóre noworodki, w tym i mój pierworodny, bardzo nie lubią ciuszków wkładanych przez głowę, a niektórym niewprawionym rodzicom ze strachu trzęsą się ręce;p Taki gadżet rozwiązuje oba te problemy naraz:)
  5. Pajace/rampersy/śpiochy/body rozpinane na całej długości, a nie tylko w kroku. Rozpięcie w kroku - dla mnie warunek sine qua non. Nie wyobrażam sobie w nocy przed karmieniem przebierać małego z góry na dół, zamiast po prostu rozpiąć na dole, podwinąć do góry, a potem zsunąć i zapiąć. A zapięcie na całej długości eliminuje dodatkowo problemy z punktu wyżej, gdy wdzianko jednak wymaga wymiany.
  6. Półśpiochy i spodnie z szerokim pasem:
    wygodne dla mamy, bo szybko się je zdejmuje i wkłada, oraz dla dziecka, bo nie uciskają małego brzusia.
  7. Rampersy.
    U nas genialne rozwiązanie ze względu na nieproporcjonalnie duże stopy Andrzejka, które bardzo utrudniały dobranie dla niego pajaców i śpiochów. Przy okazji polecę te z... Lidla. Fantastycznie się nosiły, były w rzeczywistości o rozmiar większe niż na metce i przetrwały praktycznie w niezmienionym stanie.
  8. Polarowy śpiwór z bawełnianą podszewką.
    Marcowemu noworodkowi doskonale zastąpił kombinezon - dzięki odpowiedniej grubości, rękawom i kapturowi. Dodatkowy plus za ten gadżet:  
    dzięki któremu nie musieliśmy rozbierać Andrzejka w samochodzie i mogliśmy przypiąć go pasami bez zdejmowania okrycia

II Porażki
  1. Rozmiar 50. Na szczęście nie przyszło mi do głowy kupowanie takich ciuszków - dostałam je po jędrusiowych kuzynach. Andrzejek oczywiście nigdy żadnego z nich nie założył. W sporą część tych w rozmiarze 56 też się zresztą nie zmieścił, a wymiarów był standardowych (3640g/56cm). Wiwat 62!
  2. Takie oto śpioszki:  
    Nie chodzi wcale o to, że są brzydkie czy złej jakości - bo nie jest z nimi aż tak źle. Ale nie mają rozpinania w kroku. I zdejmuj, mamusiu, przy każdym podejrzeniu obsikanej pieluchy i ubieraj ponownie po sprawdzeniu...
  3. Pajace zapinane na klapkę z tyłu.
    Raz, że niewygodne w ubieraniu (ubrać dziecko, odwrócić na brzuszek - wie, o czym mowa, kto miał dziecko tej pozycji nienawidzące, zapiąć na wiercącym się delikwencie, odwrócić na plecy), dwa, ze niewygodne dla leżącego na plecach dziecka. Temu uroczemu misiakowi:  
      dałam szansę dwa razy. O dwa za dużo - a wystarczyło logicznie pomyśleć.
  4. Welurowe czapeczki-smerfetki
    - o, takie jak ta:   Nie rozciąga się toto, ciężko dziecku włożyć, łepetyna się poci, czapa albo zjeżdża na oczy, albo nie osłania uszu. Dostanie ją któryś z naszych pluszaków. Drugiego dziecka nie będę nią katować
  5. Łapki-niedrapki.
    Nasz prywatny mega-kit mody dziecięcej. Jędrula ich nienawidził. Już parę godzin po porodzie umiał się ich pozbyć. I co ciekawe, swoimi długimi paznokietkami nigdy się nie podrapał;p


12 komentarzy:

  1. Ja się na te pajace zapinane z tyłu na szczęście nie skusiłam, bo w szkole rodzenia pokazywano je nam jako największy niewypał mody niemowlęcej ;D A body kopertowe to cudny wynalazek..uważam, że w rozmiarach 56 i 62 powinni szyć tylko takie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na szczęście mam tylko ten jeden. Na szczęście ze względu na zamiłowanie do ciuszków na wagę nie kosztował dużo.
      A co do kopertowych bodziaków, podpisuję się wszystkimi kończynami.

      Usuń
  2. Ja jestem za szyciem małych bodziaków z zapięciami kopertowymi. Mam na stanie jednego pajaca z zapięciem na plecach - nie wiem kto to wymyślił. Chyba największa porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tum wdziankiem z zapięciem na plecach nie ma w ogóle co męczyć malucha. Może to i ładne, ale do niczego zupełnie.
      A body kopertowe albo rozpinane na całej długości to super sprawa. Miałam ich w sumie 5 i, dopóki nie wyrósł, rzadko zakładałam młodemu inne.

      Usuń
  3. To co napisałaś jest szczerą prawdą. Niestety dużo mam, które mają mieć pierwsze dziecko dopiero po urodzenia dziecka przekonuje się, ze masa nakupionych, pięknych ciuszków jest zwyczajnie niepraktyczna i mało wygodna dla maluszka.Takie zestawienie jak Twoje jest super przydatne dla przyszłych mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuje się dowartościowana ;p
      dzięki:)
      Oby ta garść moich doświadczeń faktycznie się komuś przydała

      Usuń
  4. Pamiętam ile radości sprawiało mi układanie i przeglądanie takich miniaturek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to:) I ten zapach niemowlaka;p

      Usuń
  5. Widzę, że mamy podobne zdania na temat odzieży niemowlęcej - praktycznie przede wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Ja dodałabym jeszcze - i niedrogo:)
      Modny być nie musi, ma mu być wygodnie, a jeśli przy okazji ciuszki będą ładne, to tym fajniej:) Ale i tak uważam, że takie maluchy nawet w najprostszym jednobarwnym wdzianku wyglądają uroczo, więc po co się tym tak przejmować?

      Usuń
  6. Ja chyba już w 2tyg znalazłam swój ulubiony zestaw- body plus półśpiochy. Baardzo długo mała była właśnie tak ubierana. A body kopertowe miałam tylko jedne. Na całe szczęście! Nie polubiliśmy się z nim :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie hit, choć mój mąż-humanista początkowo miał problem z połapaniem się w ich zapinaniu;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...