środa, 29 stycznia 2014

"Siupej kałuuuzia" - czyli o odpowiedzialności rodzica za szkody wyrządzone przez dzieci

Źródło: tv.master.pl
Mąż wyszedł i zostałam sama z Andrzejkiem. Dziś akurat dzień zapowiadał się całkiem fajnie, bo Andrzejek był w wesołym nastroju i zachowywał się - jak na siebie - dość spokojnie. Nawet na dłuższą chwilę zajął się klockami, dzięki czemu mogłam ponadrabiać trochę blogowych zaległości:)
Obiad miałam z wczoraj, więc, kiedy już się naczytałam, mogłam całość mojej uwagi poświęcić tworzeniu drewnianych konstrukcji.
Kiedy klocki nam się już znudziły, tradycyjnie już posegregowaliśmy pranie, komisyjnie sprawdziliśmy prawidłowość ułożenia węża w wannie, nastawiliśmy pralkę i starliśmy mopem podłogę, po czym zajęliśmy się oglądaniem książeczek. Andrzejek był nimi tak pochłonięty, że postanowiłam wymknąć się po angielsku, by zagrzać mu zupę. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy Jędruś odłożył książeczki i wyszedł z pokoju. Z błogiego skupienia nad podgrzewaną zupą wyrwał mnie pełen tego urokliwego właściwego tylko dzieciom zachwytu okrzyk Jędrusia: "Łaaał, ale siuupej kałuuuzia!" ...
Czy muszę dodawać, że przyłapałam mojego syna po kostki w wodzie robiącego fontannę z rury odprowadzającej wodę z pralki?

Natychmiast wyniosłam młodego z łazienki, po czym zasłałam podłogę czekającą na pranie pościelą i ręcznikami po czym zaczęłam wycierać wodę wszystkimi dostępnymi szmatami. Adrenalina skoczyła tak mocno, że zapomniałam o tym, że jestem w siódmym miesiącu ciąży, przeziębiona, a na dodatek jeszcze przedwczoraj nie mogłam się ruszać z powodu rwy kulszowej.
Kiedy sytuacja była już częściowo opanowana, zapukała do nas sąsiadka z dołu. Jak się okazało - woda zdążyła przeciec do niej. Przeprosiłam, powiedziałam, że robię, co mogę, ale jestem sama, nie mogę zostawić dziecka i kiedy tylko wróci mąż, na pewno przyjdzie do niej obejrzeć szkody i niczego nie będziemy się wypierać. No bo co tu kryć - szkodę wyrządziło moje dziecko. Za dziecko odpowiada osoba, która się nim w danej chwili opiekuje - czyli w tym wypadku ja. A ja go nie upilnowałam - więc jest to MOJA wina. I zaawansowany stan błogosławiony połączony z kiepską w danej chwili formą nie są tu żadnym usprawiedliwieniem.

Zadzwoniłam do męża, poinformowałam o sprawie, a on zaraz po powrocie z pracy poszedł pertraktować z sąsiadką. Wyobraźnia już zdążyła podsunąć mi obraz remontu połączonego z wymianą wanny, skuwaniem kafli i malowaniem całej łazienki, ale na szczęście szkody ograniczyły się do niezbyt dużej plamy na suficie i stanęło na tym, że wiosną zwrócimy sąsiadce za malowanie - a że łazienkę ma równie malutką jak my i obłożoną po sam sufit kafelkami, koszt również nie będzie wielki. Rozeszło się po kościach, ale mogło być różnie...




8 komentarzy:

  1. O matko!!!! To nabroil urwisek:) a maz co na to? A maly wie ze zle zrobil?
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w tamtej chwili zrozumiał, ale ciężko oczekiwać od dziecka w tym wieku, by zapamiętało na dłużej:/ Raczej jest to nauczka dla mnie - oczy dookoła głowy przez 24h...

      Usuń
  2. Dobrze, ze tak się to skończylo.:) ja kiedyś wlaczyłam pralkę, zapomniałam o wężu i pojechałam do pracy... Przypomnialo mi się po godzinie, zadzwoniłam do mamy... a że ona miala 30 min do domu, to mieszkanie sąsiadów bylo... no wiadomo... i nie szło się z nimi niesttey dogadać... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My węża zawsze sprawdzamy przed włączeniem. Teraz będę częściej zaglądać również w trakcie prania. No i mam nauczkę, że Jędrusia, nawet supergrzecznego, ani na moment nie można spuścić z oka.

      PS. Dalej chcesz, żeby Ksawery brał z niego przykład?

      Usuń
  3. Lubię czytać Twojego bloga, wydajesz się osobą sympatyczną, a blog opisywaniem życia takie, jakie jest bez pozerstwa. Kilka razy zastanawiałam się czy zostawić komentarz czy nie, i wiele razy rezygnowałam bo nie lubię się wtrącać czy krytykować, ale skoro postanowiłaś pisać otwartego bloga, to tym samym chyba liczysz się z różnymi opiniami. Mam wrażenie, że kompletnie nie "panujesz" nad swoim synkiem, robi co chce i kiedy chce. Sama mam małe dziecko, nie wiem czy uda mi się uniknąć różnych wypadków czy przypadków, ale wiem, że robię wszystko, aby moje dziecko było bezpieczne, zwłaszcza w domu. My rodzice jesteśmy odpowiedzialni za szkody jakie wyrządzają nasze dzieci ale też za to co ewentualnie same sobie zrobią. Dla mnie priorytetem jest bezpieczeństwo malucha w domu- bramki przy schodach, zaślepki na kontakty, zabezpieczenia rogów stolika, szuflad czy szafek. Dużo słyszy się o tym, że większość wypadków zdarza się dzieciom właśnie w domu. Pamiętam jeden post, w którym pisałaś o kuchence gazowej. Dla mnie horror. Po pierwsze, jeżeli dziecko odkręca kurki to można zakręcić po każdym gotowaniu zawór z tyłu przy wężu, jeden ruch ręki. Tłumaczyć oczywiście, ale zapobiegać wypadkom przede wszystkim. Po drugie są też zabezpieczenia w postaci płyt aby maluch nie dostał się do palnika. Chyba można kupić takie w Ikei czy smyku, jak resztę innych blokad. Poza tym wszystkie środki czystości w rękach dziecka to wielkie niebezpieczeństwo i mam nadzieję, że nie są w zasięgu małego. Strach pomyśleć co by było kiedy by wypił jakiś płyn :/ Uważam, ze to bardzo fajnie, że synek Ci pomaga w pracach domowych ale chyba powinno to się odbywać wtedy , kiedy Ty o tym zdecydujesz. Wtedy będzie wiedział, że to faktycznie pomoc a nie forma zabawy i można myc podłogę, robić pranie kiedy się chce. Dziecku należy stawiać granice, powiedzieć nie i tłumaczyć wtedy czuje się bezpieczne, bo w końcu to my jesteśmy dorośli i wiemy czym niektóre zachowania mogą się skończyć. Ten komentarz nie jest złośliwy, raczej z troski i chęci zwrócenia uwagi na niektóre kwestie.
    Pozdrawiam,
    Natalia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konstruktywna krytyka mile widziana:)

      Trochę racji jest w tym, co piszesz - nie zawsze panuję nad Andrzejkiem, zwłaszcza odkąd jestem w następnej ciąży. Choć staram się jak mogę.
      Wszystko, co mógłby wypić, jest schowane wysoko, kontakty są zabezpieczone - na słowo honoru, bo synek poradził sobie już z pięcioma rodzajami zaślepek. Blokady na rzepy też nie stanowią dla niego problemu. Zawór gazu, kiedy nie jest używany, zakręcam - najgorzej jest wtedy, kiedy ten gaz akurat jest potrzebny:/
      Na co dzień mieszkamy w bloku - w domu moich rodziców schody są zabezpieczone, tylko co z tego, skoro przez wysoką na metr bramkę mały umie przeleźć... taki aparat mi się trafił.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...