środa, 22 stycznia 2014

Różne odcienie matczynego zmęczenia

Na początek powiem o moim dziecku to, co o swoich pociechach mówi każda mama: Jędruś jest fantastycznym dzieckiem. Wspaniałym. Błyskotliwym, ciepłym, serdecznym. Ślicznym i wdzięcznym. Obdarzonym bardzo dobrą pamięcią i niesamowicie pojętnym, a przy tym silnym, ruchliwym i sprawnym fizycznie. Wygadanym i elokwentnym. I wiecie co? Po dniu spędzonym z tym małym cudem, choćbym nie robiła nic poza zajmowaniem się nim, po prostu...

Coś z cyklu: każdy czasem miewa dość... (zdjęcia z sieci)
... padam na pysk.

Jędruś jest absorbujący. Nie ma, że da mu się książeczkę i posiedzi, oglądając ją, a ja w tym czasie mogę iść do ubikacji albo napić się herbaty. Jędruś książeczkę, którą zna na wylot, rzuci do kąta i przybiegnie do mamy, a z nową, w której znajdzie coś, czego nie wie... przybiegnie do mamy. I zada milion pytań: A co to jest? Do czego służy? A tak w ogóle, to mama mi to kupi. Mama nie kupi? No to tata. Albo babcia...

Jędruś kocha sprzątać. Ale nie ma, że da się mu do łapek mopa, a on myje podłogę, o nie... Ja mu daję mopa, a on pokazuje mi palcem na miotłę pilnując, bym dokładnie wyzamiatała każdy kąt, który on ma zamiar umyć. A że nie da sobie wcześniej mopa wykręcić... to mamusia podłogę po myciu musi wytrzeć, coby ofiar w ludziach i panelach uniknąć.

Spacer z moim dzieckiem? Kiedy coś go zaciekawi, nie ma zmiłuj. I goń, mamusiu. Kiedy wymyśli sobie, że pójdzie np. do kościoła, nie da się oszukać żadnym placem zabaw i będzie się darł dopóki nie zabiorę go tam, gdzie chciał. A czasem i to nie pomaga, bo gdy stajemy już przed ołtarzem naszej świątyni parafialnej, Jędruś na całą dostępną przestrzeń ogłasza. "Nie do tego. Do INNEGO kościoła pójdziemy" - i cała procedura zaczyna się od zera. Plac zabaw? Nieustanna gonitwa za małym biegaczem-wspinaczem. No, może z przerwami na Sądy Piaskownicowe.

Jedzenie? Fajnie, jeśli chce. Jeśli nie, to mowy nie ma, nie zje. A ty, mamo, odgrzewaj po dziesięć razy, pilnując, by syn w tym czasie nie zainteresował się palnikami z gazem albo nie wypadł z okna.
Tu mamy jeszcze jeden scenariusz. Jędruś zje z wielką łaską, a potem wszystko "odda". A mama musi posprzątać (mniejszy problem) i przebrać dziecko, które trzeba najpierw jakoś złapać i obezwładnić.

Leń się mamy czepił i siadła na moment przy kompie albo postanowiła sama udać się do toalety? No to niech się mama przygotuje na pranie dywanu albo zdejmowanie z meblościanki dziesiątek plastelinowych kuleczek. Albo niech się mama przygotuje na zawał na widok dziecka wydłubującego zaślepki z kontaktów. Albo na salwy śmiechu na widok dziecięcia usiłującego zamknąć się od środka w piekarniku. Wszystko to już było moim udziałem.

Coś się nie podoba? No to trochę pohisteryzujmy, powierzgajmy nogami, zniszczmy coś w domu, udawajmy, że przestajemy oddychać. Dwa-trzy razy dziennie to norma.

To jednak jeszcze nic w porównaniu z tym, co się dzieje, gdy małemu coś dolega.
Choćby ta nieszczęsna gorączka, która przedwczoraj go dopadła. Jędruś z gorączką to dosłownie mała przyssawka. Leży wtedy na dowolnej części mamy i miauczy. Mama chce wstać - choćby po to, by nalać mu świeżej wody do picia - ostatkiem sił wstanie, przeczłapie te parę kroków i już miaukoli, rozkładając się na kuchennej podłodze i robiąc sobie poduszkę z mojej stopy. I tak non stop. Choćby był skrajnie zmęczony, nie uśnie nawet na chwilę. I zawsze znajdzie w sobie dość sił, żeby bronić się przed położeniem kompresu na czoło albo - o zgrozo - podaniem lekarstwa, które ulżyłoby mu w jego cierpieniu. No i na gwałtowne protesty, kiedy mama próbuje dać mu do zrozumienia, że idzie siusiu i zaraz wróci. Nie, mama nie może robić siusiu, a zresztą, po co ona chce iść do tej toalety, przecież od trzech godzin nie pozwoliłem jej się napić...

Z dwojga męczącego mimo wszystko wolę wariant zdrowy. Dziś mały był już niemal całkiem w formie. Na szczęście dla mnie po południu przejął go tatuś, a ja mogłam zrelaksować się mniej więcej tak:


8 komentarzy:

  1. Oj strasznie to wygląda. Oby mały się troszkę usamodzielnił a mama oby więcej czasu dla siebie miała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jędruś akurat nigdy nie był spokojnym dzieckiem, więc z czasem dla siebie jest krucho od prawie dwóch lat;p

      Ale już niedługo mąż będzie mógł więcej pracy brać do domu, więc młody nie będzie już miał tylu okazji do wiszenia na mamie:)

      Usuń
  2. Faktycznie absorbuje Ci strasznie :) nie masz chwili dla siebie.. oby powoli się usamodzielniał bo Mama potrzebuje teraz troszkę spokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję do marca. Wtedy mężowi zmienią się godziny pracy i będzie więcej w domu. Ale będzie dyscyplina! ;P

      Usuń
  3. No, czyli normalny dzień mamy, która siedzi :P w domu z dzieckiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. no kochana, jak Ty się tak relaksujesz jak na tym filmiku, to co się dziwisz, że Jędruś takim żywym dzieckiem jest ;) a tak na serio - trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, prawie - nie mam takiego super kranu i wieszaków na cedzaki nad głową. Reszta by się zgadzała. Szczęście, że za ścianą nikt nie mieszka;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...