poniedziałek, 13 stycznia 2014

O trzech literkach, których się bałam

Źródło: mapazdrowia.info
Jędruś ma nową mantrę. Brzmi ona: "Jeśtem siupej faciet!" i rozbrzmiewała dziś w naszym aucie przez całą półgodzinną drogę do szpitala.

Nowe motto to efekt wczorajszych zabiegów babci, która postanowiła przygotować Andrzejka psychicznie na dzisiejsze kłucie.

Kłucie od dawna wyczekiwane, postrach rodziców i główny przedmiot sporów między zwolennikami i przeciwnikami szczepień ochronnych.
My - mimo naszych wcześniejszych przejść - jesteśmy umiarkowanymi zwolennikami. Wiemy, że szczepionki, jak wszystkie leki, mogą mieć działania niepożądane, przerabialiśmy to. Z drugiej jednak strony wiemy, że są choroby, których skutki mogą okazać się groźniejsze od tych działań. Choćby poczciwa różyczka, która uszkadza płody, i odra, po której powikłaniem bywają zapalenia opon mózgowych. Są one niebezpieczne szczególnie dla niemowląt, a my względnie niedługo będziemy mieć w domu noworodka - i to też musieliśmy wziąć pod uwagę.

Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby wywoływać tu dyskusję zwolenników i przeciwników szczepienia dzieci. Czytałam takich już masę i naprawdę robi się to już nudne.
Moje zdanie jest takie: bierzemy pod uwagę możliwe komplikacje, ale szczepimy - zachowując  największą możliwą ostrożność. Tylko na to, co wolno, tylko po dokładnym badaniu, jak najmniej szczepionek naraz. Jesteśmy pod opieką Poradni Szczepień dla Dzieci z Grup Wysokiego Ryzyka i ściśle przestrzegamy ustalonego specjalnie dla Andrzejka planu.
Jeśli w międzyczasie pojawia się katar albo zaostrzenie AZS, odkładamy szczepienie, tak, by od końca problemów minęło co najmniej sześć tygodni. Nie szczepimy na wszystko. Tylko na to, co absolutnie obowiązkowe albo szczególnie groźne. Szczepionki zawierające potencjalne alergeny (MMR, ospa, grypa) konsultujemy dodatkowo z alergologiem.

Stawiliśmy się więc dziś na szczepienie.
Lekarka obejrzała Andrzejka ze wszystkich stron i wypytała o stan jego zdrowia w czasie od ostatniego szczepienia (Di-Per-Te), po czym, nie znalazłszy nic niepokojącego, wysłała nas na szczepienie do pielęgniarki.
Tym razem kłucie było w rączkę. Wrzask Jędrusia słyszał chyba cały szpital, ale mały szybko się pozbierał, przez łzy powtarzając, jaki to z niego "siupej faciet".

Przed nami była jeszcze dwugodzinna obserwacja sprowadzająca się w praktyce do sterczenia na korytarzu pełnym dzieci i pokazywanie się pielęgniarce co 30minut.

Poszło zadziwiająco spokojnie, o ile przy naszym dziecku można w ogóle mówić o spokoju. Obyło się bez płaczu i marudzenia, nie obeszło się bez harców. Mały zaczepił chyba wszystkich obecnych, pogłaskał kilka dziewczynek, z dwiema kolejnymi chciał się całować, jedynemu koledze próbował zabrać drożdżówkę, a na koniec upatrzył sobie miejsce pod jednym z przewijaków i właził tam za każdym razem, kiedy trochę zmęczył się łobuzowaniem.

W domu już do końca dnia miał świetny humor, był energiczny jak zwykle, ale wesoły i zgodny jak rzadko kiedy, nawet zasnął bez problemu.

Odczynu w miejscu kłucia brak. Lekarka ostrzegła nas jednak, że między 6 a 10 dniem po szczepieniu może wystąpić odczyn gorączkowy. Dostaliśmy receptę na Clemastin w syropie na wypadek wysypki i polecenie, by - w razie gorączki powyżej 38 stopni-  zbić ją paracetamolem lub ibuprofenem, a jeśli utrzymywałaby się dłużej niż 3 dni, zgłosić się do poradni.

To by było na tyle. Teraz poprosimy o trzymanie kciuków, żeby możliwe przykrości jednak nas ominęły:)

Na koniec - Jędruś w swojej kryjówce:)




10 komentarzy:

  1. trzymam kciuki zatem :)
    temat u nas swiezy, moj mistrz miam MMR w zeszly wtorek, na drugi dzien po dwudniowa goraczka, marudzenie, a wczoraj wyszla wysypka. Wiec jest srednio, ale nie zaluje. Tym bardziej ze myslimy w przyszlosci o drugim dziecku a co sie z tym wiaze - moja ciaza. Nie mialam odwagi ryzykowac i nie szczepic.
    Andrzejku, jeszcze raz kciuki, trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:)
      My długo mieliśmy przeciwwskazania do tego szczepienia, ale alergolog w końcu dala nam zielone światło. Odwlekłam jeszcze trochę i poszliśmy na szczepienie - również argumentując to dobrem nie tylko samego zainteresowanego, ale też młodszego dziecka.
      Pozdrawiam i życzę Dżuniorowi, żeby wysypka wiała, gdzie pieprz rośnie:)

      Usuń
  2. No to trzymam kciuki, ale będzie dobrze, też to już przerabiałyśmy , chociaż dość dawno, i z doświadczenia wiem że każde dziecko przechodzi to inaczej, u nas Wiki przeszła bezobjawowo , a Majeczka miała zaczerwienienie i gorączkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zazdrościmy Wiki i liczymy, że i nas kłopoty ominą. Dzięki:)

      Usuń
  3. A ja nadal nie wiem, szczepić, czy nie... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że gdybym nie miała problemów z odczynem poszczepiennym i alergiami małego, szczepiłabym nie tylko na to, co obowiązkowe, ale wzięłabym też szczepienia dodatkowe, np. pneumokoki, ospę i grypę. Ale, ponieważ takie a nie inne kłopoty mieliśmy, musimy szczepienia ograniczyć do minimum i modlić się, żeby Jędrula żadnego paskudztwa nie przywlókł.
      Juliana też będziemy szczepić - ale podobnie jak Andrzejka - w specjalistycznej poradni, pojedynczymi preparatami, ale jeśli będzie je dobrze tolerował, to np. pneumokoki dostanie.

      Usuń
  4. Kciui trzymam. Jelsi chodzi o szczepienia - nas na szczęście ominęły nieprzyjemne powikłania, ale jestem za tym, by szczepić. Wybrać te najlepsze jakościowo opcje i szczepić... \
    A babcia rzeczywiście ma podejćei psychologiczne. Moze coachingiem dla dzieci się zajmie? Takie budowanie mocnego poczucia własnej wartości od maleńkości to jest to! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      A do babć Andrzejek ma szczęście - obie są w nim zakochane:)

      Usuń
  5. Niestety dzieci różnie reagują na szczepienia, syn na szczęście w miarę dobrze je znosił. Ogólnie jestem za szczepieniami, teraz jest jednak coraz więcej osób, które są temu przeciwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze byłam za. No, może poza momentami, kiedy sama miałam być kłuta;p
      I pech chciał, że akurat moje dziecko przeszło ciężki odczyn poszczepienny. Nie zmieniło to jednak faktu, że szczepienia uważam za konieczne. Teraz po prostu jestem znacznie ostrożniejsza w doborze szczepionek i specjalistów, którym ufam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...