czwartek, 9 stycznia 2014

Najazd kurierów

Kolorowy zawrót głowy.
Nie dość, że czwartek, to  jeszcze wszystkie firmy przewozowe umówiły się chyba, że zjadą do nas właśnie dziś. No, ale od początku.

Jeszcze w listopadzie zostałam zapytana, co chciałabym dostać pod choinkę. Powiedziałam - coś dla Julianka. Zrobiłam listę kilku rzeczy, które fajnie byłoby mieć (a sama bym ich nie kupiła ze względu na skąpstwo wrodzone) i wręczyłam rodzicom, by coś z tego wybrali.
Wybrali leżaczek-bujaczek, ale zamiast niego pod choinką znalazłam wielki wór z prezentami przeróżnymi (nową ładną torebkę, fajne kozaki, książka, słodycze etc.). Od razu przyszło mi do głowy, że sprzedawca mógł nie wyrobić się z dostawą przed świętami, ale nic to, pomyślałam, że jeśli do kwietnia nie dotrze, to Julianek, wzorem starszego brata, obejdzie się bez tego sprzętu.

Kilka dni temu znalazłam też okazyjną ofertę sprzedaży laktatora Lovi Prolactis, na który od dawna ostrzyłam sobie ząbki. Ponad 400zł za nówkę mi się nie uśmiechało, szukałam więc używanej sztuki. Aż tu trafiłam na nowy za niecałe 300zł już z wysyłką. Kliknęłam "Kup teraz".

Idąc za ciosem, zadzwoniłam też do producenta mojego wózka, by zamówić nową wyściółkę i materacyk do gondoli - poprzednie skutecznie załatwił mój starszak, a nie chciałam wozić dziecka w brzydkim, poplamionym od wewnątrz wózku.

Tak oto, pożegnawszy się z mężem, któremu z trudem wcisnęłam leki łagodzące objawy przeziębienia, by jakoś przebiedował cały dzień " gadającej"pracy, ledwie zdążyłam zawalić podłogę w łazience praniem do posegregowania, a już stałam oko w oko z miłym panem kurierem, który przywiózł jakąś podejrzanie wyglądającą płaską paczkę. Nie domyślając się zupełnie, o co może chodzić, otworzyłam pakunek przy kurierze - zawartością okazał się być fotelik-bujaczek dla moich chłopaków. Podziękowałam, podpisałam się na tym śmiesznym "czymś", co zastępuje kurierom papierowy formularz, odkleiłam od nogi Andrzejka i poszliśmy segregować pranie, a potem zaczęliśmy myć podłogę.
I właśnie w chwili, kiedy Jędruś skończył mycie, a panele w przedpokoju lśniły od nadmiaru wody (M: Jędrusiu, daj, mama wykręci mopa. A: Nieee!!! Ja siaaam!!!!!) a ja jeździłam na szmacie, żeby choć trochę je osuszyć, rozległ się kolejny dzwonek domofonu. Tym razem pan przywiózł dojarkę.
Kiedy otworzyłam paczkę, od razu spostrzegłam powód tak okazyjnej ceny. Laktator rzeczywiście był nowy i fabrycznie zapakowany, ale na wszystkich dołączonych dokumentach widniała wielka czerwona pieczątka oznajmiająca, że produkt nie jest na sprzedaż. Jak się potem dowiedziałam, był to bonus, który można było dostać za określoną ilość punktów w ramach programu lojalnościowego jakiejś apteki...

Zanim jeszcze zdążyłam odessać dziecię od nogi po wyjściu kuriera nr 2, zadzwonił telefon. Numer nie był mi znany, ale gdy po odebraniu usłyszałam: "Dzień dobry, czy pani Aleksandra D.? Z tek strony XYZ z firmy kurierskiej ABC...", choć domyśliłam się, że zaraz przyjedzie do mnie wyściółka wózka,  jedynym, co przemknęło mi przez głowę, było:"o nie, jeszcze jeden...". Dałam jednak facetowi dokończyć i okazało się, że miał do mnie przyjechać, ale nie przyjedzie, bo ma awarię auta. Uff, jeden stres dla Jędrula mniej.

Jednak to byłoby za piękne, żeby mogło być prawdziwe. Akurat w momencie, kiedy ganiałam za małym gołodupcem wiejącym przed nową pieluchą, dzwonek domofonu zadźwięczał po raz kolejny.
w duchu klęłam, że kurier tak szybko naprawił awarię auta, ale tym razem był to "tylko" listonosz, który wręczył mi sporą miękką kopertę i nawet nie zdziwił się zbytnio na widok półnagiego dziecka przyrośniętego do mojej goleni. Widać nie na takie rzeczy napatrzył się w swojej długiej karierze zawodowej;)

A teraz to, co do nas przyjechało - w obrazkach paru. Plus, na koniec, mój dzisiejszy sposób na zajęcie prawie dwuletniego Jędrusia podczas zakładania pieluchy. Ciekawe, czy jutro też zadziała...

całkiem zgrabny pakunek

 
Ten sam pakunek po sprawdzeniu zawartości i kilkukrotnych próbach powrotu do stanu poprzedniego;p (Na krześle również elementy zestawu)


Nasza nagroda w konkursie u Kingi Mak i Jasiulowej. Ta przemiła poducha jest przeznaczona do samodzielnego malowania, ale Jędruś pokochał ją taką, jaka jest. Dziękujemy raz jeszcze:)

Jak widać, z pewnych rzeczy się nie wyrasta;p

10 komentarzy:

  1. Ale dzień! Uwielbiam wizyty kurierów :)

    Z opłaconymi przesyłkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - pierwsza to prezent, trzecia to nagroda, tylko za drugim razem musiałam rozstać się z prawie trzema stówkami, co nigdy nie przychodzi mi łatwo;p

      Usuń
  2. Aj przyjechali jednego dnia to masz to już z głowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już mam z głowy wszystkich - wózkowe posłanie przyjechało dziś. I to był jedyny kurier, który nie wystraszył mi dziecka.

      Usuń
  3. Faktycznie istne szaleństwo, ale fajnie tak coś dostawać :D lubię jak paczki do mnie przychodzą.
    Gratuluję nowych nabytków. Leżaczek jest super.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię paczki - pod warunkiem, że nie muszę odbierać ich jeżdżąc na szmacie do podłogi z małym wrzaskunem przyklejonym do nogi:)

      Usuń
  4. Ah mie taki zasyp czeka w tym tygodniu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby równie miłe przesyłki.
      Mnie wkurzył tylko ten zmasowany atak - wszyscy trzej zmieścili się w 2 godzinach - i reakcja Jędrusia, który za każdym razem bardzo się bał i głośno informował o tym całą klatkę.

      Usuń
  5. Bardzo przyjemne przesyłki - świetny ten leżaczek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się sprawdzi, tata mówił, że kierował się opiniami w internecie, a nikt z moich znajomych nie miał tego modelu. Wizualnie wygląda porządnie, a tkanina wygląda na łatwą do czyszczenia:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...