niedziela, 12 stycznia 2014

Na Andrzejka zawsze można liczyć;p


Źródło: godmother.pl

Środek nocy lub blady świt - jak kto woli, w każdym razie około piątej rano.
Budzi nas gadanie zza ściany. Nie rozróżniamy dokładnie słów, zakładamy poduchy na głowę i próbujemy zasnąć, ale dzieć podkręca decybele. Zaglądamy do jedo pokoju, a ten siedzi sobie w wyrku, patrzy przed siebie nie widzącym wzrokiem, ściska w łapkach swoją poduchę z osiołkiem i powtarza jak zacięta płyta:

"Jodzicie mają śpokój. Jodzicie mają śpokój. Jodzicie mają śpokój..."

Nie pomogło napojenie, mały nie dał się ani do końca wybudzić, ani ruszyć z miejsca. Półprzytomni, wróciliśmy do siebie, ale ciężko jest zasnąć, kiedy się ma taki "śpokój"...
Mnie do życia zmobilizowało tylko wyjście na basen, mąż przez pół dnia chodził jak zombie.
A Jędrula, jakby nigdy nic, wstał sobie o ósmej rano i, rześki jak skowronek, przybiegł do mamusi z tabletkami na tarczycę...

***

Mama pierze strój kąpielowy  po zajęciach na basenie. Jędruś dzielnie jej "pomaga". Mama wykręca wypłukany kostium, rozwiesza go i oznajmia dziecięciu, że koniec chlapania, bo trzeba wylać wodę. Dziecię ostatni raz zanurza rączkę, zaciska piąstkę i wyciąga, po czym biegnie do pokoju, do taty.

T(podejrzliwie): Andrzejku, a co ty tam chowasz?
A: Wodę!
T: No jak to? Przecież wody nie da się trzymać w rączce.
A: Da się!
T: Tak? A jaką ty masz tę wodę?
A: Ciśtą (czystą)!
T: Ale jak to czystą?
A(z dumą): Wypjaną!

***

Po obiedzie tatuś skręcił wreszcie sprezentowany chłopakom przez dziadków fotelik-bujaczek. Na razie w wersji dla Andrzejka - w pozycji siedzącej, bez pałąka z zabawkami, wibracji i blokady bujania.
Jędruś przez cały czas dyrygował tatą, wskazując śrubki, które jego zdaniem wymagały jeszcze dokręcenia. ("Jeście tamta. Nie, nie ta, O TAMTA! Daj śjubokjęt. Tejaś ja!" i tak chyba ze sto razy...). Kiedy już jakimś cudem skończyli, Jędrulek ochoczo wszedł na fotelik, rozbujał go najmocniej jak się da (a da się całkiem konkretnie, może za parę dni skrobnę jakiś wstęp do recenzji) i zawołał:

"buju buju, mały źbóju!"

Ciekawe, kto mi go tak szkoli...

A tu przypływ sił po kolacji:)



6 komentarzy:

  1. Jej, jak ja uwielbiam tego Szkraba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, choć czasem skaranie boskie z nim mam;)

      Usuń
  2. Fajny leżaczek ;)
    Z tą wodą się uśmiałam ;D
    A co do basenu też byliśmy dzisiaj i w sobotę ;)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, że młodemu się podoba, zobaczymy, jak sprawdzi się w pełnej wersji przy niemowlaku.
      A basen super sprawa:)

      Usuń
  3. o matko, nie boicie się, że w szkole będzie się nudził? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może go tam trochę utemperują i nauczy się siedzieć 5 minut w jednym miejscu:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...