środa, 8 stycznia 2014

Hej, kolęda, kolęda!

Dzieckiem się człowiek nie pochwali - wszyscy starsi mi to powtarzają i, przynajmniej w przypadku mojego synka, to się sprawdza.

Dziś od rana przygotowywaliśmy Jędrusia na wizytę duszpasterską. Mówiliśmy mu, że przyjdzie ksiądz, pokropi nas wodą święconą, a potem będziemy się razem modlić. Mimo wczorajszych trudności miałam nadzieję, że młody pokaże, jak ładnie się żegna, a może nawet, że wydeklamuje chociaż część "Anioła Bożego",  co przed spaniem idzie mu rewelacyjnie.

Źródło: oratorium.waw.pl
Dzisiejszy dzień nie był już taki zły jak miniony, więc rokowania były niezłe. Jednak, gdy tylko zjawili się ministranci, młody wpadł w histerię, więc w momencie, gdy ksiądz wszedł do mieszkania, cały porządek wizyty poszedł się paść.

Zaczęło się od tego, że mąż i teściowa pobiegli przepraszać księdza, że mały się wystraszył, a ja w tym czasie usiłowałam spacyfikować wrzaskuna, co czyniłam, może niezbyt stosownie, bo śpiewając mu piosenkę o Kulfonie.
Ksiądz okazał się bardzo wyrozumiały, zażartował nawet, że dzieci często boją się go, biorąc jego albę za lekarski kitel i myśląc, że przyszedł dać im zastrzyk;p

Po chwili, gdy Jędruś już się uspokoił i zaczął nieufnie obchodzić księdza dookoła, mogliśmy przystąpić do modlitwy. Na dźwięk słowa "Amen", Andrzejek rozluźnił się już zupełnie i nawet sobie z naszym gościem trochę porozmawiał - podziękował za obrazeczek (po czym błyskawicznie złożył go we czworo i schował do kieszeni) a potem pokazał mu najładniejsze jego zdaniem bańki na choince. O popisach jednak nadal w dalszym ciągu nie było mowy, ale ksiądz i tak był pod wrażeniem gadanego naszej pociechy. Był zdziwiony, że nie ma nawet dwóch lat. Rozmowa w gronie dorosłych też przebiegała sympatycznie - ksiądz trochę opowiadał o swojej pracy i wysłuchał, co my mieliśmy do powiedzenia, nie zadawał żadnych niewygodnych pytań. Był po prostu miły, życzył nam wszystkiego dobrego i obiecał się za nas modlić.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby ksiądz, żegnając się z nami, nie spróbował Andrzejka pogłaskać. Ten mały błąd spowodował, że uśmiechnięte dziecko w jednej chwili eksplodowało płaczem i niemal przyrosło do maminej nogi, by, już z bezpiecznej pozycji - wygrażać intruzowi kropidłem.


PS. Ostatnio na onecie pojawił się istny wysyp "polecanych postów", których jedyną treścią był "najazd" autora na księdza przychodzącego po kolędzie. Że wścibski, że sprawdzał ewidencję, że tylko czekał na kopertę. Natrafiwszy na kilka takich tekstów w ciągu ostatnich kilku dni zaczęłam się zastanawiać - czy to tylko my mamy takie szczęście, że nigdy nic takiego nas nie spotkało i zawsze trafiamy na mądrych, kulturalnych księży? Ten, który był u nas dzisiaj, na widok koperty, powiedział do teściowej: "Niech pani da młodym, im to jest bardziej potrzebne". I nie był to pierwszy raz, kiedy ksiądz odmówił nam przyjęcia ofiary.
A może po prostu narzekają ci, którym nie do końca jest po drodze z nauczaniem Kościoła...

21 komentarzy:

  1. myślę, że z księżmi różnie bywa, tak jak i ze zwykłymi ludźmi. w obecnej parafii gdzie mieszkamy, mamy bardzo fajnych księży. bezproblemowi, nie utrudniają załatwiania formalności, nie oczekują niebotycznych ofiar, a wręcz, gdy w zeszłym roku mieliśmy małe kłopoty, to na kolędzie ksiądz nie chciał ofiary i musieliśmy mu ją na silę wcisnąć. także uważam, że też mamy duże szczęście :) P.S. podobno dzieci boją się ludzi przebranych inaczej niż reszta, może stąd początkowy strach Andrzejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja problem miałam raz, ale nie przy kolędzie - chciałam ochrzcić synka w innej parafii niż chwilowo mieszkałam. To był chyba jedyny raz, kiedy zostałam przemaglowana przez księdza o absolutnie wszystko - o ślub kościelny, pozostałe Sakramenty (kto, gdzie i kiedy), o wspólnotę, do której chodziliśmy (i nadal chodzimy) na Msze, nazwiska księży i milion innych pierdół. Pozwolenie dostałam chyba tylko dlatego, że po godzinie przesłuchania uznał, że nie ma się już do czego przyczepić. Ale to tylko jeden przypadek wśród kilkudziesięciu księży, których przy rozmaitych okazjach miałam okazję poznać, reszta była w porządku, więc nie bardzo wiem, skąd ten stereotyp pazernego rozpustnika i pedofila, który chyba ktoś chce wmówić społeczeństwu.

      Usuń
  2. U nas nigdy nie odmówił i nawet z ministarntem nie chodzi. Super, że u Was jest inaczej,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkałam w sumie na terenie 5 różnych parafii i jeszcze nie spotkałam się z wizytą duszpasterską bez ministrantów. Z tym, że oni nie chodzili razem z księdzem, tylko przychodzili jakieś 10-15min. przed nim i od razu ulatniali się dalej.
      Choć, jak tak się teraz zastanawiam, to bałabym się chyba puścić tak syna np. 12-letniego. I wcale nie chodzi mi o księdza, tylko raczej o "parafian" do których on i jego równie młody kolega musieliby zapukać, żeby księdza zapowiedzieć. Licho wie, na kogo się trafi.

      Usuń
  3. Nigdy nie wiadomo jak zareaguje dziecko i ksiądz.
    Nas też niedługo kolęda czeka..ah jak ja nie lubę..

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie mam przykrych wspomnień z kolędy. Nawet jeśli akurat trafił się mój ksiądz katecheta (w sumie 3 razy), obywało się bez problemów. Nie lubiłam tylko tego szybkiego "dopieszczania" zeszytów do religii kolorowymi szlaczkami i wyrywania pokrytych różnymi "arcydziełami" kartek z tyłu tak, żeby te z przodu nie wypadły:)

      Usuń
  4. Biedny Andrzejek - ale to kropidło super patent ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej jasno określa "granice własnego ja" czy jak to się tam nazywało;)

      Usuń
  5. To prawda, wiem z doświadczenia , dzieckiem się człowiek nie pochwali , oj nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. Jędruś już któryś raz wywija nam taki numer;p

      Usuń
  6. Hihihihi:D u nas podczas kolędy miesiąc temu nasz Adaś zaczął w bardzo uporczywy sposób zaczepiać ministranta ze słowami: " Dziewcinko, a cio tam maś?? dziewcinko! dziewcinko!!"" hihihi oj żeśmy się uśmiali z Księdzem nieźle ;P
    A co do tego chwalenia się dzieckiem - prawda oj prawda, dziecię jakby specjalnie nie chciało pochwalić się ani ujawnić swych umiejętności - nieważne czy ma rok czy 3 lata hahaha - taki przedział mojego doświadczenia ;P pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na kolędę wybywam z domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja buddyjskiej - gdyby takowa była - też bym nie przyjmowała, więc Ci się nie dziwię:)

      Usuń
  8. Fajny blog! Oj zazdroszczę że jesteś w kolejnej ciąży, ja niestety chyba drugiego maluszka się nie doczekam, bo wisi nade mną wizja rozwodu :( więc o drugim dziecku ciężko już myśleć a niestety nawet jeśli kogoś jeszcze poznam to będzie już pewnie za późno na drugie dziecko... ech, jak ten los dziwnie się układa i niestety ciężko się z nim pogodzić....
    Jutka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - dziękuję, miło, że zajrzałaś.

      Po drugie - nawet tak nie myśl. Nawet podczas rozprawy można się jeszcze wycofać. Może akurat się dogadacie...

      Po trzecie - zajrzyj tu: http://ciaza-przed-40tka.blogspot.com/
      Za późno będzie, kiedy wejdziesz w okres menopauzy. Wcześniej masz jeszcze szanse:)

      Usuń
    2. Dziekuje za slowa pocieszenia. Do 40stki kilka latek jeszcze mi zostalo ;) Jestem w chwili obecnej mocno rozdarta wewnętrznie i naprawdę nie wiem którą drogę w życiu wybrać....

      Usuń
  9. U nas też tylko: pieniędzy mało, długi, brakuję, powinniście wiecej dawać, a kiedy kościelny slub. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję tych gadek o pieniądzach - sama nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Z nagabywaniami o ślub kościelny też nie, ale to dlatego, że zamieszkałam z mężem dopiero po nim;p

      A takie gadki, że mało, że długi, ucięłabym krótko - przykro mi, ale na więcej nas nie stać.

      Usuń
  10. Tak, Olu, ostatnim zdaniem trafiasz w dziesiątkę. Bo po prostu nie wyobrażam sobie, żeby człowiek, który identyfikuje się z Kościołem wieszał na nim psy na swoim blogu. Po co w ogóle przyjmują księdza i farsę z tego robią. Nasz sam się pożalił, ze w jednym domu zaproponował werset z Pisma, krótkie rozważanie, a gospodarz w trakcie podaje mu kopertę, chyba z sugestią, żeby brał i poszedł, czasu nie zajmował...
    My wszystkie wizyty dobrze wspominamy, choć dopiero 5 mamy na koncie:-) Anulka siedziała jak trusia, kokietowała oczami, a po wyjściu podsumowała: "papież Wojtek" - może proroczy dar ma ;-). Koperty w ogóle nie dajemy, bo robimy raz w roku przelew na parafię, uważając to za zaszczyt i swój mizerny wkład w utrzymanie naszego kościoła, a nie daninę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Przynajmniej nie chciała bić księdza kropidłem. A tekst o papieżu - pierwsza klasa. Ciekawe, czy dożyjemy jego weryfikacji;p

      Sytuacja przytoczona przez "waszego" księdza... bez komentarza.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...