sobota, 21 grudnia 2013

Święta "Skazańca" i miłe znalezisko:)

Tak się złożyło, że Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok wypada nam tym razem spędzić w moim domu rodzinnym. Jutro więc wyładujemy naszego mikruska manelami po sam sufit i ruszymy do Krosna.

Ponieważ praca mojego męża tak długo trzymała nas w Krakowie, jedziemy właściwie "na gotowe" i teoretycznie pomóc będziemy musieli (co zrobimy z radością) w ubieraniu choinki w wigilijny poranek i przyrządzaniu karpia.

A dlaczego teoretycznie?
Bo w praktyce mnie i tak czeka wielkie gotowanie - choć w mikroilościach.

Będę bowiem musiała przygotować "dania wigilijne" specjalnie dla Andrzejka, by w czasie Wieczerzy nie czuł się pokrzywdzony jedząc tylko chleb z szynką i nie rozrabiał, próbując podkradać jedzenie nieuczulonym uczestnikom Wigilii.

Będzie więc barszczyk bez dodatku grzybów.
I dwa rodzaje pierogów bez jajek - ruskie i z kapustą.
I trochę kutii, której u nas w domu się nie je, ale Jędrusiowi zrobię, żeby miał alternatywę dla makowca.
I karp bez jajecznej panierki.
I ze dwa wegańskie ciasta - może szarlotkę i kruche z dodatkiem przyprawy do piernika?
I sałatkę warzywną z jogurtem zamiast sosu majonezowo-śmietanowego...
 
Będzie więc co robić, ale cieszę się, bo gotować bardzo lubię.
A jeszcze bardziej lubię, kiedy potem Jędrula mówi, że było pycha i prosi o "jeście dokładkę":D

Tymczasem, choć mieszkanko nasze w Święta opuścimy, postanowiliśmy nie odpuszczać świątecznych przygotowań. Żeby było nam miło w ostatni dzień przed wyjazdem i po powrocie do czystego i przytulnego domku:)

I choć, ze względu na rosnący brzuszek, odpuściłam sobie mycie okien i pastowanie podłóg, to z pomocą Jędrusia doprowadziłam domek do takiego błysku, jakiego się tylko dało. I tak dywany zostały odkurzone, podłogi umyte, łazienka wyszorowana, meble odświeżone, kuchnia wymyta na błysk. Ba, jak się zawzięłam, to z rozpędu wymyłam szafki, szuflady i doczyściłam nawet stare przypalenia na kuchence, pozostałe jeszcze po poprzednich lokatorkach naszego mieszkania. Wcześniej nie dał im rady Cif, Ludwik ani nawet Domestos, a dziś poradziłam sobie... sodą i sokiem z cytryny. Dzięki, wujku Google:)

Kiedy już mieszkanie zostało uznane za dopieszczone, przyszła pora na choinkę. W tym roku nie robiłam ozdób i nie jest ona może imponująca,



ale podczas jej ubierania znalazłam parę drobiazgów, które sprawiły, że się rozkleiłam.
Ozdoby co prawda nie najpiękniejsze, ale przywołujące wspomnienia przygotowań do pierwszych Świąt po naszym ślubie.
Choineczkę mieliśmy wtedy malutką, więc pomyślałam, że ozdoby zrobię sama - i robiłam je od października. Zwierzątka, kokardki i łańcuchy z papieru kolorowego, ozdoby z modeliny... nawet na szopkę się porwałam. Większość tych ozdób nie przetrwała trzech lat i dwóch przeprowadzek, ale mała próbka do pokazania się nadaje:


Ocalała tylko ona. Był jeszcze kotek, piesek, miś i żabka

Wszystkich były cztery. Różniły się minami, kolorem włosów i ubranek

Szopka z modeliny, wysokość: ok. 3,5cm:)



W drugim pudełku odnalazłam drewniane zabawki. Maleństwa - mają 2-3cm wysokości, ale i tak uważam, że są urokliwe. Pochodzą jeszcze z rodzinnego domu mojej teściowej, my dostaliśmy je od niej z okazji naszego ślubu.
I choć te pierwsze wspólne Święta okazały się potem najsmutniejszymi w naszym życiu i spędziliśmy je w szpitalu walcząc o nasze pierwsze dziecko, to jednak te zabawki wywołały mój uśmiech. I tak drewniane figurki znów zawisły na naszej choince (pokażę Wam te najlepiej zachowane):







 a te, które sama zrobiłam, pojadą do Krosna jako część prezentu dla mojej mamy:) I z pewnością znajdzie się dla nich honorowe miejsce na drzewku rodziców...

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. ;p
      Andrzejkowi też się podoba. Ale przewidziałam taką możliwość i zainwestowałam w nietłukące ozdoby;)

      Usuń
  2. Ale fajnie, ja do Krosna jadę dopiero w styczniu na momencik ;) m.in do dentysty..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wszystkich lekarzy poza ginem prowadzącym ciążę oblatuję w Krośnie. Ale i gina "zapasowego" tez tu mam:)

      Usuń
  3. Piękna choinka!
    Ja kocham takie zwykłe, z własnymi ozdobami choinki, nie podobają mi się modne teraz jednokolorowo ustrojone drzewka. Dla mnie najładniejsze to te najbardziej pstrokate. I taka nasza też będzie, mam nadzieję już jutro ;)

    Na Wigilię widzę będziesz mieć troszkę roboty, ale to, że dziecku smakuje to najfajniejsze co można usłyszeć. Isia mówi albo 'smakuje mniam, mniam' albo 'pycha' :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej lubię sama robić ozdoby. Niestety w tym roku mi się nie udało...
      A te modne jednokolorowe lub/i tematyczne choinki tez do mnie nie przemawiają.
      U nas więc jak zawsze radosna twórczość i feeria barw:)

      Usuń
  4. no same pysznosci bedzie zajadał syneczek :) sama bym takich pojadła ... a choineczka cudna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, ze wolisz wersje dla nieuczulonych. Te "oszukane" potrawy wigilijne też są niezłe (w zeszłym roku robiłam podobne dla siebie, bo jeszcze karmiłam), ale to jednak nie to samo. Ale szkolę się, bo odbiorca z wiekiem robi się coraz bardziej wymagający:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...