sobota, 14 grudnia 2013

(Prawie jak) Perfekcyjna Pani Domu...

Powiedzieć, że moja teściowa jest pedantką, to za mało. Przy niej pani Rozenek ze swoją białą rękawiczką to brudas. Wrażenia porządku w jej mieszkaniu nie jest w stanie zburzyć nawet mieszanina zabawek, garnków i papierków wywleczona przez Andrzejka na środek pokoju. To trochę taki typ, który ściera plamę zanim jeszcze ją zrobi.
Wychodząc za jej syna, postawiłam sobie za punkt honoru, że jej dorównam. Wbrew własnej nieco chaotycznej naturze narzuciłam sobie pewien rytm - wszystko, co mogłam (mycie naczyń i blatów w kuchni, zamiatanie, ścielenie itp. drobiazgi), robiłam od razu, a każdą większą pracę (odkurzanie, pranie, prasowanie, mycie kuchni jako całości etc.) raz lub dwa w tygodniu. Weszło w krew, w naszym mieszkanku można było jeść z podłogi i przejrzeć się we wnętrzu piekarnika. Do tego codziennie świeży obiad z trzech dań i ciasto przynajmniej raz w tygodniu. I jeszcze praca na pełen etat.

Do czasu.

W ciąży z Jędrusiem przez dwa miesiące musiałam leżeć plackiem, a potem stopniowo, pomału wracać do codziennej aktywności. Do końca ciąży nie było mowy o szorowaniu na kolanach 40m2 podłogi i wspinaczce na parapet w celu umycia okien. Do tego mdłości od zapachu środków czyszczących, potem nieodkładalne dziecko z wiecznymi kolkami i... jakoś tak wróciłam do dawnych przyzwyczajeń czyli gruntownego sprzątania wtedy, kiedy firanki są szare, kosz na pranie domyka się dopiero przystawiony czymś ciężkim, a na podłodze widać plamy. Lśniący piekarnik i ciasto co niedzielę stały się mglistymi wspomnieniami. Zrezygnowałam z deserów, gotowałam raz na dwa-trzy dni, prasowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy (czyli głównie ciuszki Jędruśka i mężowskie koszule), a i tak nie mogłam się wyrobić. Ściereczka pani Rozenek... byłaby chyba we wszystkich kolorach tęczy;p

Jakiś czas temu taki stan rzeczy zaczął mi przeszkadzać. Postanowiłam sobie, że zacznę od gruntownego sprzątania kuchni łącznie z szafkami, szufladami, piekarnikiem etc., potem podobnie wysprzątam łazienkę, nasz pokój, pokoik Andrzejka, a potem będę już tylko pilnować tego stanu.
Znając swój talent do odkładania wszystkiego na pojutrze, postanowiłam zacząć od zaraz i... w czasie kiedy usiłowałam doczyścić piekarnik, Jędrula wysmarował dywan w pokoju pianką do golenia, którą mąż nieopatrznie zostawił na wannie (kiedyś widział jak teściowa prała swój dywan - może chciał to powtórzyć?). Nie poddałam się. Kuchnię wypucowałam już po położeniu pomocnika spać, a następnego dnia wzięłam się za łazienkę. I szło mi świetnie aż do chwili, gdy odkryłam, że w czasie, gdy ja szorowałam wannę, młody... wyczyścił piekarnik szczotką do toalety.
Jedynym, co da się przy nim robić jest to, co go pasjonuje - odkurzanie, zamiatanie/mycie podłogi mopem i niektóre czynności kulinarne jak obieranie warzyw czy tłuczenie kotletów.

Jednak wobec ryzyka, że Jędruś, pozostawiony sam na sam z zabawkami po raz kolejny zechce mi pomóc, zrezygnowałam z gruntownego sprzątania. Codziennie - oprócz zwykłych obowiązków typu gotowanie, zmywania i ścierania w miarę na bieżąco - myję jedną dodatkową szafkę lub szufladę, angażując Jędrusia w wyjmowanie, a potem układanie jej zawartości lub (w razie nietrwałości tejże) wycieranie wnętrza szmatką. Poza tym codziennie zamiatamy, odkurzamy ręcznym odkurzaczem (prawdziwy mąż schował przed młodym do pawlacza i nie daję rady go ściągnąć) i przecieramy kuchnię mopem. A właściwie Jędruś zaczyna, a ja po nim poprawiam:) W efekcie, choć nigdy nie jest tak, że całe mieszkanie lśni, a środek dużego pokoju ciągle wygląda jak po tornadzie, mam poczucie, że nie jestem najgorszą gospodynią na świecie, bo COŚ JEDNAK w domu robię;p
 I niezmiennie podziwiam te z Was, które nie tylko pracują, wychowują dzieci (szczególnie więcej niż jedno), mają dom wysprzątany na błysk, co chwilę coś pieką i jeszcze znajdują czas na własne zainteresowania.
Ja po opublikowaniu tego posta zdołam jeszcze najwyżej ugotować zupę, wyprasować kilka ciuszków Jędrusia i padnę na pyszczydło;p A czuję się mniej więcej tak:


8 komentarzy:

  1. Nie ma to jak dobry pomocnik ;) Przypilnuje, aby mamusia się nie przeciążała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dywan wypierze, i piecyk wyszoruje;p

      Usuń
  2. Praca kobiety w domu jest strasznie ciężka, wciąć jest coś do sprzątania i porządkowania a może się nad tym namęczyć jak przy maratonie. Nie miałabym siły na co dzień tak pedantycznie dbać o porządek, choć przyznam że chciałabym mieć tak "czysto" aż nadto ;D

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie teraz jest tak, że da się wejść, podłoga się nie lepi i nie ma ryzyka, że na człowieka coś spadnie, ale do ideału to nam daleeeko;p To, co daję radę, staram się sprzątać na bieżąco i niby wydaje się, że nie ma dużo pracy, ale jednak mam wrażenie, że CIĄGLE coś sprzątam. Wkurzające uczucie.

      Usuń
  3. A ja się staram żeby mój dom był wystarczająco czysty, aby był zdrowy i aby był w nim bałagan pod kontrolą, aby był szczęśliwy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak jest najlepiej. Mnie często trudno złapać ten złoty środek:/

      Usuń
  4. niestety i mnie brakuje systematyczności w sprzątaniu. dobrze, że mąż chętnie sprząta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę tu narzekać na męża. Pomaga mi bardzo, choć czasem cichaczem po nim poprawiam. Ale doceniam jak najbardziej:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...