wtorek, 17 grudnia 2013

Łóż(ecz)kowe perypetie

Na początku ciąży pomyślałam sobie - jak fajnie byłoby, gdyby Andrzejek przeniósł się ze spaniem na tapczan - uniknęłoby się dwóch dziecięcych łóżeczek rozłożonych naraz, zyskalibyśmy miejsce na mały stoliczek, krzesełko i dodatkową szafkę, która przy niemowlaku bardzo by się przydała...

W pokoju Andrzejka stoi tapczan. Kiedy synek był mniejszy, spaliśmy na nim my, ale odkąd wynieśliśmy się do salonu, stoi niewykorzystany. No, może nie do końca - służy jako przechowalnia na naszą pościel i część mężowskiego składu książek;p No i jako batut dla Andrzejka - mały uwielbia po nim skakać.

By jednak w ogóle móc rozważać zmianę leża, należałoby najpierw uregulować sprawę zasypiania.
A z tym bywa różnie. Pierwsze półrocze - cud miód i orzeszki, Andrzejek zasypiał sam i spał całą noc, w pierwszym miesiącu robiąc sobie dwie, a w  dwóch kolejnych już tylko jedną przerwę na karmienie. Nawet przeprowadzka tego nie zepsuła. A potem było ząbkowanie i cały rytm diabli wzięli. Od tej pory jest w kratkę: raz Andrzejek zasypia sam w łóżeczku i ładnie śpi, a innym razem trzeba go pół godziny lulać w wózku - i takich przypadków jest niestety więcej.

Gdzie najlepiej się śpi? W spacerówce, z której już się wyrasta:D Choć Andrzejek ma już ponad półtora roku, a ja nadal nie mam ani jednego zdjęcia dokumentującego spanie w łóżeczku...




Zdaję sobie sprawę, że narodziny brata prawdopodobnie będą dla mojego pierworodnego wstrząsem.
Wtedy już nie będzie warunków na inne zmiany w jego życiu, dlatego chciałabym o niektóre rzeczy powalczyć jeszcze przed "godziną <>". Tylko JAK?

Nie zgadzam się z metodą płaczu kontrolowanego. Nie mam serca pozwalać, by dziecko płakało z żalu za rodzicami bijąc pięściami w zamknięte drzwi. Tym bardziej, że mały umie już mówić i jasno wyraża swoje uczucia, że nie wspomnę o samodzielnym wychodzeniu z łóżeczka.

Próbowałam kilka razy pozwolić mu zasnąć w łóżeczku, sama siedząc - bez odzywania się i kontaktu wzrokowego - w tym samym pokoju w zasięgu wzroku Andrzejka. Nie zdało to egzaminu, bo mały najpierw usilnie próbował mnie zagadywać, potem natarczywie domagał się lulania w wózku a na końcu podnosił nie dający się uspokoić wrzask i bywało, że wrzeszczał tak, aż zwymiotował kolację.
 
Tymczasem innych pomysłów nie mam.
Rytuał zasypiania mamy ten sam od miesięcy: kąpiel, kolacja (kolejność nieprzypadkowa - wcześniej wymuszona przez uporczywe wymioty - ale przyjęła się i tak już zostało), mycie zębów, modlitwa (jedno z nas odmawia"Aniele Boży" , a Jędruś mówi "Amen" i próbuje się przeżegnać), potem włączamy grającą żabę i - w zależności od nastroju - zapraszamy Jędrulka do łóżeczka albo układamy do snu w wózku i tata przenosi go po zaśnięciu.
Podejmowane przez nas co jakiś czas próby włączenia do tego rytuału bajki i pożegnalnego buziaka przed zaśnięciem skończyły się wzmożonym zainteresowaniem ilustracjami w książce i prowokowaniem do rozmowy ("Cio to jeśt? To kot ci miś? Andziej chyba wie. To małpka. Albo nie. Albo to chyba jeśt... hipopotam!" - to przykład z wczorajszych prób) - dalej, w zależności od tego czy rodzic da się sprowokować, jest scena albo rozmowa do północka. Wczoraj tatuś się nie dał, więc było to pierwsze. W końcu więc tatuś się poddał i ululał dziecię w wózku. O proponowaniu Jędrusiowi przenosin na tapczan na razie nie ma więc mowy...

Czarno widzę taką zabawę z dwójką.
Jakieś pomysły? Doświadczenia? Patenty? Kto ma - uśmiechnę się, by się podzielił:)

PS. Jak nieinwazyjnie (czyli bez ryzyka nawiązania kontaktu wzrokowego i zmarnowania całego wysiłku) rozpoznać, czy usypiane w spacerówce dziecko już zasnęło*?
Po stópkach:

a)Napięte mięśnie (odgięte paluszki) - lulamy dalej.



b)jakieś 15 minut później:


stópki leżą swobodnie, są rozluźnione. Uff, udało się:)

*Zdjęcia pochodzą jeszcze z czasów, kiedy Jędrula sypiał w dzień, ale metoda pozostaje aktualna;p

8 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie znam sposobu, bo Isia śpi z nami ;)
    Ale u mojej koleżanki zadziałało właśnie przeniesienie do normalnego łóżka. Może spróbujcie z tym tapczanem. Pościel z jakimś dziecięcym motywem plus rozmowa, że już jest takim dużym chłopcem, ze teraz będzie miał dorosłe łóżko itp. a nuż się uda :)
    U nas też bajka przed snem póki co nie ma miejsca z takiego samego powodu - 'a cio to jeś, a tu jeś piesek a piesek robi hał' itp. Zamiast wyciszenia całkiem odwrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pościel odpada, bo Jędruś śpi bez niej. Nawet pod flanelową pieluchą okropnie się poci. Ma swoją podusię z osiołkiem i ona mu wystarcza - ale może to i racja z tym wjeżdżaniem na ambicję;) Wypróbujemy:)

      Usuń
  2. U nas tez pokopane spanie. Probowlismy nauczyc zasypiania samemu bez bujania w lezaczku badz przy cycku ale nic z tego. Maly nadal wstaje w nocy 5-8razy. Usypia albo przy cycku albo w lezaczku ewentualnie u dziadka na kolanach. Wlozony do lozeczka siada albo staje i wrzeszczy. Albo wylazi (odkad opanowal czyli od 3dni) i przychodzi ro nas. A te metody co ty mowisz u nas tez nic.nie daja. Ten sam problem. Czekam i ja na rady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz już teraz raczej nie budzi się w nocy - a jeśli nawet, to ma przy łóżeczku kubek z wodą i obsługuje się sam. Tylko z samym zasypianiem mamy taki cyrk:/

      Usuń
  3. Bo chcemy bysmy w koncu spali sami. Ale dopuki karmie to niemozliwe. Bo nie raz saypiam i maly znow spi z nami w nocy. W dzien przenosze i juz w nocy staram sie. I czesto niestety wstaje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja karmiłam ponad 16 miesięcy, ostatnie kilka już tylko nocami, ale i tak prawie pół roku temu przenieśliśmy się ze spaniem do innego pokoju. Piski małego i tak słyszałam i latałam do niego z piersią ok. 3 razy jednej nocy. Ale przynajmniej nie my nie budziliśmy już synka;p

      Usuń
  4. My tez mamy problemy, aktualnie maz przesiaduje w sypialni do godziny, a bywalo juz 5 min. Ale dzieci zmienne sa...
    Po pierwsze przy mnie nie zasnie. Modlimy sie, karmie, odkladam do łózeczka i wychodze. Ostatnio zaczela monologowac sobie przed snem, ale jak juz za bardzo sie rozbawia, tatus stawia ultimatum: spimy albo wychodze. Czasem wychodzi na 3 min, Ania placze, wczoraj sama pierwszy raz zawolala "tata", a nie "musia". Wiec tata szybko wraca i pyta, czy bedzie spala z tata. Słysze ugodowe "tatą" i juz jest cisza. W koncu zasypia...Ciag dalszy nocy to juz inna broszka, cyc co chwile, zeby nie budzic sasiadow...Takze patentow nie mam i sama poszukuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My spróbowaliśmy dziś na dużym tapczanie - guzik, godzina śmiechów i skakania. Skończyło się kołysaniem w spacerówce:/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...