środa, 11 grudnia 2013

Orkan "Andrzej" i ciążowa sinusoida

Ledwo przestałam martwić się ciążowymi dolegliwościami, a tu masz... znów powód do obaw.
Mam jednak więcej szczęścia niż rozumu i wszystko rozeszło się po kościach.

Jędruś wyjątkowo dawał dziś popalić. Mimo że był już po długim spacerze z tatą, energia go rozsadzała i z prędkością rakiety biegał po całym mieszkaniu , demolując wszystko, co spotkał na swojej drodze. Najwięcej radości sprawiła mu ucieczka przed założeniem pieluchy po próbie wysadzenia na nocnik i chowanie się akurat w te zakamarki, w które mama ze swoim brzuszkiem na pewno się nie zmieści. Na moje nieszczęście z orkanem "Andrzejem" musiałam radzić sobie sama, bo mąż wyszedł do pracy, a potem miał jeszcze iść do, jak to mówi Jędruś, "biboteki".
No więc, gdy już po dwóch godzinach miałam serdecznie dość i kręciło mi się w głowie od ciągłego łapania zakrętów, pomyślałam, że chrzanię wszystko, niech wyskakuje z okna popijając Lovelę, ale MUSZĘ się na chwilę położyć.
Zamknęłam tylko drzwi do pokoju i zaryglowałam je stołem (krzesła już od dawna nie stanowią problemu) i wyłożyłam się na kanapie - jak przystało ciężarówce, na lewym boczku. Nie wiem ani jak, ani kiedy, ale musiałam na moment przysnąć, bo do otwarcia oczu zmusił mnie potężny nacisk na brzuch. Nie mam pojęcia, jakim cudem powstrzymałam się przed wrzaśnięciem, ale jakoś namówiłam Andrzejka, by ze mnie zszedł i zadzwoniłam do mamy męża, prosząc, by go na czas nieobecności męża zabrała do siebie. Na szczęście była w domu i zgodziła się, więc spokojnie doleżałam kolejne dwie godziny do jego powrotu, modląc się, by to uczucie "zmęczonego" brzucha nie oznaczało nic groźnego. Tym bardziej, że nie czułam absolutnie żadnych ruchów Julka. Tłumaczyłam sobie to tym, że przecież on i tak mało się rusza, na pewno śpi sobie, i nie ma pojęcia, że starszy brat jego lokum postanowił przerobić na swoje krzesełko.
Leżałam tak jeszcze dłuższy czas po powrocie męża, który sam wykąpał, nakarmił i położył spać sprawcę całego ambarasu, jednak prawdziwą ulgę poczułam dopiero, kiedy po ponad trzech godzinach wreszcie poczułam delikatne szturchanie ze środka brzucha.
UFF, czyli nic mu się nie stało...
Znów jest pięknie...

12 komentarzy:

  1. No to uffff :) Teraz wypoczywasz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że tak sto się skończyło :) odpoczywaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ulga ogromna...
      No i cały wieczór nic nie robiłam:)
      A dziś już inna bajka. Od rana do wieczora sama z młodym, a mąż może wpadnie na chwilę na gotowy obiad i jeszcze koło niego trzeba będzie poskakać. Ech, życie;p

      Usuń
  3. Oooo mater! Masz Ty naprawdę wesoło z tym urwisem swoim ;) Całe szczęście, że nic się nie stało.
    Wyobrażam sobie jak się wystraszyłaś, mi jakoś w 4-5m na brzuch wskoczył pies, tak z rozpędu. Matko jak się wtedy wystraszyłam, a że ruchy małej dopiero zaczynałam delikatnie czuć, to na wizytę czekałam z sercem w gardle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wesoło. Nigdy więcej spania przy dziecku;p
      Widzę, że miałaś podobną przygodę... i jak tu nie dostać stanu przedzawałowego;p

      Usuń
  4. Ojojoj, dobrze, że wszystko w porządku. Mały huragan ma coraz lepsze pomysły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co Andrzejek za parę miesięcy zgotuje młodszemu bratu, kiedy na moment spuszczę ich z oka. Już się boję...

      Usuń
  5. No to Cię nastraszył..ale widocznie spał więc już jest dobrze :)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, huragan prawdziwy z niego. Brak ruchów to moja ciążowa zmora, panikowałam okropnie...Dobrze, ze wszystko ok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w poprzedniej ciąży nie musiałam nawet liczyć, bo Andrzejek chyba w ogóle nie przestawał się ruszać, za to teraz przy mało ruchliwym dziecku panikuję podwójnie - przyzwyczajona do ciągłego intensywnego kopania.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...