czwartek, 19 grudnia 2013

Nie lubię czwartku

i piątku, i co drugiej soboty...

Dlaczego? Bo właśnie w te dni mąż jest w pracy od rana do wieczora, a my z Jędrulem zostajemy zupełnie sami i cały dzień kisimy się we własnym sosie.
W te dni nie mam co marzyć o zjedzeniu obiadu jak człowiek, ba, nawet o spokojnym wyjściu do toalety mogę zapomnieć - jem na stojąco w kuchni, grzejąc obiad dla Andrzejka i jednocześnie pilnując, by nie dotykał kuchenki(/nie właził naparapet/nie zeskakiwał z tapczanu itp.), a do toalety - o ile nie chcę mieć utaplanego dywanu albo razem z całym blokiem wylecieć w powietrze - muszę brać go ze sobą.
I choć kocham moje dziecko przeogromnie miłością całkowicie bezwarunkową, to muszę przyznać, że po całym dniu biegania za nim jestem wykończona.
W ciągu dnia chwilowym wytchnieniem bywają nasze spacerki po okolicy (omijam place zabaw, bo Jędrula od razu chce włazić na najwyższą zjeżdżalnię jaką zobaczy, a jego brzemienna mamusia nie może się wspinać, trzymać rąk w górze i dźwigać szanownych 11kg), ale czasem, jak dziś, gdy stężenie pyłu w nowohuckim powietrzu prawie pięciokrotnie przekraczało poziom dopuszczalny, strach truć siebie, dziecko w brzuchu i półtorarocznego alergika.

Najgorsze są czwartki, kiedy mąż ma w środku dnia półtorej godziny przerwy i przyjeżdża do domu na obiad. A właściwie wpada jak po ogień, już z autobusu dzwoniąc, żebym mu go odgrzewała. W ten sposób zamiast jednego mam do obsługi dwóch mężczyzn, którym wszystko trzeba podstawić pod nos - małemu, bo jest mały, a dużemu - bo SIĘ SPIESZY.

Dziś też był niezły kołowrotek, więc kiedy  już po wyjściu męża na zajęcia popołudniowe Andrzejek poprosił o muzykę, postanowiłam skorzystać z szansy na chwilę spokoju i - mając ostatnio dość "Fasolek" - puściłam mu z yt wiązankę pieśni kozackich w wykonaniu chóru z Kubania. Małemu tak się spodobało, że zaczął najpierw podrygiwać, potem tańczyć, a na koniec szaleć po całym pokoju, nie mogąc się zdecydować czy ma się teraz obracać, turlać, klaskać czy podskakiwać. Ja w tym czasie zdążyłam zajrzeć na bloga, zjeść serek i nawet zacząć myć naczynia, ale nic, co piękne, nie trwa wiecznie. W czasie jednej z licznych akrobacji Jędruli zakręciło się  w głowie i przydzwonił o kant łóżka tak, że bez problemu usłyszałam to mimo puszczonej wody i szczęku naczyń. A tej śliwy na czole żaden Kozak by się nie powstydził;p Cóż, jak to ujęła moja teściowa, kiedy przyszła wieczorem pomóc mi wykąpać małego: "Dziecka trzeba pilnować".
Wrrr...


pl.dreamstime.com  

A na koniec rozmowa moich mężczyzn:

Tata (wiążąc krawat i narzucając marynarkę): Jędrusiu, wiesz, gdzie tatuś teraz idzie?
Andrzejek: Do Kajfuja (Carrefour'a)
T: Nie, Andrzejku, tatuś idzie do pra...
A: ...ci. Do pjaci do Kajfuja!

To się dowiedziałam, gdzie tak naprawdę pracuje mój mąż;p

10 komentarzy:

  1. OJ, skąd ja to znam... Ani chwili dla siebie. nawet w toalecie. Choć ostatnio Maluch zaczyna coraz cześciej bawić się sam. I wtedy obiad w spooju mogę ugotoac. Albo blogi poprzeglądac. Albo coś sobie poczytać nawet...;) Tyle, ze jak jest w pooju za cicho to tez jest podejrzane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - i u nas cisza nie wróży nic dobrego. A tego gotowania w spokoju mogę Ci jedynie pozazdrościć, bo sama muszę dobrze się nakombinować, żeby zdołać stworzyć obiad bez ofiar w ludziach lub wyposażeniu domu.

      Usuń
  2. Hehehe, końcówka niezła. ;) miałam coś błyskotliwego na temat całego wpisu, ale wyleciało miz głowy. O żesz,....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. młody jak zwykle mówi co myśli;p

      Usuń
  3. Taa dziecka się nie upilnuje. M<ój Szarańcz zleciał z tarasu jak miał 1,5 roku stałam obok a on już świetnie sobuie radził ze schodkami i schoodził tyłem. Efekt blizna 2 cm na środku czoła która prawdopodobnie już zostanie. Stałam obok i pilnowałam, nie robiłam nic innego! a też usłyszałam swoje... Nie lubie takich tekstów wrrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię. Zwłaszcza gdy akurat pilnowanie dziecia zajmuje 99,9%mojego czasu:/

      Usuń
  4. Od kiedy u męża w pracy mają sezon - to do zwariowania dzieli mnie jeden krok.... Ty masz już synka, którym możesz się zająć, a ja czuję się taka niepotrzebna, zupełnie teraz niemobilna... Na zakupy iść nie mogę, gotuje tylko coś szybkiego, lekkiego ( bo jak mąż wraca o 21:00 to przecież całego poważnego obiadu jadł nie będzie... ), może troszkę ogarnę mieszkanko. I to wszystko.
    Pocieszam się myślą, że sezon w pracy wkrótce się skończy, a wśród nas pojawi się nasza córunia : )

    Ps: Bardzo, ale to bardzo podoba mi się błyskotliwość Waszego synka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś na ten temat. Ale przy Jędrusiu nie mam kiedy się ponudzić, choćbym nawet chciała... Przydał by się za to bar bilokacji, bo przy młodym prawie nic innego nie da się zrobić.

      A cięty język Jędrula odziedziczył po tatusiu;p

      Usuń
  5. Bystrzak rozgadany :-) Gratuluje wszystkich porządków, aż mi wstyd. Czy to ciąża tak dodaje energii? Muszę to przemyśleć przed następnymi Świętami :-) Wszelkich błogosławieństw na ten czas dla Waszej rodzinki i wszystkich bliskich, pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem - ciąża od pewnego momentu daje kopa:)
      Nie jest to zła myśl;p

      Dziękujemy za życzenia i dla Was również błogosławieństwa bożego:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...