wtorek, 17 grudnia 2013

Kiedy matkę ręka świerzbi...

Raz w życiu dostałam w domu lanie. Pasem na goły tyłek. Czy się należało - rzecz ocenna. Poszło o to, że rozwlekłam jedzenie zupy do prawie dwóch godzin i wydłubywałam z niej każdy nawet najmniejszy kawałeczek gotowanego mięsa (którego nawiasem mówiąc do dziś nie cierpię) - miałam 5 lat.
Teraz - prawie  ćwierć wieku później - mój syn wyczynia podobne numery, ale ja staram się reagować spokojnie, bardziej na zasadzie - nie chcesz jeść, to nie jedz, poczekamy aż zgłodniejesz.  Czasem wystarcza pół godziny, czasem przepada nam w ten sposób jeden posiłek - młody zagłodzić się nie da, a w ostateczności sam pokaże na co ma ochotę.

Jedzenie (lub raczej cyrk przy jedzeniu) nie jest dla mnie problemem, a raczej próbą cierpliwości - podobnie jak grzebanie w ekośmieciach i rozwlekanie ich po podłodze, uciekanie z gołym zadkiem po całym mieszkaniu, barykadowanie się za tapczanem na wieść o tym, że trzeba zmienić brudną koszulkę, próby podpijania mleka z lodówki, czy też, jak na przykład dzisiaj - mycie paneli w przedpokoju skoncentrowanym mydłem w płynie w ilości 400ml/m2 w czasie gdy mama zmywała po obiedzie.

Nieraz liczenie do dziesięciu nie wystarcza, ba, do stu by nie wystarczyło, a czasem nawet mogłoby się skończyć tragedią.
Mój syn ma bowiem dziwne zapędy i - stety lub niestety - duże zdolności manualne przejawiające się na przykład wydłubywaniem zaślepek z kontaktów, zapalaniem zapałek, odkręcaniem kurków z gazem i rozkręcaniem na części zabawek, budzików i wszelkiego rodzaju sprzętu AGD. Za sprzęt wystarczy łyżeczka, mężowski nożyk do otwierania korespondencji lub zwykły długopis - co się uda znaleźć. Do tego nie mam pojęcia, jak mam do niego dotrzeć - tłumaczenie, co może się stać, jeśli Jędruś będzie się bawił ogniem lub prądem wytwarza jedynie efekt zakazanego owocu i daje niemalże gwarancję, że mały spróbuje znowu, kiedy tylko mama się odwróci.

Do czego zmierzam - choć wrogiem przemocy wobec dzieci jestem, to muszę się przyznać - dziś przesadziłam. Kopnijcie mnie w cztery litery, ale kiedy usłyszałam, że Jędrula któryś raz w tym tygodniu odkręcił gaz w kuchence, pacnęłam go po łapskach, z siłą imadła złapałam za nadgarstki i w ten sposób wyprowadziłam z kuchni, cały czas cedząc przez zęby, że nie wolno i że tyle razy było to mówione.
A młody? Najpierw popatrzył na mnie z miną zbitego psa, potem się obraził i odmeldował się do drugiego pokoju, by pół godziny później, kiedy już - dręczona wyrzutami sumienia - zdążyłam solennie obiecać sobie, że to się więcej nie powtórzy, znów majstrować przy kurkach z gazem.

Słowa na razie dotrzymuję, ale w duchu mięsem rzucałam...

12 komentarzy:

  1. Ja myślę ze każdemu mogą puścić nerwy, jesteśmy tylko ludźmi. I choć nie jest to zachowanie które można pochwalić czy tez usprawiedliwiać w jakikolwiek sposób, to ja go nie skrytykuje bo sama wczoraj nakrzyczałam na młodą jak rzuciła we mnie nożem po tym jak zabroniłam się jej nim bawić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Ja raczej na młodego nie krzyczę, a jak już krzyczę, to on mi się odkrzykuje i po autorytecie:p Momentami naprawdę brak mi sposobów na niego:(

      Usuń
  2. Mnie też czasem nerwy puszczją...:(Kiedy Lenka mocno nabroi,często krzyknę,tak że słyszą mnie wszyscy sąsiedzi.A potem mam wyrzuty sumienia,bo mała zwykle popłacze się z tego powodu.Wiem doskonale,że nie jest to dobre rozwiązanie,ale czasem czuję niemoc...i wrzeszczę na całe gardło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, klęliby sąsiedzi, gdybym ja się tak wydarła - głos mam mocny i donośny;p
      a tak poważnie, to u nas krzyk nic nie daje, bo mały zaczyna rywalizować - kto głośniej...

      Usuń
  3. Rozumiem Cie...Ja tez nikomu nie moge zagwarantowac, ze w nerwach nie pacne Ani w tylek, czesto niewiele brakuje:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... nieraz też wstrzymuję się w ostatniej chwili:/

      Usuń
  4. Mnie, ani mężowi, nie zdarzyło się na szczęście klepnąć syna. Mam nadzieję, że nie będzie takiej sytuacji. Jednak wiadomo, czasami nerwy są, wtedy krzyczę. Nie jest to też dobre rozwiązanie, wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na krzyk Andrzejek też reaguje krzykiem. Gdybym zaczęła go bić, pewnie szybko zacząłby mi oddawać, więc wiem, że nie tędy droga. Ale, no właśnie, którędy?
      Nieraz naprawdę brakuje mi sił i środków:(

      Usuń
  5. Ja raz dostałam w dzieciństwie i żyję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jesteśmy inne pokolenie - co drugi z nas przynajmniej raz dostał, o ile nie większość z nas - i wszyscy żyjemy, ale ja tak czy tak chciałabym jednak obejść się bez tego. A już teraz bywa mi ciężko, bo trafił mi się krnąbrny okaz...

      Swoją drogą, ciekawe, czy po wprowadzeniu tej cudownej ustawy o zapobieganiu przemocy nasze dzieci będą w szkole uczone, jakie kroki prawne podjąć, kiedy czegoś im zabronimy albo KAŻEMY pomóc w pracach domowych.

      Usuń
  6. Moja Ala przechodzi ostatnio podobny efekt i mięsem rzucam nie tylko w myślach-niestety.
    Klapsa mimo, iż sobie obiecałam nie dać też już dałam jak z premedytacją rzuciła czymś ciężkim w głowę dwutygodniowej siostry:((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wcale Ci się nie dziwię. Też by mnie poniosło, gdybym zobaczyła coś takiego... Mnie wojny braterskie dopiero czekają i już się boję, bo mój pierworodny do spokojnych nie należy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...